Moja książka

Zioła dla smaku, zdrowia i urody

Czasami ma się pragnienia. Są tak silne, że nie pozwalają spokojnie żyć i zaczynamy chorować. Dużo mnie w życiu uwierało, nie pozwalało na osiągnięcie radości i spokoju. Jechałam do pracy z konieczności, mieszkałam w miejscu, które nie było moim miejscem. I tak minęło kilkadziesiąt lat. Najpierw zaczęła boleć dusza, pojawiła się nerwica. Potem cierpiały serce, jelita, tarczyca, kręgosłup, głowa. Miałam to szczęście, że spotkałam mądrego lekarza, który jednym zdaniem potrafił zmienić moje nastawienie do życia. „Musi pani zrezygnować z czynnika stresogennego”. Kołatało mi to w głowie kilka miesięcy, zanim podjęłam decyzję. Zrezygnowałam z pracy. Odeszłam wiedząc, że ominą mnie świadczenia socjalne. Przez kilka lat szukałam zajęcia, dorabiając gdziekolwiek, ale przede wszystkim poświęciłam swój czas duszy, czyli temu, o czym najczęściej zapominamy w biegu życia. Nasz płacz to jej żal i tęsknota.

Zaczęłam czytać i uczęszczać na różne warsztaty, które pomogły mi zrozumieć siebie i przestać żyć przeszłością. Najtrudniej było mi przypomnieć sobie, co lubiłam robić. Pomogła mi w tym córka, która powiedziała, że wspominałam kiedyś o tym, że lubiłam robić zdjęcia. Zapisałam się na kurs fotografii i tak się zaczęło. Najpierw fotografowanie Krakowa, potem roślin. Skoro już zrobiłam zdjęcie, to musiałam znaleźć nazwę. Okazało, się że niektóre z nich są lecznicze. I tak zioła stały się moim lekarstwem na tęsknotę duszy. Oddałam się temu, co pokochałam całym sercem. I przypomniałam sobie, jak mieszkając w czasie wakacji u babci lubiłam wychodzić zaraz po przebudzeniu bosą stopą na trawę, jak już wtedy zbierałam bukiety roślin, poczułam zapach babcinych kadzideł ziołowych, zapragnęłam powrotu do tego świata. Okazało się, że czekało na mnie mnóstwo odkryć, bo zioła to nie tylko związki lecznicze, to też zapach, smak i kolor rozlewający się w szklanej butelce. To zbiór pąków, kwiatów, liści i korzeni w najpiękniejszej woni Ziemi.  A czy wiesz, jak potrafi pachnieć własnoręcznie ukręcona maść? Czasami otwieram słoiczek maści mocnej z wielu ziół i wiem, że mam w rękach skarb.

Wiem, że nie każdy może podążyć ścieżką, którą nazwałam wołaniem duszy. Na to trzeba być gotowym, bo jeśli czegokolwiek się obawiasz, jeśli nie masz stuprocentowej pewności, nie rób tego. Najpierw zyskaj pewność, potem działaj. Z mojego doświadczenia wiem, że gdy wchodzisz na właściwą ścieżkę, to wszechświat pomaga rozwiązywać wiele problemów i wszystko się układa tak, jakby nam ktoś podsuwał właściwe puzzle. I tak oto jednym z efektów pragnienia życia w zgodzie z samą sobą stał się nie tylko blog, ale i książka. Jest ona owocem kilkumiesięcznej, intensywnej pracy z ziołami. Może nie wszystko w niej będzie idealne, bo też  później przychodzą lepsze rozwiązania, ale dla mnie jest to swoiste rozliczenie z samą sobą, ze swoim poplątanym życiem, jest znakiem, ze wkroczyłam na właściwą drogę – miłości i wdzięczności dla Natury. To hołd dla niej i jej mocy. Ta moc czeka też na twoją uwagę. Jeśli się na to zdecydujesz, to być może spowoduje też to, że ujrzysz w tym wielkim, materialnym świecie również siebie. I to będzie jej największy dar. Życzę ci tego z całego serca, bo pisząc ją posłałam w przestrzeń taką właśnie intencję. Może się zadzieje. 😉

 

Książkę możesz kupić w wielu miejscach na internecie. Wybierz właściwą opcję dla siebie. Przy okazji tak osobistego tekstu pragnę też podziękować za czytanie moich artykułów, a zwłaszcza za zostawianie pełnych ciepła komentarzy, to daje siłę do dalszego rozwoju. 🙂 Dla osób, które chcą zakupić książkę z autografem mam propozycję – zostaw komentarz pod artykułem na temat swojej drogi z ziołami lub jakikolwiek inny. Książkę w cenie 28 zł plus koszt wysyłki wraz z autografem prześlę na wskazany adres na maila: malgokacz@gmail.com.

Zostawiliście tak dużo pięknych komentarzy, bardzo dziękuję.  Czekam na zamówienia tylko do piątku. W przyszłym tygodniu wysyłam.

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się na następne. Prześlij go znajomym, możesz też pomyśleć o subskrypcji. Dzięki darmowej prenumeracie będziesz mieć dostęp do aktualności.

127 komentarzy

  • Odpowiedz Wrzesień 17, 2017

    Ela S.

    Malgosiu, moja historia z ziolami zaczela sie przez tate, ktory nie ufal lekarzom, zaczal gromadzic ksiazki ziololecznicze i zblizone naturalnemu leczeniu. Mialam moze z 9-10 lat jak mi opowiedzial o ziolach, bo czytal akurat cos co mialo pomoc mu nawrzody zoladka i dwunastnicy potem byly hemoroidy. Pomagal sobie jak mogl, a ja corka taty siedzac czasem sama w domu po szkole czytalam o danej rycinie ziola i tak pewnego dnia siegnelam po kore debu z ktorej zaczelam robic nasiadowki, bo mialam swedzenie pochwy w wieku licealny. To byly lata 80 a i brak odwagi pojscia do lekrza i nieumiejetnosc rozmowy mamy o klopotach intymnych, kora debu mi pomogla oczyscila problem. Tacie tego nie mowilam tez ale ziola byly w kuchni mielone przez niego , aromatyczne mieszanki posypywane do potraw, kanapek i zaskakiwanie gosci imieninowych „co to tak pachnie”(kozieradka,lukrecja i inne) a to powodowalo wydzielanie sliny i zuplnie inne doznania smakowe, a tacie pomagalo na wrzody pewnie? Nie mieszkam w Polsce od 12 lat,odwiedzam ja chociaz raz w roku. Wokol mnie nie ma w polnocnej Norwegii tyle ziol co w kraju. Zywokost odkrylam 2 lata temu czytajac Twoj blog i chcac pomoc mezowi z grzybica. On byl sceptyczny, aplikowalam dla eksperymentu na jedna piszczeli, a na druga nie i luszczyca znikala. Namawiam og do smarowania ta papka ale nygustwo …. sama teraz siedze i czytam prawie 3 godzie twojego bloga, a na nadgarstkach mama rekawiczki i papke pod nimi, bo podejrzewam ze mam polpasca ( myslalam ze to alergia pokarmowa na lososia i krewetki lecz swedzace babaelki zaczely tych wakacji zmieniac sie w piekace placki na nadgarstku teraz juz dwoch i tak intuicyjnie mysle ze to polpasiec), tutaj nazywaja to schorzenie w wolnym tlumaczeniu diabelskim sledziem. Do lekrzy chodze, tymczasowi praktykanci. b. sporadycznie i zawsze zawiedziona ze place za wizyte i wychodze bez tzw. pomocy. Nie chodze wiec lecze sie na wlasna reke. A to czosnkiem, mnostwem warzyw w diecie zamiast aptecznych witamin miody i ziola ktore tu znajduje. Popularna jest pokrzywa i zywokost w duzej mierze. Dziekuje bardzo za bloga, wchodze nie regularnie ale jak wejde to siedze 🙂 mam synka 8 latka, ktory jest wspanialym nasladowca tego co mama robi, czyta, zjada, sadzi itp cieszy mnie to. Pozdrawiam goroca i dziekuje. Przerpaszam za brak polskich znakow w alfabecie ale mam klawiature z norweskim alfabetem. A co do jesieni, czytalam ze we wrzesniu to jeszcze za wczesnie z wykopaniem zywokostu lecz u nas w pazdzierniku ziemia czasem jest zmarznieta a i snieg lubi juz lezec, hmm lato krotkie, wegetacja brutalnie przerwana, paki grubosza nie otwarte innych kwiatow tez, a juz usmiercone przez mroz. Musze zywokost wykopac tuz tuz… pozdrawiam i marze o tej ksiazce z podpisem, czy to mozliwe jeszcze?

    • Odpowiedz Wrzesień 19, 2017

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Elu, dziękuję bardzo za tak piękną opowieść i swoje ziolowe doświadczenia. Żywokost oczywiście wykop wcześniej, nie ma sensu czekać na mrozy. Polecam ci tez stronę dr Różańskiego, jest największym znawcą ziołowym i jego forum, tam wypowiadają się zielarze, więc na pewno coś znajdziesz na swoje dolegliwości. Przepraszam, że już nie mam książki, następną będę wydawać sama, to na pewno wyślę ci z autografem, jeśli będziesz chciała. Dziękuję jeszcze raz za czytanie moich opowiesci i pozdrawiam ciepło. 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 3, 2017

    Gosia H.

