Owoc dzikiej róży na bolące stawy

owoce dzikiej róży, wino

Wróciłam z wycieczki do Szwecji zauroczona tym, czego nie mam w krajobrazie Beskidu Wyspowego – ciągnącymi się mgłami nad taflą wody, skalistymi plażami i wielkim lasem otaczającym dom Moniki. Ogromną wdzięcznością otaczam gospodarzy tego niezwykłego siedliska – Monikę i Tomka, którzy przez kilka dni gościli mnie u siebie. Dziękuję.

Przebywanie razem w  energii pracy i wieczornego wyciszenia jest czymś, co kocham najbardziej, kojarzy mi się z zanikłym zwyczajem darcia pierza, kiedy kobiety pracując, były ze sobą, wzajemnie się wysłuchiwały i wspierały, otaczały radością i zrozumieniem. Dane mi było przebywać w cudownym, maleńkim kręgu kobiet, którego energia ułatwiła mi odkrywanie nowych ścieżek, tym razem jest to droga mydlanych inspiracji Moniki. Wymiana ziołowych doświadczeń jest niezwykle cenna, zwłaszcza z powodu nowo zdobytej umiejętności robienia i zdobienia mydła. Z czasem przepisy mydlane pojawią się na moim blogu, a już teraz – ten, kto ma ochotę – może u Moniki zakupić mydło naturalne, które jest niesamowicie kremowe i odpowiednio natłuszcza skórę.

14368709_1773062356283924_5727535626375008501_n

Dzisiejszy post będzie o tym, czego nie udało nam się razem zrobić, bo pokonane przeziębieniem już nie byłyśmy w stanie zebrać owoców dzikiej róży. Każda z nas oddzielnie zrobi swoje preparaty różane, Monika wino, a ja tym razem macerat winny i octowy, nalewkę. Owoce dzikiej róży zawierają mnóstwo witaminy C, o tym każdy wie, ale warto wspomnieć, że każdy z gatunków ma inną jej zawartość, cennej zwłaszcza w zbliżającym się okresie przeziębień. Podaję dane wg prof. Łukasz Łuczaja – najwięcej wit. C ma róża jabłkowa, (na jej zbiory już za późno), najmniej róża psia Rosa canina, jej angielska nazwa dog – rose jest związana z tym, że dawniej leczono nią wściekliznę. Z powszechnie występujących u nas gatunków dzikiej róży należy wymienić: Rosa rugosa, Rosa rubiginosa, Rosa glauca, Rosa pendulina, Rosa villosa oraz niejadalna o fioletowych owocach Rosa pimpinellifolia. Ja na swoim terenie posiadam różę alpejską Rosa pendulina, różę psią Rosa canina i  różę rdzawą Rosa rubiginosa. Najbardziej lubię zbierać różę alpejską, łatwo ją poznać, gdyż łodygi prawie nie mają kolców.

Działanie lecznicze owoców dzikiej róży

Owoce dzikiej róży to nie tylko eksplozja wit. C. Bogaty skład witamin (C, B1, B2, B3, A, E, K) sprawia, że działanie preparatów z dzikiej róży wpływa głównie na wzmacnianie organizmu, zwłaszcza w okresie rekonwalescencji po przebytach chorobach oraz w okresie, kiedy panuje ogólnie zwiększona zachorowalność na infekcje.