    Moja droga to początek ścieżki, choć zioła towarzyszą mi od zawsze. I od zawsze mam wrażenie, że tak mało wiem. Więc chłonę tą wiedzę każdego dnia idąc ścieżką po śladach mądrzejszych .

  • Odpowiedz Czerwiec 11, 2017

    Małgorzata Morawa

    W końcu udało mi się odebrać książkę z poczty ( dłużej czynna tylko w piątki :)) Pierwsze wrażenie – ślicznie wydana, super fotografie i przepisy – dla każdego coś miłego 🙂
    Bardzo dziękuję i pozdrawiam

  • Odpowiedz Czerwiec 9, 2017

    Andrzej Szczęsny

    Książka już dotarła. Pięknie wydana, super zdjęcia i przepisy.
    Dziękuję i pozdrawiam:)

  • Odpowiedz Czerwiec 8, 2017

    Lutka

    Wracałam do domu z naręczem ziela bukwicy kiedy listonosz przywiózł pakiecik – Twoją książkę.
    Pierwsze wrażenie to przepiękne zdjęcia. Szukałam autora tych zdjęć ale w spisie nie ma. Przeczytałam wstęp i dowiedziałam się, że zajmowałaś się fotografowaniem więc chyba to Twoje!!!!
    Piszesz, że nie trzeba mieć i robić wszystkiego co opisujesz, a tak pięknie piszesz, że chce się to wszystko zrobić. Bukwica zmielona i zalana octem jabłkowym. Część będzie na octomiód bukwicowy, część do nacierań, bo praca w ogrodzie dostarcza otarć, siniaków, często bóli mięśni, szczególnie po długotrwałym pieleniu. Wnusi, co ma katar zrobię kremik majerankowy. Jak widzisz, już pierwszego dnia po otrzymaniu książki Twoje porady znalazły zastosowanie!!!! Po południu chodziłam po ogrodzie i szukałam zielska na gąszcze. „Zasmakowała” mi zupa z pokrzywy – mąż kategorycznie stwierdził, że tego jeść nie będzie. Będzie, będzie, nawet nie będzie wiedział kiedy ją spałaszuje :)).
    Może przymierzę się do kremów……….
    Pięknie dziękuję za piękną książkę, za jej treść, za pracę jaką włożyłaś w jej stworzenie. I za to, że nas tym prowokujesz do powrotu do natury.

    • Rzeczywiście olbrzymia część zdjęć jest moja, kilka zdjęć pochodzi z fotolii. Chyba na ostatniej stronie książki jest o tym notka. :)Na bóle mięśni jest też świetny kwiat arniki, ale można go dostać raczej tylko w sklepie zielarskim. Pokrzywa traci smak podczas smażenia, placuszki z jogurtem są pyszne. Ogromnie się ciesze z twojej pracowitości, już cię widzę, jak tam buszujesz w chaszczach. 😀 Piękna to praca i daje tyle radości, szczęśliwe jesteśmy, że możemy to mieć. Dziękuję ci za recenzję książki i pochwały, bardzo się cieszę, że książka się przyda. 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 8, 2017

    Bożena

    Gosiu 🙂 Pomimo zmęczenia i późnej godziny postanowiłam na bieżąco ( po przeczytaniu) napisać parę słów. Jestem pod wrażeniem Twojej empatii dla rozmówców, Twoich tekstów, Twojej ksiązki, Twojej szczerości, Twojej pasji… Wiele osób swoją historię zaczyna od wspomnień …u babci.. Ja jestem babcią od 8 lat. Moja przygoda zaczęła się tak naprawdę 3 lata temu, natknęłam się na film z Łukaszem Łuczajem. A może jednak wcześniej…u mojej babci…nie wykluczone 🙂 Mam świadomość, że wszyscy wokół patrzą na mnie dziwnie (moje córki również) Mój strój..( terenowy ciagle) .moje mieszkanie…( „zagracone”), moje zakupy…w sklepie monopolowym podejrzanie na mnie patrzą. Na pytanie co chcesz na prezent- waga jubilerska, słoje, eksykator, pojemniki szklane.. Rozumiesz zagadnienie. A na osiedlu (dużym) jestem osobą „publiczną”. Jestem belfrem w osiedlowej szkole. Ja wszystkich nie znam, ale oni mnie znają. Czasami są śmieszne sytuacje. Zarażam wszystkich jak mogę, gdzie mogę i kiedy mogę. Najwierniejszą moją sojuszniczką jest Paula, moja 8-letnia wnuczka. Miałam nie opowiadać, a jednak zaczęłam.. Gosiu, Twoją książkę mam od dwóch tygodni (oczywiście przepłaciłam w przedsprzedaży). Towarzyszy mi każdego dnia. Nawet jej nie odkładam na półkę. Przecież wiesz, że przeczytałam wiele książek, ale to z Twoją się nie rozstaję. Chciałam Ci za nią podziękować. Wyrazić również swój podziw. Właśnie takiej pozycji mi brakowało. Dziękuję. Wystarczy mi sam Twój autograf. Będzie mi miło 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 7, 2017

    Karina

    Gosiu, gratuluje ksiązki! Wspaniale! :)Zawsze lubiłam czytać Twojego bloga, lubie Twoją dobrą energię i bardzo ciesz sie na ksiązkę 🙂
    Zainteresowałam sie ziołami, ich magią i zaczełąm krecić mascie i kremy i to dało mi perwotną czystą radość i powrót do prastarego żródła. Ciąglę wracam do wspomnien z dziecinstwa z domu dziadków gdzie znikałam w lasach ,biegałam po łąkach zachwycając się naturą i zbierając rośliny.Kontakt z naturą daje mi cudowny rodzaj poczucia połaczenia z wszechswiatem.Do tego stopnia ta tęsknota,wspomnienia są silne we mnie że opowiadam historie rodzinne robiąc projekty fotograficzne. Pojechałam na Ukrainę szukać korzeni i zrobiłam film o kobietach w mojej rodzinie które nadal zyja w głebokim połaczeniu z rytmami natury. To było piekne doświadczenie.
    Weszłam na scieżkę poszukiwan siebie, podązaniu za własnym głosem Duszy. Jestem ciekawa gdzie mnie to zaprowadzi.Dziękuję za Twoje słowa i wpsaniałe przepisy! 🙂

    • Karina, bardzo ci dziękuję za twój wpis, cieszę się ogromnie z twoich maści i kremów, to rzeczywiście wycisza i przywraca do tego, co zapomniane. Ale największą radość sprawiło mi doniesienie o poszukiwaniu korzeni, zawsze miałam na to ochotę, ale niestety czasu brak, może za kilka lat, zioła na razie zawładnęły moim zyciem, ale jestem ciekawa twoich zdjęć i tego, jak się szuka. 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 5, 2017

    Andrzej Szczęsny

    Moja fascynacja ziołami rozpoczęła się wraz z przeczytaniem najważniejszej lektury dzieciństwa czyli „Lata leśnych ludzi”. Ta wspaniała książka określiła mój stosunek do przyrody i ludzi. Oczywiście na początku było to zbieranie wszelkich „zdrowych” roślin dużo i bez konkretnej potrzeby. Z czasem zrozumiałem, że nie ma sensu pozyskiwać z przyrody czegoś czego człowiek tak naprawdę nie potrzebuje. Zamiast eksploatacji zaczęła się piękna przyjaźń, rozpoznawanie starych i poznawanie nowych przyjaciół a w razie potrzeby pozyskanie niezbędnej ilości. Teraz mam swoje ulubione rośliny: glistnik jaskółcze ziele, którym wyleczyliśmy nawracającą grzybicę u starszej córki, trędownik-nasze leśne plasterki, wierzbówkę kiprzyca – ciągle znajduję jej za mało w moich okolicach by zrobić herbatę (żal zrywać by nie zniszczyć stanowiska), kwiat czarnego bzu na wspaniałe wino i oczywiście żywokost. Moje dziewczynki 6 i 9 lat już doskonale rozpoznają glistnik, babkę, szczaw wiedzą, że mogą spróbować wszystkiego ale muszą najpierw pokazać rodzicom.

    Takie blogi jak Twój to świetne źródło informacji ale też coś jakby braterskie pozdrowienie z daleka i znak, że ród „leśnych ludzi” pomimo upływu lat i szaleńczego pędu cywilizacji nadal nie wyginął.
    Jeśli nadal można nabyć Twoją książkę to proszę podaj w mailu kwotę wraz z kosztem przesyłki oraz numer konta.
    Pozdrowienia,

    • Andrzeju, dziękuję ci za piękny opis twoje drogi ziołowej. Szczególne podziękowanie za nazwanie nas „leśnych ludzi”, to piękne, że coraz więcej z nas ma świadomość wspólnego istnienia z roślinami w Wszechświecie. Jeszcze piękniejsze jest nauczanie dzieci, mam ogromny szacunek dla takich ludzi jak ty. I do twoich ukochanych roslin, tak, na szybko dorzuciłabym dziurawiec i topolę. A o trędowniku zamierzam napisać artykuł, ale ciągle za mało czasu. 🙂 Natomiast herbaty z kiprzycy nie za bardzo lubię, ja pokochałam z liści jabłoni – fermentowaną i suszoną. Napisz ty do mnie maila przez kontakt ziołowej wyspy, jest mi tak prościej. 🙂

      • Odpowiedz Czerwiec 7, 2017

        ewa 56

        Małgosiu, właśnie trzymam w dłoniach Twoją książkę, jestem pod wielkim wrażeniem nawet nie wiesz jakim. Brak w niej tylko twojej aury, pięknej polszczyzny ,którą tak zwyczajnie się posługujesz. Twój blog rzeczywiście jest wyspą, taką dla wytchnienia , przyjemności, także nauki ale i zadumy. Dziękuję bardzo za tyle dobra, cały czas mam nadzieję że w tym roku uda mi się pojechać na warsztaty do Ciebie. Pozdrowienia i buziaki .Ewa

        • Styl pisania, jakim się posługuję na blogu niekoniecznie odpowiadał wydawnictwu, tak więc, troszkę taki jest wstęp i zakończenie. 🙂 Może kiedyś sama wydam książkę, to będzie inaczej. 😉 Czekam na moje czytelniczki na wyspie, wietrznym wzniesieniu, zapraszam cię gorąco. 🙂

      • Odpowiedz Czerwiec 7, 2017

        ewa 56

        Małgosiu, znalazłam Cię w Twojej książce, aurę, osobowość . Bardzo , bardzo się cieszę
        dla wielu osób będzie przewodnikiem, lub kładeczką nad strumieniem codzienności.
        pozdrawiam.Ewa

  • Odpowiedz Czerwiec 2, 2017

    Lynx

    Piękne słowa Małgosiu….tak trudno odnaleźć nam siebie. Dobrze wiedzieć, że niektórym się udało, bo to oznacza, że jest to możliwe ;). Moja przygoda z ziołami dopiero się zaczyna i już się boje, że nie starczy mi czasu, by to wszystko ogarnąć. Tyle bym chciała zrobić ;). Kocham kwiaty i rośliny, ale zioła były jakby na uboczu. Dopiero mamy choroba spowodowała, że zaczęłam szukać alternatyw do leczenia farmakologicznego. Marzą mi się studia w Krośnie…wszystko jest możliwe, więc nigdy nie wiadomo ;). Może nawet uda nam się spotkać :). Pozdrawiam ciepło ;). Uwielbiam książki i już nie moge się doczekać Twojej :):):).

    • Aniu, jest to możliwe i znam więcej osób, którym się to na szczęście udało. 😀 Dasz radę z tym ogarnianiem, bo w końcu w morzu ziół i możliwości wybierzesz tę dobrą dla siebie. Zawsze słuchaj podszeptów, to pomaga. Studia w Krośnie dadzą ci na pewno wiele rozeznania i jeszcze więcej znajomości, ja już niestety nie mam na nie czasu i bardzo tego żałuję, może kiedyś. Pozdrawiam serdecznie i również mam nadzieję poznać bliżej kiedyś ciebie i innych, pasjonatów. 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 2, 2017

    Wiola Jagiełło

    Ja również poszukuję swojej drogi. Wiem, że jestem już blisko… Kiedyś przeczytałam takie mniej więcej zdanie: Rób to, co kochasz, a pieniądze same do ciebie przyjdą. Czyli pasja może stać się sposobem na życie. Ja w tej chwili zawodowo robię coś czego nie lubię, ale wierzę, że wszechstronne zainteresowania w końcu zaprowadzą mnie na właściwą drogę.
    Natura była ze mną od zawsze. Umiłowanie do wsi wzięło się z dzieciństwa. Spędzałam wspaniałe chwile u moich babć. Sielski, beztroski czas blisko przyrody, w symbiozie z nią. Zioła zaczęłam zbierać chyba na studiach. Mięta suszona u babci w stodole. Chabry do herbatek… Ale dopiero po ślubie, gdy przeprowadziłam się na wieś, zaczęłam zbierać, uprawiać, używać (jak to mówi mój mąż „w nadmiarze”). Pierwszej wiosny dostałam swoją wielką grządkę od teściów i wysiałam tylko zioła. Nigdy później nie miałam tak bujnych roślin! Potem przyszedł własny dom i ogród, przyjazny owadom zapylającym. Zaczęła się coraz większa świadomość, własne przetwory, syropy z dzikiego bzu, lawendy, nawłoci. Mieszanki przeróżnych herbat (w tym roku również fermentowana), wyciągi maceraty, przejście na wegetarianizm, wyrób własnych kosmetyków i chemii domowej.
    Ale niestety mój organizm z naturą walczy od dekady. Pojawiły się alergie na pyłki i alergie krzyżowe. Poznawanie nowych roślin czasem też bywa bolesne. Gdy spróbowałam owoców czeremchy, straciłam głos. Odpada używanie bogatych w drogocenne składniki brzozy, leszczyny czy dębu. Ale może i na to znajdę ziołowe antidotum? Zacznę od oleju z czarnuszki…
    Blog taki, jak Twój, jest kopalnią wiedzy dla osób takich jak ja, które najpierw nieśmiało, krok po kroku zmieniają swój świat na zgodny z naturą i nie wiedząc nawet kiedy, kompletnie się mu poddają.
    Jeśli jest jeszcze możliwość, ja również jestem chętna na zdobycie Twojej książki. Serdecznie pozdrawiam 🙂

    • Wiolu, z wielką przyjemnością podeślę ci książkę. Piękna i bolesna ta twoja droga, ale może przeczytaj sobie artykuł tutaj: http://totalnabiologia.com.pl/przyczyny-powstawania-alergii/, być może znajdziesz przyczynę duchową swojej alergii. Wiem, że nic nie bierze się z powietrza, to nasz organizm walczy o swoje i jedyne słowa, które potrafi do nas kierować to choroby. Ślę dużo miłości na twoją walkę, tylko nie zapomnij – najpierw akceptacja choroby, potem przemyślenia. 😉 Nie warto sprzeciwiać się tmu, co się dzieje, bo tworzy się sprzężenie i powstaje ciężka energia, a taka już nie pomaga. 🙂 Dobrego dnia pośród twoich ukochanych ziół Wiolu. 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 2, 2017

    Kinga

    Mój pierwszy kontakt z ziołami rozpoczął się jakieś 12 lat temu, wtedy załaożyłam swój mały, niepozorny ogródek ziołowy ale była to raczej ciekawość i zabawa. Po jakimś czasie rozpoznano u mnie chorobę autoimmunologiczą. Po kilku latach nieskutecznej terapii konwencjonalnej postanowiłam zwrócić się do świata roślin. Zmieniłam swoje życie, zaczęłam interesować się medycyną naturalną, rozszerzyłam swój ogród o nowe zioła, których zaczęłam używać na co dzień i moje zdrowie wróciło do normy. Zadbałam też o umysł i duszę. Twój blog porzesza moją wiedzę w bardzo ciekawy i przystępny sposób, dlatego bardzo chętnie będę korzystać z książki. Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów!

    • To ciekawe usłyszeć, że można w naturalny sposób pokonać własnego agresora. Gratuluję ci mocno, musisz być dzielną kobietą. 🙂 Mam nadzieję, że książka uprzyjemni ci wieczory i zainspiruje do czegoś nowego. Może wina domowe?

  • Odpowiedz Czerwiec 2, 2017

    Ela

    Obserwuję Pani bloga prawie od początku jego powstania. Z wielką radością czytam wpisy, które umacniają mnie w przekonaniu, że mój zachwyt nad otaczającymi nas roślinami nie jest wariactwem i dziwactwem. Dzięki Pani odkurzyłam zapomniane w domowej biblioteczce książki prof. Ożarowskiego i o. Klimuszki. Robię maceraty, próbuję swoich sił w produkcji maści i kremów i testuję je na moich chłopakach. Bardzo się cieszę, że powstała Pani książka, która zawiera konkretne przepisy na wykorzystanie roślin. Jestem przekonana, że dzięki niej nabiorę jeszcze więcej odwagi i pewności siebie w świecie roślin. Jeśli nie jest za późno, bo wysyłka miała być w dzisiaj, to będę zaszczycona książką z Pani autografem.

    • Bardzo dziękuję, nie jest za późno, wysyłka będzie w poniedziałek. 🙂 Ja też odkurzam stare przepisy, mam jeszcze ojca Srokę, św. Hildegardę, polecam jej książki, ma ciekawe podejście do zycia i leczenia, odżywiania. W zasadzie to moja pasja zaczęła się właśnie od św. Hildegardy. Po przeczytaniu jej dwóch książek zaczęłam sama poszukiwać i tak trafiłam wówczas na jedne z pierwszych w Polsce studiów zielarskich w Krakowie, gdzie poznałam sporo ciekawych osób i to pozwoliło mi poczuć się lepiej w swojej skórze, zawsze troszkę innej. Pozdrawiam ciepło. 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 2, 2017

    córka Mamy Miry

    Dzień dobry 🙂

    Piszę w sprawie Pani fanki, a mojej Mamy.
    Moja Mama od kiedy pamiętam interesowała się alternatywnymi metodami. Na choroby nie uświadczyłam nigdy pysznego syropku z apteki – zawsze paskudztwo z cebuli albo mleko z miodem i czosnkiem, ohyda! Zamiast antybiotyku, który schodził z pobliskiej apteki hurtowo – bańki, nacieranie, propolis, citrosept czy inne takie mikstury z imbirem. Na dobry sen rozsypywała mi kasztany pod łóżkiem. Kupowała szampon z rzepy albo motała coś z mydlnicą, suszyła liście orzecha włoskiego, na włosy zniszczone gimnazjalną modą na prostowanie oferowała mi różne olejki. Gdy zabrakło mi kleju do szkolnego projektu mieszała mąkę z wodą. Na parapecie obowiązkowo przez cały rok stała rzeżucha i piętrowo rosnące kiełki. Wtedy było to dla mnie okropne utrapienie, dzisiaj doceniam całym sercem i zdrowiem.