  • Witamina C zwiększa odporność, ale też odgrywa ważną rolę w procesie tworzenia kolagenu, blokuje powstawanie związków w organizmie, które są odpowiedzialne za procesy rakotwórcze. Badania potwierdziły, że witamina C na pewno działa ochronnie w przypadku nowotworów żołądka. źródło klik 
  • Podobne działanie mają również polifenole, które działają przeciwnowotworowo i pozytywnie wpływają na układ krążenia. W owocach dzikiej róży są także inne związki antyoksydacyjne (flawonole, fenolokwasy), którym przypisuje się działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybiczne oraz przeciwwirusowe.
  • Najbardziej spektakularne było  odkrycie w owocach dzikiej róży aktywnej substancji nazwanej GOPO (galaktolipid), to on razem z witaminami i flawonoidami działa przeciwzapalnie u ludzi, którzy cierpią na stany zapalne stawów i kości. Bezpośrednią przyczyną odkrycia stał się zwyczaj przyjmowania konfitury z owoców dzikiej róży przez duńskich rolników, którzy potrafili ją przygotowywać bez podgrzewania owoców. Na rolniczych terenach Danii, konfitura taka uchodziła za lek na bolące stawy. Badania wykazały, że wystarczy podanie 0,5 g proszku dziennie, by w ciągu 4 miesięcy ustąpiły oznaki stanu zapalnego stawów. Wydaje się, że jest to lek – nadzieja – dla wielu cierpiących, gdyż dodatkowo nie ma żadnych skutków ubocznych.

owoce dzikiej róży

Różane  GOPO  proszku

Jeśli zdarza ci się mieć problem z bolącymi stawami, być może będzie to sposób dla ciebie. Skoro duńscy rolnicy to potrafią, my też damy radę. Zbierz około 1,5 kg owoców dzikiej róży. Każdy owoc rozetnij wzdłuż i wydłub pestki, praca to żmudna, ale perspektywa zniesienia bólu stawów powinna dodać ci wiary, że uda ci się to zrobić. Po wypestkowaniu owoców będziesz czuł kłucia na całym ciele – to włoski wewnątrz owoców to sprawiają, nie przejmuj się tym, tylko weź kąpiel i zmień ubranie. Wypestkowane skórki owoców włóż do piekarnika lub do maszynki do suszenia grzybów i ustaw temperaturę suszenia na 35 – 40 st. C. To ważne, by nie przekroczyć 40 st. C, bo wówczas galaktolipid nie zatrzyma się w twoich owocach. Gdy surowiec będzie już suchy, rozetrzyj go w młynku żarnowym na proszek i zamknij w słoiku, który przechowuj w miejscu suchym, ciemnym. Młynek żarnowy jest konieczny, bo tylko w nim materiał roślinny nie ulega przegrzaniu – cały czas dbamy o nasz galaktolipid.

Codziennie spożywaj po 0,5 g proszku, posyp nim na przykład kromkę. Po 2-3 miesiącach powinieneś zauważyć różnicę w samopoczuciu. Możesz próbować suszyć owoce w całości i potem je rozetrzeć, razem z pestkami, ale nie wiem, czy drażniące włoski, które znajdują się w środku owoców nie podrażnią żołądka, pomimo iż je rozetrzesz w młynku.

Po dłuższym zażywaniu proszku z owoców oprócz zmniejszenia lub zniknięcia dolegliwości bólowych powinieneś też zauważyć lepszą ruchomość stawów.

Macerat winny z GOPO

owoce dzikiej róży, wino

Po prawej stronie słoika szypszyniec – domek szkodnika róży.

Gdybym cierpiała na ciągłe bóle stawów, z pewnością zrobiłabym cudowny proszek, ale ponieważ dolegliwości te zdarzają mi się sporadycznie, decyduję się na macerat winny. Aby galaktolipid znalazł się w mojej miksturze, potrzebne mi jest wino białe o mocy 15% i świeżo zebrane owoce dzikiej róży. Owoce rozdrabniam w termomixie, możesz je przekręcić przez maszynkę do mielenia mięsa. Wino białe podgrzewam do temperatury 40 st. C i zalewam nim masę owocową w stosunku 1:3, gdzie 3 oznacza ilość alkoholu. Odstawiam w miejsce ciepłe, ciemne, codziennie wstrząsam, po 2 tygodniach filtruję.  Przy okazji zbierania owoców znalazłam też szypszyńca różanego, małe gniazdko dodaję do wina, razem z owocami. Sposób ten znalazłam tutaj i u Inez klik. Spożywaj 2 razy dziennie po 10-15 ml.

Przepis na wino z owoców dzikiej róży od podstaw klik.