    Gdy wkroczyła w świat internetu, drukarka ledwo wyrabiała z drukowaniem coraz to nowych przepisów do wytestowania. Piętrzące się przepisy z Ziołowej Wyspy, od Herbiness, Klaudyny, stopniowo zmieniały się w powiększającą się spiżarkę słojów z maceratami, octami, przetworami, butelek z nalewkami (których degustacja stała się stałym punktem przyjmowania gości), pękająca w szwach szafka z maściami, kremami, tonikami, płukankami, olejkami… Jeśli tylko ktoś z rodziny wspomni o jakimś schorzeniu, może być pewien, że niebawem otrzyma pudełeczko z własnoręcznie zrobionym specyfikiem.

    Gdy wracam do domu wita mnie aromat godny pracowni alchemicznej lub chaty wiedźmy. W zależności od pory roku są to chaberdzie suszone pod sufitem, grzyby i składniki na bożonarodzeniowy kompot w suszarce, przetwory pyrkające na piecu kaflowym ewentualnie zapach octu z czyszczącej pasty z sody i skórek pomarańczy lub też hałas wytłaczanego soku o barwie glona.

    Uwielbiam nasze wyprawy do lasów i na łąki w poszukiwaniu bzu, jarzębiny, pączków sosnowych, przywrotnika, dziurawca czy innych niezliczonych ziółek, których nazw nie potrafię spamiętać.

    Nie mogę wyjść z podziwu jak potrafi cały dzień zasuwać w ogródku, walcząc z chwastami, dbając o swoje roślinki przy okazji zamieniając z nimi słówko. Roślinki również nie, bo z nawiązką oddają przysługę i pięknią się z całą mocą. Po wyjątkowo burzliwych starciach z różą czy agrestem, ratuje się maścią z rokitnika, oczywiście własnej roboty.

    Tak po krótce przedstawia się historia zamiłowania mojej Mamy do ziółek 🙂
    W tym roku jestem pewna, że Mama nie przepuści Pani warsztatów, zwłaszcza, że przez lata mieszkała w okolicach Mszany Dolnej.

    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wszystkie wpisy, które tak pochłonęły moją Mamę i wypełniły jej wolny czas.

    • A ja dziękuję ci za tak piękny opis kawałka waszego życia. Pozdrów mamę serdecznie i podziękuję jej ode mnie za tę miłość, którą obdarowała rośliny. Pewnie oddają jej to z nawiązką i nalewki wybornie smakują. Taka mama to skarb, pewnie o tym wiesz. 🙂 Z wielką przyjemnością poznam kiedyś mamę, tylko jak już się wybierze do mnie, to niech się przypomni tym komentarzem. 🙂 Dobrego dnia ziołowe dziewczyny. 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 1, 2017

    demirja

    Małgosiu, Twoja maść żywokostowa ratowała nas już nie raz, a i znajomych (co najmniej jedna się skusiła i zamówiła, i przetańczyła noc całą na weselu syna dzięki Tobie).
    Ja za to, przez Ciebie, znajdując wolną chwilę na wyjście w chaszcze zabieram z sobą już nie tylko aparat fotograficzny, ale i płócienna torbę, a bywa, że zjadam na szybko kanapki, żeby mieć dodatkowy pojemnik, bo znalazłam coś nieplanowanego!!! Tak więc, suszą się u mnie pokrzywy na herbatki jesienno – zimowe, ale nie tylko one. W ogródku powoli zadomowił się żywokost i do tego, przed pierwszym koszeniem, kilka znalezisk, poznanych u Ciebie, zostało zebranych i też sobie schnie spokojnie.
    No, a teraz taka niespodzianka, odkryta w dzień dziecka 🙂

    • Mnie samą zaskoczyła książka, bo napisana rok temu czekała sobie w wydawnictwie. Ale prace nabrały tempa i oto jest. Może niedoskonała, ale pełna miłości do roślin. Widzę, że podobnie jak ja na swoje zbiory zabierasz aparat fotograficzny. Uwielbiam robić im zdjęcia, są nieraz takie piękne, aż żal, że nie zawsze można to oddać. Pozdrawiam ciepło i dziękuję ci bardzo, Dobrze jest wiedzieć, że jest na tak dużo. 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 1, 2017

    Małgosia Lisiecka

    Małgosiu wczoraj napisałam tu komentarz, ale dziś go nie widzę więc pisze jeszcze raz. Moja przygoda z ziołami to wspomnienie babci. Babcia gotowała mi rumianek, lipę, robiła sok malinowy. Robiła też inne rzeczy wylewała wosk, spalała różę. Potrafiła zbadać czy dziecko ma prawidłowo ustawiony staw biodrowy. Gdy dorosłam babci już przy mnie nie było szybkie życie sprawiło, że o tym wszystkim zapomniałam. Powrót był podyktowany tym czego doświadczyłam- uczulenie kontaktowe na wszystko. Potem na powiece wyrosła mi narośl. Diagnoza najgorsza z możliwych. Po okresie poddania się, przerażenia zaczęłam szukać. Najpierw w księgarni zauważyłam książkę Klaudyny Hebdy. Od tego się zaczęło. Potem odnalazłam blog Inez Herbiness. Napisałam do niej. Zaczęłam czytać wszystko co pisze. Odkryłam stronę dr Różańskiego. W międzyczasie gdy zaczęłam zbierać to, co poznałam dzięki grupie Poszukiwacze Roślin okazało się, że moja powieka ma się lepiej gdy ją przemywam naparami. Po kolejnej konsultacji u lekarza we Wrocławiu okazało się, że poprzednia diagnoza była pomyłką i nie jest to nic groźnego tyle, że trzeba stosować działania przeciwwirusowe, przeciwzapalne. Bardzo pomogli mi wtedy ludzie z ziołowego świata. Hania Zielicha nauczyła mnie cierpliwości, Eugene Gawenda pokory, Ewa Ambroży ukręciła ze mną pierwsze kosmetyki. Potem dalsza ziołowa edukacja. Pytałam o wszystko na grupach, zbierałam zioła i wykorzystywałam tak jak na danym etapie potrafiłam. Potem był zlot w Muchowie. Poznanie , spotkanie na żywo wszystkich ludzi których znałam tylko z pisania było niesamowite. Małgosiu jak tam przyjechałaś to miałam takie poczucie, że jak tylko z Tobą pobędę, jak Cię dotknę to będę mogła dotykać ziołowej magii i potęgi roślin. W marcu tego roku minął rok jak wróciłam na ziołową drogę. Przez ten czas nigdy ani jedna osoba nie odmówiła mi odpowiedzi na nawet najbardziej durne pytanie. Od ludzi z ziołowych grup dostałam morze życzliwości. Dziękuję za to! Kochana oczywiście bardzo chcę Twoja książkę z autografem. Małgosia Lisiecka

    • Małgosiu, nie wiem, co się stało z poprzednim komentarzem, bo na pewno go zatwierdzałam i odpisywałam. Bardzo ci dziękuję za ponowny, piękny opis twojej ziołowej drogi. Miałaś wspaniałych nauczycieli i mam nadzieję, że moja książka też ci w czymś pomoże. Teraz też pewnie spotkamy się w Muchowie, z czego się ogromnie cieszę, bo nie ma to, jak ziołowa brać. 😀

  • Odpowiedz Maj 31, 2017

    Anita

    Żyć w zgodzie ze sobą… Właśnie dziś o tym sama pisałam. Jest mi to niezwykle bliskie. Zioła również. Wszystko zaczęło się właśnie od wkroczenia na właściwą ścieżkę, od tego pierwszego kroku, pierwszej małej zmiany. Potem wszystko działo się na zasadzie puzzli. Dokładnie tak, jak piszesz. Z powodu problemów zdrowotnych dostałam zioła od pewnej osoby. Ta mieszanka zmieniła moje życie, a osoba, od której je dostałam, zaraziła mnie miłością do ziół.
    Wczoraj zrobiłam moją pierwszą maść z Twojego przepisu. Nie zamierzam na tym poprzestać. Zaglądam tu często i śledzę Twoje wpisy. Założyłam sobie nawet kajecik ziołowy, w którym wpisuję co dla mnie ważne, żeby nie prowadzić długich poszukiwań. Może w innym terminie również znajdziesz chwilę, by podpisać książkę? Pozdrawiam serdecznie.