Różany ocet

To będzie już bez galaktolipidu, ale robię go dla pysznego smaku. Mam jeszcze sporo octu z zeszłego roku, więc decyduję się tym razem nie na ocet od podstaw, tylko na macerat octowy. Jeśli dysponujesz octem jabłkowym lub jakimkolwiek innym (ja wykorzystałam jarzębinowy), zalej nim rozdrobnione owoce dzikiej róży, zakręć, odstaw w miejsce ciemne, ciepłe, codziennie wstrząśnij, po 2 tygodniach przecedź. Używaj do napojów – na przykład łyżka octu na 200 ml wody lub  dodawaj do sosów vinegret.

Jeśli chcesz zrobić ocet różany od podstaw, to z pewnością ci się to uda, w zeszłym roku robiłam taki, jego smak spowodował szybkie zniknięcie, polecam gorąco. Zauważysz w trakcie jego produkcji, że powstający ocet robi się lepki, gęsty, z czasem to zniknie. Przypuszczam, że decydują o tym śluzy, które najpierw się wytrącają, później rozpuszczają wskutek zwiększania się zawartości kwasu octowego. Sposób wykonania octu od podstaw na przykładzie octu jabłkowego klik.

 

Koniecznie zamroź trochę owoców dzikiej róży i jarzębiny, bo może razem ze mną zabierzesz  się też za preparaty kosmetyczne – jarzębinowe i różane – będą piękne kosmetyki – kremy i pilingi. Gorąco zachęcam cię do produkcji własnych kremów, bo czas im poświęcony jest tylko twoim czasem, radość twoją radością, uczucie na skórze – zawsze pełne koloru i zapachu owoców, kwiatów. Dzień może się przecież zaczynać niezwykle pięknie, nie tylko kawą, czy herbatą, również wspomnieniem ciepła późnego lata roztartego na twojej skórze. Nie zapominajmy o tym, że sami możemy sobie dostarczać pięknych chwil. Ja mam swoje wina, kremy, octy i oczywiście herbatę fermentowaną, która może nie jest tak zjawiskowo pyszna, jak pachnąca. Sfermentowane liście krzewów i drzew owocowych wymieszałam z suszonymi płatkami róż, chabra, rumianku, aksamitki, pysznogłówki i zamknęłam je w drewnianej szkatułce. Czasami ją wącham… I mam nadzieję, że jej nie wypiję do wiosny, by wystarczyło mi zapachów. A co dla ciebie ma taką siłę, że pozwalasz sobie radość z samego bycia?

owoce dzikiej róży

 

Bibliografia:
klik

 

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się na następne. Prześlij go znajomym, możesz też pomyśleć o subskrypcji. Dzięki darmowej prenumeracie będziesz mieć dostęp do aktualności.

12 komentarzy

  • Odpowiedz Kwiecień 3, 2017

    Andrzej Zielarz

    Artykuł bardzo ciekawy. Zbieram owoce dzikiej róży od dwóch lat. By pozbyć się kłujących igiełek przecieram dojrzałe miękkie owoce z dodatkiem wystudzonej przegotowanej wody tak by powstał dobrze rozstarty mus, który przepuszczam przez sito by zostały na nim pestki. Dalej przepuszczam przez drobniutkie sitko tak aby na sitku zostały tylko igiełki (w świetle błyszczą się). W ubiegłym roku płyn trzymałem w lodówce i dodawałem do herbaty zamiast cukru, gdyż róża ma słodki smak. Przerobiłem wszystkie owoce z jednego dużego krzaka. Można też przesączyć płyn z przetartą różą przez lnianą szmatkę by został sam miąższ, który można wysuszyć na proszek. Przecieranie róży z dodatkiem wody chroni przed przykrym pokłuciem skóry. Czy niska temperatura niszczy galaktolipidy?