    • Anita, z przyjemnością wyślę ci książkę z autografem.Ogromnie się cieszę, że to, o czym piszę jest i dla ciebie ważne. Oby nas było jak najwięcej, żyjących w zgodzie z naturą i sobą. Ja te ważne rzeczy trzymam na dysku google. 😉 Mam tam porobione zakładki. 🙂

  • Odpowiedz Maj 31, 2017

    Olgu

    To co napisałaś w tym wpisie jest jak odpowiedź Wszechświata na to jak się mam ja i moja Dusza w tej chwili …. Z wielką przyjemnością przeczytam książkę, tak jak z przyjemnością czytam wpisy na blogu.
    Gratuluję 🙂

    • Mam nadzieję Olgo, że jesteś nie na początku tej drogi Duszy. Pozdrawiam cię ciepło i ślę ciepłe myśli w twoją stronę. 🙂

      • Odpowiedz Czerwiec 2, 2017

        Olgu

        jestem w Drodze 🙂
        ślę maila z adresem i czekam na Książkę 🙂
        dziękuję i pozdrawiam ciepło 🙂

  • Odpowiedz Maj 31, 2017

    Aga

    Witam serdecznie.
    Moja przygoda z ziołami zaczęła się w dniu kiedy zadzwonił do mnie mąż i powiedział „Słuchałem w „radiowej 3″ ciekawej audycji, gościem Olszańskiego była Ewa Kozioł, to co mówiła może cię zainteresować”. Nie tylko mnie zainteresowało, pochłonęło bez reszty. Zaczęłam szukać w internecie stron o naturalnych kosmetykach, życiu bez chemii itp. Trafiłam w ten sposób m.in. na Pani stronę, do Inez Herbiness i innych. W zeszłym roku brałam udział w warsztatach prowadzonych przez Inez i przepadłam. Dzisiaj sama robię mydła (kocham to!), szampony, kremy (idą opornie, ale pracuję nad tym), cały dom sprzątam środkami przygotowanymi na bazie octu i sody oczyszczonej. Okazało się także, że w moim ogródku nie ma chwastów, tylko surowce ziołowe 🙂 (skrzyp polny, koniczyna, rumianek, stokrotki, pokrzywa itp.). Liście (miłorząb, malina, porzeczka, brzoza itp.), czy owoce (berberys, pigwowiec itp.) nie muszą zmarnować się spadając jesienią, ale mogę zrobić z nich maceraty, nalewki, gliceryty, herbatki.
    Tak naprawdę zaczynam dopiero tą przygodę, ale myślę, że będzie to jedna z najpiękniejszych przygód w moim życiu.
    Otrzymanie od Pani książki z autografem będzie bardzo miłym prezentem jaki sobie zrobię :-).
    Pozdrawiam serdecznie i życzę mnóstwa inspirujących doświadczeń i sukcesów w tym co Pani robi.

    • Bardzo ci dziękuję za to, że podzieliłaś się swoją historią ziołową. Ja też kocham mydła i mam ich całkiem sporo, niedługo puszczę artykuł o żywokostowym, który chyba będzie moim ulubionym. 🙂 No i widzę, że miałaś na początku swej drogi Inez, świetną nauczycielkę, można z jej wiedzy czerpać garściami. 🙂 Z tego, co piszesz wynika, że dzielnie krzątasz się w krzakach i przetwarza te wszystkie małe cuda. Kocham pigwowca i gorąco polecam wyciąg alk z nim zmieszany z 20% osobno zrobionego maceratu alko z płatków róży. Jest pyszne, tylko warunek – co najmniej 2 lata stania. 😉 Dobrego, ziołowego dnia Agnieszko. 🙂

  • Odpowiedz Maj 31, 2017

    magda

    Moja przygoda z ziołami…
    12 lat temu wyprowadziłam się z rodziną na wieś, 50 km od Krakowa. Ponieważ mieszkamy na uboczu, dookoła mnie wszędzie są zioła 😉 Ale dzieci, praca, zwierzęta…tyle zajęć. Odkładałam zioła na potem.. Aż kiedyś jadąc samochodem usłyszałam w radiu Ciebie, Małgosiu 🙂 jak opowiadasz o swojej przygodzie z ziołami. Zapamiętałam, że to Ziołowa Wyspa i jak tylko dotarłam do domu wyszukałam Cię w internecie. Zobaczyłam, że organizujesz warsztaty, że to blisko mnie, że mogę jechać 🙂 i wiedziałam już, że to właśnie teraz jest miejsce i czas na przygodę z ziołami 🙂
    Dziękuję za inspirację, za bycie tu i teraz kiedy potrzebny był mi impuls 🙂
    Nie mogę się doczekać książki. I życzę Ci Małgosiu, żebyś czerpała radość i energię z radości tych wszystkich, którzy dzięki Tobie, poprzez Ciebie czy też z Tobą zaczynają swoja przygodę z ziołami 🙂 Gratuluję publikacji i czekam z niecierpliwością na swój osobisty egzemplarz Twojej książki.

    • Pamiętam cię doskonale, ciebie i to, jak opowiadałaś o swej milości do zwierząt, a szczególnie psów. 🙂 Cieszę się, że zioła na stałe zagościły w twoim domu i mam nadzieję, że masz na to troszkę więcej czasu. Praca z tym, co się kocha daje tyle radości. Pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia w hodowli psów. 🙂

  • Odpowiedz Maj 31, 2017

    Małgosia Lisiecka

    Małgosiu mnie do ziół zaprowadziła moja babcia. Dawno temu dorastałam wśród zapachów, kolorów roślin. Potem o tym wszystkim zapomniałam. Teraz wróciłam i dobrze mi z tym. Proszę o książkę z autografem. Małgosia Lisiecka

    • Z przyjemnością Małgosiu prześlę ci książkę. Wiem, że sama też tworzysz i nauczasz dzieci, cieszę się, że masz takie podejście do życia i życzę ci wielu sukcesów w twojej pracy. 🙂

  • Odpowiedz Maj 31, 2017

    Jarzynka

    Rośliny, zioła i „chwasty” były od zawsze w moim życiu: w kuchni, ogrodzie i w czasie wypoczynku. Moja babcia była „wiejską babką”, do której przychodzili ludzie po pomoc i dobrą radę. W czasie wakacyjnych pobytów uczyła mnie rozpoznawania i zbierania roślin. Dziadek miał pasiekę i z wielkim szacunkiem odnosił się do zwierząt hodowlanych. Nic więc dziwnego, że wybrałam studia biologiczne, o specjalności botanika. Przez wiele lat pracowałam jako nauczycielka w różnych szkołach, ale największą przyjemnością było dla mnie organizowanie i przeprowadzanie wycieczek i warsztatów przyrodniczych na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Nadal uważam, że najlepsza edukacja przyrodnicza to zajęcia w terenie.

    Ziołami interesowałam się od zawsze, ale nie miałam czasu i silnej motywacji, aby zająć się nimi poważnie, może zawodowo. Los, wieżę w to, przychylił się do moich ukrytych pragnień i podesłał mi okazje do wykorzystania, pomocnych ludzi i wiarę w swoje siły. Jedną z tych osób jesteś Ty, Małgosiu. Dziękuje Ci za to. W poprzedni roku byłam, przypadkowo ( jestem przekonana, że nie ma przypadków) na warsztatach w Skrzydlnej, pod koniec czerwca ( !) i złapałam bakcyla ziołowego. Uczestniczyłam w warsztatach mydlarskich, a w tym roku wybieram się ponownie do Skrzydlnej na warsztaty ziołowe. Od tego czasu jestem Twoją blogową fanką, buszuje w internecie, kupuje książki, ale przede wszystkim robię różne preparaty oparte na ziołach. Pomagam sobie, znajomym i mojej rodzinie.
    Założyłam ogród ziołowy na mojej działce i propaguje ekologiczna uprawę roślin.
    Moim ulubionym symbolem roślinnym jest powszechnie rosnąca Macierzanka piaskowa. Razem z przyjaciółmi chcemy utworzyć: Jurajski Ogród Botaniczny w okolicach Częstochowy.
    I najważniejsze – zapisałam się na kurs zielarski w Instytucie Medycyny Klasztornej w Katowicach Panewnikach.
    A wszystko zaczęło się rok temu, na Twoich warsztatach ziołowych w Skrzydlnej! To był impuls, dodanie energii i odwagi do realizacji ukrytych marzeń.
    Jeżeli człowiek jest gotowy zawsze znajdzie odpowiedniego nauczyciela – mistrza!
    Dziękuję Ci za inspiracje i ogromną wiedzę, przekazywaną (dla mnie) w magiczny sposób.

    Proszę o przesłanie Twojej książki z autografem.
    Z ziołowymi pozdrowieniami Jarzynka

    • Irenko, poznanie ciebie było prawdziwą przyjemnością, a miodowy kremik otrzymany w prezencie od ciebie jest ciągle używany, to jeden z lepszych kremików, jakie mam do ust. 🙂 Gratuluję ci determinacji w dążeniu do celu i wiesz, w lipcu, kiedy do mnie przyjedziesz będą kwitły dziurawce, zatrzymam je dla ciebie, sąsiad, który nam kosi już wie, zeby to zrobić po warsztatach. 🙂 Życzę ci sukcesów w twojej drodze, a przede wszystkim nadal spokojnej pracy z ziołami i odkrywania z nimi przestrzeni dla siebie. 🙂

  • Odpowiedz Maj 31, 2017

    Martyna

    Dla mnie inspiracją do zainteresowania się ziołami była mama, która po pięćdziesiątce odkryła jogę, zioła i wewnętrzną harmonię, którą daje jej natura. Czuję, że w temacie ziół jestem wciąż jak niemowlę, ale wierzę, że dzięki Twojej książce przejdę na kolejny etap rozwojowy 😉

    • Ha, ha. Martyna, szczerze ci tego życzę, tzn „wejścia na kolejny etap rozwojowy”. To rzeczywiście tak się dzieje, nie zapomnij tylko słuchać szeptów natury, ona cichutko mówi. 😉 Dziękuję ci za komentarz, ja też jestem mamą po pięćdziesiątce i mam nadzieję, że moje dzieci kiedyś znajdą swoją drogę pośród ziół. Na razie są grzeczne i troszkę słuchają. 😉

  • Odpowiedz Maj 31, 2017

    hajduczek

    Roślinami interesowałam się „od zawsze”. Nie mam pojęcia, skąd mi się to wzięło, bo w mojej rodzinie nie było tradycji zbierania ziół do apteczki i dzikich roślin do jedzenia. Nie miałam babci, do której mogłabym wyjeżdżać na wakacje na wieś. Nikt nie przekazał mi wielopokoleniowej wiedzy i tajemnicy. A jednak ciekawość wobec przyrody, a zwłaszcza roślin, jakoś we mnie wykiełkowała i rosła powoli. Przez wiele lat tkwiła gdzieś w głębi mnie, uśpiona, choć jednak nie zaniedbywana.
    Przed ponad dwudziestu laty wyprowadziliśmy się z miasta na wieś. W dużym ogrodzie mogłam sadzić nieomal wszystko, co chciałam, między innymi moje ukochane zioła – najpierw przyprawowe, później także lecznicze. Zresztą wiele z nich ma i takie, i takie zastosowanie… „Chwasty” znalazły nas same – skrzyp, pokrzywa, żółtlica, gwiazdnica, wrotycz, krwawnik, perz, bluszczyk kurdybanek, kocanki piaskowe, mniszek, jasnota i wiele innych. Nikt ich nie sadził, ale są, a my korzystamy z dobrodziejstw, którymi nas obdarzają.
    Mieszkając na wsi coraz częściej korzystałam z walorów roślin. Nie jestem zielarką, wciąż dowiaduję się czegoś nowego o otaczającej nas florze. Uczę się robić syropy, nalewki, maceraty olejowe, gliceryty. Uczę się zmieniać je w lekarstwa na różne dolegliwości, w domowe kosmetyki, w mydła. Coraz częściej używam dzikich roślin podczas przyrządzania posiłków i przetworów.

    Uwielbiam czytać wpisy na Twoim blogu – zawsze coś mnie zainspiruje, natchnie, popchnie do działania. Są przy tym takie ciepłe, no i przepięknie ilustrowane. Mam nadzieję, że Twoja książka przenosi chociaż cząstkę tej magii, którą znajduję na Ziołowej Wyspie. Dziękuję!

    • Dorotko, piękną masz drogę ziołową, ja co prawda wyjeżdżałam do mojej babci, ale niestety ona nie znała się na ziołach. 🙂 Za to nasiąknęłam atmosferą wsi i zawsze do tego tęskniłam. Teraz dobrze czuję się również w moim ukochanym Krakowie. Każdego dnia podziwiam piękno roztaczające się wokół, również w mieście, w którym też pomieszkuję. Książka niestety nie ma podobnego stylu pisania, bo wydawnictwo miało inny pomysł, ale jest w niej mnóstwo przepisów i zdjęć. Następną chyba wydam sama. 😉 Dobrego dnia Dorotko i ja też czytam hajduczka. Robisz wspaniałe przetwory, a kiszone pomidory nie mają sobie równych. 😀

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    hrynika

    Ja w „ziołach” jestem na poziomie przedszkola jeszcze, ale moim marzeniem jest poznać je na tyle aby w pełni korzystać z darów mamy natury „włączyła” mi się swoista uważność w jej kierunku. Na razie poruszam się wśród najbardziej dostępnych ziół i najczęściej wykorzystuję je w formie suszonej na herbatki, albo do mydła które od niedawna robię w domu z wcześniej przygotowanych maceratów i naparów i niezmiennie zaskakują mnie ich niesamowite właściwości i potencjał.Z całą rodziną staramy się żyć zdrowo z jak najmniejszą ingerencją typu „big farma”.
    Od kilku lat uprawiam papryczki chili niestety tylko balkonowo, to takie niesamowite roślinki, bo mają tyle mocy w sobie dosłownie.
    Moim marzeniem ( jak dzieci wyfruną z domu) jest mały domek z księżycowego drewna, albo kopułowy z dużym ogrodem i swoja własną łąką, w sąsiedztwie lasu.
    Do tego magicznego miejsca trafiłam przez przypadek, ale zagoszczę na długo.
    Dopiero zaczynam kompletować ziołową biblioteczkę, a książki uwielbiam i jako formę przekazu, którą w każdej chwili można wziąć do ręki od tak i przeglądać, więc nie mogę się doczekać, zwłaszcza takiej z dedykacją, która jest swojego rodzaju intencją dla adresata- na ziołowej drodze życia.

    Wszystkiego dobrego i sukcesów w pracy i niezmiennej pasji.

    • Moniko, ja mydłami zainteresowałam się dopiero pod koniec, ale też jestem nimi zafascynowana. Mam ich już mnóstwo w domu. 😀 Dom w pobliżu lasu to piękne marzenie, z całego serca życzę ci, by się spełniło, a na razie korzystaj z tego, co masz. Papryczkami też muszę się zainteresować, wiem, że mają wielką moc, ale chętnie skorzystam też z twojego doświadczenia. Moniko, życzę ci, by twoje pragnienie nabierało powoli kształtów, puszczone w przestrzeń sprawia, że dzieją się cuda. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Bozena Gielarowska

    Pani Małgosiu,
    od wielu miesięcy odwiedzam Ziołowa Wyspę…po inspiracje i wiedzę. Uwielbiam Pani piękne zdjęcia. Dziękuję za pełne miłości do natury, otwarcie duszy…
    Ja również całkowicie zmieniłam swoje życie…z korporacyjno-uczelnianego na proste, wiejskie, pełne kurdybanków, nawłoci, octów, kur i jajek.
    A ostatnio na kultywowanie TRADYCJI.
    Zapraszam Panią do podkrakowskich Piekar, w których uczę dzieci, młodzież i dorosłych piec PRAWDZIWY chleb, w PRAWDZIWYM piecu chlebowym, robić sery.
    Kocham tez zioła, których wokół pełno! proszę o wysyłke książki!
    Pozdrawiam, życze wiele radości!
    Bożena Gielarowska

    • Bożena, na szczęście dusza otwiera się, gdy pozawalamy jej na pobycie w ciszy i harmonii, co daje Natura i jej mądrość. Wystarczy się wsłuchać. 🙂 Napisałam książkę mając wielką nadzieję na to, że innym też się uda prowadzić piękne życie, nawet w mieście, bo jak wiesz, nie ma to znaczenia, gdzie się znajdziemy. Bardzo ci dziękuję za tak miły komentarz i mam nadzieję, że kiedyś rzeczywiście uda mi się cię odwiedzić w Piekarach, tym bardziej, że znam to miejsce. Ty też masz piękną pasję, wszystkiego dobrego. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Agnieszka

    Zaczęło się od „Luty bez foliówek”. Potem było mydło najprostsze… A następnie zaczęły się maceraty i gliceryty… Mydło olchowe z samodzielnie zbieranych wczesna wiosna szyszeczek… Zbieranie bluszczyka kurdybanka na wywar do rozcieńczania potasowego, olchowego mydła do włosów… Zbiory pokrzyw na „gnojówkę” do podlewani ogórków… Sadzenie lawendy, żeby mieć kwiaty do mydła… Wycieczki rowerowe za dobrem zielarskim…. teraz rozmyślam, jak wykonać antykleszczowy preparat z wrotyczu…
    I im więcej wiem, tym odkrywam jaką jestem zielarska ignorantką….

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Aska

    Przeczytałam artykuł i mnie zainspirował 🙂 Moja droga z ziołami dopiero sie rozpoczyna 🙂 szykuję nowe miejsce (może kupię jakiś dom i sad :))) do składowania tych ogromnych ilości wszelkiego dobra, które zamierzam czynić z ziół 🙂 w tym roku kuchnia i apteka (może?), a za rok kosmetyki 🙂 wszystko to za sprawą warsztatów zielarskich u Małgosi w zeszłym roku 🙂 POLECAM! z kompletnego lajkonika zielarskiego staję sie poooowoli koneserem (póki co „zielskiego” zapachu 🙂 i z ogromną radością i nadzieją na wiedzę przeczytam Twoją Małgosiu książkę ! Na pewno jest wspaniała 🙂 BRAWO! BRAWO! BRAWO!