    • Bardzo ci dziękuję za podanie twojego sposobu pracy z owocami róży. Galaktolipidy niszczy temperatura 40 st C, więc jeśli jej nie przekraczasz, to na pewno GOPO jest. Nie wiem tylko czy sam sok otrzymywany w ten sposób ma GOPO, czy nie zostaje jego część w skórce i miąższu, który jednak zostaje na bawełnie, przez którą wyciskasz. Ale jeśli w efekcie otrzymujesz mus, to powinno być i GOPO> Teraz jest tylko jedna ważna kwestia – abyś mus/sok z róży dodawał do letniej herbaty, bo już 40 st. C zabija galaktolipidy. Pozdrawiam serdecznie i chylę czoła przed pracowitością. 🙂

  • Odpowiedz Luty 10, 2017

    Grazyna Wójtowicz

    Wiedziałam, ze po wypiciu herbatki z róży moje samopoczucie jest dużo lepsze., ale nie wiedzialam, że to dzieki roży moje stawy mniej mi dokuczaja. Już wiem, ze bedzie miała róża kochana, glówne miejsce na półce z ziołami. Powoli ucze sie rozpoznawac, co moj organizm kocha, czego potrzebuje. Dziekuje Małgosiu za ten wpis, goraco pozdrawiam.

    • Grażynko, zauważ we wpisie informację o nieprzekraczaniu temperatury 40 st. C. Owoce na pewno były suszone w wyższej temperaturze. Jeśli rzeczywiście chcesz sobie pomóc na stawy to sama nazbieraj owoców róży, rozdrobnij je i wysusz w temperaturze – najwyżej 40 st. C. Popijaj macerat zimny – zalej łyżkę owoców (mogą być z pestkami) na noc, rano wypij. W artykule jest też mowa o wyciągu alkoholowym z róży i trudniejszym procesie – proszek z róży. 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 6, 2016

    Paola

    ten blog jest dla mnie cudnym odkryciem,jestem bardzo zadowolona jak sa ukazane ziola,
    kocham je i staram sie czesto stosowac.
    bede czestym gosciem, chetnie przeczytam wiele Pani porad

    serdecznie pozdrawiam, wspaniala praca !|
    dziekuje ze sie ani dzieli wiedza:)

  • Odpowiedz Listopad 3, 2016

    CYKLISTKA

    Ja wypestkowałam dziką różę, wysuszyłam na kaloryferze. Biorę lyżkę owoców, wsypuję do termosu, zalewam wrzątkiem i popijamy sobie z rodzinką przez następny dzień. Czy to jest dobry sposób i czy wrzątek nie zabija witamin i wspomnianych wcześniej galaktolipidów.
    SERDECZNIE POZDRAWIAM.

    • Niestety wysoka temperatura zabija galaktolipidy, dlatego też robi się z wysuszonych owoców proszek i najlepiej zjeść go na kanapce lub popić wodą. Gratuluję wytrwałości! 🙂

  • Odpowiedz Październik 2, 2016

    Monika

    Malgosiu, to ja dziekuje za te cudowne chwile, ktore moglam spedzic w twoim towarzystwie.

    • Odpowiedz Październik 3, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Było super, wspomnienia ciągle wracają, zwłaszcza drogi, którą podążałaś do drugiej lodówki. 🙂

  • Odpowiedz Październik 2, 2016

    Kornelia

    Bardzo inspirujący artykuł! Nurtują mnie dwa pytania. Do maceratu winnego, konieczne jest białe wino by zachować galaktolipid ? I moje drugie pytanie dotyczy fermentowanych liści – czy może Pani mi podpowiedzieć jakie liście Pani fermentuje ? Ja na razie mam tylko w swojej kolekcji liść jeżyny i truskawki. I jestem nimi zachwycona ! Próbowałam też fermentacji liścia orzecha laskowego i kasztana jadalnego ale nie osiągnęłam takiego aromatu … może za krótko fermentowałam… Pozdrawiam serdecznie.

    • Odpowiedz Październik 2, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Czerwone wino też może być. Fermentuję wszystkie liście drzew owocowych, z wyjątkiem orzecha. Pyszne są liście czereśni, mirabelki, śliwy, maliny, poziomki, czeremchy. Polecam mój artykuł o fermentacji http://ziolowawyspa.pl/ziolowe-herbaty-fermentowane/. Nie każde liście mają piękny aromat, polecam też fermentować liście mięty, wierzbówki kiprzycy.

Zostaw odpowiedź