    • Bardzo ci dziękuję Asiu, pragnę tylko przypomnieć, że też byłam kiedyś tylko podziwiaczką, ale nie zbieraczką ziół. Wszystko się z czasem rozwinęło. Mam nadzieję, że i u ciebie odbędzie się to podobnie. Zachęcam cię do kosmetyki, to naprawdę świetna zabawa. 🙂 No i donoś o tym, co się u ciebie dzieje, wpadnij na jaliś zlot zielarski. Trzymam kciuki za kosmetykę. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Sylwka z nadzieja na autograf

    …nie pamietam dnia kiedy odkrylam Twojego bloga, ale zaraz nastepnego zaczelam zauwazac: ze tak wiele ziol rosnie w okol mnie …ze za oknem mam trzy zdrowiem-emitujace sosny i ich smakowite koncowki…ze laka przy drodze do przedszkola celowo jest niekoszona bo pelna ziolowych dobroci…dziekuje ze moglam dzieciom zdrowy syropek wyczarowac i ze moze kiedys uda mi sie samej zawalczyc z kleszczami dzieki Twoim odstraszaczom…

    • Sylwia, łąki czarują mnie nawet w mieście, gdzie czasami bywam. To jest piękny czas dla nich, bo trawy jeszcze nieskoszone mienią się kolorami żółci i fioletu. 🙂 A na wsi, nie muszą ci pisać, jak to wygląda teraz. Jeżdżę wąską dróżką w tunelu z kwitnących selerowatych. 🙂 Pozdrawiam ciepło. i pamietaj o kwiatach bzu i koniczyny różowej, syrop będzie smakował dzieciom. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Anna

    Dobry wieczór… moja historia to podwórkowe szkatułki, kolorowe szkiełka, pod które wkładaliśmy różne kwiatki. Zasypywaliśmy swoje skarby ziemią, by później,
    czasem po kilku dniach szukać ich z wypiekami na twarzy. Od innych dzieci różniło mnie to, że chciałam wiedzieć jakie rośliny zamykam pod szkiełkiem… Tak mi zostało do dziś 😉 Jestem bardzo ciekawa książki, z chęcią ją zakupię. Pozdrawiam serdecznie.

    • Aniu, my te szkiełka z kwiatami nazywaliśmy aniołkami, nie wiem, dlaczego tak akurat. Pewnie należymy do jednej drużyny, bo ja też muszę wiedzieć. Ciągle poszukuję i nazywam, by potem opowiadać. 🙂 Dziękuję ci za przypomnienie tej pięknej zabawy. Pozdrawiam ciepło. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Anita

    Ja dopiero zaczynam swoja przygode z ziołami, jesteś dla mnie inspiracja :). Mam mały ogródek pod blokiem (!) i staram się go wykorzystać maksymalnie. Byłby to dla mnie zaszczyt otrzymać ksiażkę z autografem :).

    • Z wielką przyjemnością ci wyślę. 🙂 Mały ogródek wystarczy by napawać się zapachem chociażby ziół kulinarnych albo zasiać cudną macierzankę. Wiele ziół można kupić w suszu i namawiam cię do chociażby zasypania kupnego wina nimi. Będzie smakowicie. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Joanna Chyl

    Ja poproszę z autografem i buziakiem 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Paweł Wiechowski

    Moje zielarstwo to nieustanna nauka przyrody, droga do poznanie niesamowitej mocy Matki Natury. Jestem w lesie, jestem na łące, jestem nad rzeką, próbuję rośliny, oznaczam je, czytam, czytam, czytam o nich i za każdym razem czuję że pragnę wiedzieć więcej. Chciałem podziękować Tobie za to, że dzielisz się z nami swoją niesamowitą wiedzą.

    • Pawle, ja tobie również dziękuję za komentarz. Widzę, że twoja droga jest podobna. Ja też czytam i czytam, wyszukuję ciekawe historie, to raczej nie jest wiedza, tylko efekt pasji poszukiwacza opowieści. Ale to miłe, że tak uważasz. Pozdrawiam cię ciepło i podziel się czasami swoimi odkryciami. 😀

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Małgorzata Morawa

    Pani Małgosiu, bardzo często odwiedzam Pani blog, mając wrażenie, że odwiedzam najlepszą przyjaciółkę, wrażliwą i zarażającą pasją do ziół. Moja przygoda z ziołami zaczęła się prozaicznie- po przeprowadzce na wieś chciałam się dowiedzieć, co tak obficie rośnie na podwórzu. W ten sposób znalazłam Pani blog i … wpadłam . Też już robię octy, dżemy, soki z czarnego bzu a nawet zakisiłam cukinię wg Pani przepisu. Moi domownicy są zachwyceni. Niecierpliwie czekam na książkę oraz inne teksty. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego

    • Małgosiu, miałam świetny pomysł z tymi komentarzami, bo dzięki nim dowiedziałam się, że jednak ktoś czyta mojego bloga. Niezmiernie się cieszę i dziękuję bardzo za komentarz. Ja mam rok jabłkowy, więc czekam na produkcję octową, uwielbiam je i maceraty na nich. Polecam ci zmacerować liście lub kwiaty wrotyczu i żywokostu w occie jabłkowym, jest świetny na stłuczenia, spuchnięcia, boleści nóg. Pozdrawiam ciepło. 🙂

      • Odpowiedz Maj 31, 2017

        Małgorzata Morawa

        Dziękuję za sugestię, na pewno tak zrobię 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    An

    Zaczęło się od babeczke kapielowych dla moich dzieci i popłynęło płynami ziolowymi do kąpieli kremami szampanami z bzu nalewkami maceratami octami i mydłami.nie ma juz dla mnie ratunku 😉 „co Babka waży?” Pyta mąż wchodząc do kuchni 🙂
    Wczoraj robilam twoje winko krzemionkowe.

    • Dziękuję Aniu, ja też kocham wielką miłością mydła potasowe i sodowe, ale największe odkrycia dla mnie to nadal zioła topione w winie własnoręcznie robionym. O krzemionkowym też myślę. 😀 Dobrego dnia, pełnego przetworów i odpoczynku w ziołowej przestrzeni. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Ula Hałas

    Pani Małgosiu.
    Kilka miesięcy temu przypadkowo trafiłam na stronę „Ziołowa Wyspa”. Bardzo zainspirowały mnie wszystkie artykuły. Przeczytałam i chętnie korzystam z gotowych już produktów. Jestem pod wrażeniem Pani wiedzy i umiejętności wykorzystania darów natury. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam moją mamę która zbierała i zachęcała mnie do zbierania kwiatów rumianku, dziurawca, lipy na naszych wiejskich kaszubskich terenach. Później jak już mieszkaliśmy w mieście mój tatuś jeździł rowerem do lasu gdzie zbierał głóg, owoce róży, czarnego bzu,jagody a na bagnach żurawinę. Większą część zbiorów sprzedawał do Herbapolu, ale część zostawała w domu na zapasy zimowe. Fascynacja i miłość do ziół pozostała we mnie. Obecnie moja córka,która jest dietetykiem medycznym zachęca swoich pacjentów do leczenia ziołami. Bardzo proszę o możliwość zakupu u Pani książki która poszerzy moją wiedzę na temat wykorzystania tych naturalnych darów. Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę dużo zdrowia.

    • Urszula, dziękuję ci za twoją historię przebywania z ziołami, masz to szczęście, że jest o wiele dłuższa niż moja. 🙂 Ja musiałam zaczynać od początku i ciągle nie mam dość. Pewnie już wiesz o tym, co staram się przekazać, że ziola leczą nie tylko ciało, ale i duszę. Przebywanie z nimi to najpiękniejszy dar Natury. Z wielką przyjemnością prześlę ci książkę. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Ewa

    Witam, jeśli książka jest pełna tak ciekawych przepisów jak blog to oczywiście bardzo chcę! Dopiero zaczynam przygodę z ziołami, nigdy sama nie robiłam kremu ani octu, mam nadzieję że książka mnie zainspiruje i pomoże. Pozdrawiam

    • Bardzo się cieszę w takim razie, można zacząć od octu, to fajny proces. 🙂 Książka ma 150 przepisów, pewnie coś znajdziesz dla siebie.

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Teresa

    Już się cieszę z tego nowego wydania. Piszesz pięknie więc na pewno będzie to dla mnie wspaniały przewodnik po „ziołowej wyspie”. Ziołami interesuję się od zawsze. Swoje dzieciństwo przeżyłam na uroczej, lubelskiej wsi, na skraju lasu, tak więc każde ziółko było przetestowane smakowo i już tak zostało. Co prawda mieszkam w mieście, ale zawsze szukam chwil dla siebie z daleka od zgiełku, w zakątkach ekologicznych. Oczywiście zbieram i korzystam z ziół jakie są możliwe. Kosmetyka, medycyna, kuchnia, florystyka. Kocham ten polski świat pachnący ziołami.

    • I ja też kocham Polskę, bo to niezwykle piękny kraj, ciągle pachnący ziołami. 😀 Bardzo ci dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam ciepło z ziołowej wyspy, aktualnie mocno wietrznej. 😉

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    monika b.

    <3

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Iza

    Od niedawna zaczęłam wracać do roślin. Jestem wiejskim, bieszczadzkim dzieckiem, pamiętam siebie wiecznie z jakimś badylkiem w ręce. Teraz wracam do tej fascynacji i dzielę ją z moimi wszystkiego ciekawymi dzieciakami. Uwierzy Pani, że im bardziej zwracam uwagę na rośliny, tym więcej wartościowych i potrzebnych mi ziół wyrasta mi na podwórku? Niewiele jeszcze wiem, Pani książka akurat się przyda, akurat na dzień dziecka nam sprawię. I jeszcze bardziej cieszy możliwość autografu. Pozdrowienia spod Krakowa

    • Super, Iza, ja jestem też spod Krakowa, a czasami z Krakowa. Kocham obydwa te miejsca, dostarczają mi tyle radości. A bieszczadzkiego dzieciństwa to nawet ci trochę zazdroszczę, pięknie tam jest i dziko. 🙂 Bardzo się cieszę, że zioła tak ci wyrastają, u mnie dzieje się podobnie. Nawet te mniej chciane. 😉 Dobrego dnia. 🙂 Napisz przez kontakt ziołowej wyspy i podaj adres do wysyłki.

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Alina Czyż

    Pani Małgosiu, od dłuższego czasu budzi się we mnie tęsknota za dzieciństwem spędzonym u babci wokół pól, lasów, łąk i rzeki z krystaliczną wodą, smakiem szczawiu zrywanego na łące, podglądam Pani bloga dość często, tak się złożyło, że mam kawałek pola, który przez dłuższy czas był nieużytkiem, jest obsypany żywokostem, który już wiele razy wykorzystałam, dzieci się ze mnie śmieją, że na wszystko mam jedno lekarstwo „kosztyfoł” po naszemu (śmieją się, ale korzystają w razie potrzeby). Brakuje mi niestety wiedzy na temat ziół i możliwości ich wykorzystania, moja wiedza jest chaotyczna, super będzie mieć pod ręką książkę, która pomoże mi eksperymentować i tworzyć coś z natury dla zdrowia, urody i ogromnej przyjemności. Pozdrawiam serdecznie.

    • Ja też leczę wiele schorzeń kosztywałem, utrapieniem tutejszych rolników.Jeden pan chciał się go pozbyć i przeorał pole, wskutek czego zrobiło się u niego bardzo fioletowo. 😉 mam całe pole żywokostu, ale u siebie też nasadzam i są wyjątkowo piękne. 😀 Polecam też dziurawiec, arcydzięgiel, żyworódkę, to super zioła. Wszystkiego dobrego Alino i dziękuję za czytanie. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Marta

    Witam serdecznie ! 🙂
    Nie znam się na ziołach, ale jakoś od niedawna ciągnie mnie do roślin. Nigdy jeszcze nie przygotowałam samodzielnie czegokolwiek ziołowego. Ale…już mam mały ogródek warzywny 🙂 Zioła jeszcze wydają mi się skomplikowane – a raczej poznawanie ich i czerpanie z ich dobrodziejstw. Może Pani książka zmieni moje nastawienie. Przemawia do mnie ogromna przemiana w Pani życiu. Podziwiam ludzi, którzy potrafią pójść własną drogą. Sama obecnie borykam się z nerwicą i wywołało to sporo zamieszania w moim życiu. Bardzo mnie cieszy, gdy słyszę ,że ktoś sobie z tym poradził! Serdecznie gratuluję wydania książki! Poproszę o jeden egzemplarz – z autografem 🙂

    • Marta, gdy usłyszałam od lekarza, że z nerwicy się nie wychodzi, że będą się z nią borykać do końca życia, to moja butna natura powiedziała – NIE!. I rzeczywiście poradziłam sobie z nią, nie lekarstwami, a myśleniem. 😉 To jest taka czynność, na którą nigdy nie mamy czasu, a wielka szkoda.:) Polecam ci książki E. Tollego, wyciągnęły mnie z ciężkiego stanu, szukaj też podobnych pozycji, bo każdy jest indywidualnością i różne słowa trafiają do ludzi. Czasami myślę, że poradziłam sobie, żeby dawać świadectwo, że można, dla innych. 🙂 To naprawdę nie jest trudne, jest tylko żmudne, wymaga czasu. Życzę ci powodzenia i wiary w to, że się uda. Tę wiarę znajdziesz w sobie. Dużo ciepła ślę.

      • Odpowiedz Maj 30, 2017

        Marta

        Dziękuję ! 🙂 Powoli zaczynam wierzyć, że i mi się uda. A co do E.Tolle, to faktycznie pozytywnie wpływa i na mnie, tylko muszę częściej go sobie „aplikować” 😉 A jak można zamówić Pani książkę o ziołach? Pisać w tej sprawie maila do Pani?

        • Ja sobie aplikuję Tollego też na You tube, są tłumaczenia polskie,to szybkie podnoszenie wibracji. 😉 Napisz proszę maila poprzez kontakt ziołowej wyspy. 🙂

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Lutka

    Tęskno mi już było za twoimi wpisami. Teraz wiem, jaka była przyczyna.
    Moja droga do pokochania ziół ……
    Jako dziecko musiałam z rodzeństwem uczestniczyć w wędrówkach starszej Ciocio-Babci. Była to dla nas dzieci uciążliwe, bo byłyśmy zwykle odrywane od zabawy, ale nie można się było sprzeciwić. Ciocia „zamęczała” nas opowiadaniem: a wiesz co to za kwiatek? do herbatki go wrzucisz, a ból brzuszka minie, a tym listeczkiem paluszek owiniesz jak cię osa ukłuje, a tego nie ruszaj ……
    Jednym uchem uchodziło, drugim wychodziło……………. Szkoda.
    Pracowałam w dużym mieście, w dużej firmie. Stres, stres, stres.
    Po przejściu męża na emeryturę stwierdziliśmy, że wyprowadzamy się na wieś.
    Wszystkie oszczędności wpakowaliśmy w starą chałupę. Od 3 lat jestem i ja na emeryturze………budzi mnie szczekanie psów, pianie koguta. Przypomniały mi się słowa Cioci…………. a ten kwiatek to jak ci będzie smutno połóż na podusi.
    Nie pamiętam co to było. Ale zaczęłam chodzić po łąkach i szukać tego co zapamiętałam. To bławatek, tam wrotycz, a kwiatki lipy ususzyć i do herbatki . Internet mi pomógł w rozszyfrowywaniu roślinek. A Twój blog w rozmiłowaniu się w ziołach. Wiedzę mam mikrą ale chęci wielkie :)). I nie straszne mi są zimowe odśnieżania, jesienne pluchy, zakupy w sklepie oddalonym o 12 km kiedy wiem, że w rogu ogrodu rośnie żywokost, za chałupą kwitnie czarny bez, u sąsiada w ogrodzie kalina, wschodzi bazylia, babka listki rozwija. Mąż „nauczył się” jak kosić łąkę – jest na niej moc patyczków – oznaczam tak miejsca gdzie rośnie coś co może się przydać. Dzieciom, a teraz i wnukom podrzucam soki z ogrodowych owoców (maluchy wiedzą już gdzie babcia przechowuje suszone jabłuszka :)), poszyłam malutkie poduszeczki, napełniłam ziołami – tak do podusi, jak Ciocia mówiła …… i gdybym musiała przeprowadzić się z powrotem do miasta uwiędłabym jak porzucony kwiatek.
    Dziękuję Ci. Byłaś, i jesteś dla mnie wielką inspiracją.
    Książkę nabędę, a jakże!!

    • Posłałaś w moją stronę piękną opowieść o swojej cioci-babci, aż wzruszenie mnie ogarnęło, gdy czytałam twoje wspomnienia. Masz do czego wracać myślami. Ja też lubię wspominać babcię i piaszczyste drogi pośród zboża, usiane bławatkami i makami. Niestety moja babcia nie miała wiedzy zielarskiej, jedynie kadziła zioła na rozgrzanej blasze z okazji letniego święta kościelnego. 3 lata szukałam tej rośliny i cudnym zapachu i w tamtym lecie znalazłam ją – to macierzanka! Do dzisiaj pamiętam jej zapach w kuchni babci. Nic mnie chyba nie ucieszyło, jak ta drobna roślinka. 🙂 Za jej pomocą znowu wkroczyłam w cichą miłość babci. Otulaj swoje wspomnienia, to jedna z najpiękniejszych chwil, jakich możemy sobie dostarczyć. Cieszę się,że tak dobrze się odnalazłaś na wsi i że tak dużo pracujesz z ziołami. Życzę ci kolejnych inspiracji roślinnych.

  • Odpowiedz Maj 30, 2017

    Małgorzata

    Znakomicie że poza artykułami na blogu będzie też książka.Twoje wypowiedzi to znacznie więcej niż przepisy zielarskie, to filozofia życia wśród roślin.Czyta się je z dużą przyjemnością.Wiele spośród przepisów zrealizowałam i cieszyłam się rezultatami.Bardzo proszę o książkę z przyjemnością ją przeczytam.Proszę też drugi egzemplarz bo takich osób,które chętnie przeczytają jest więcej.Gdzie wpłacić?
    Gratuluję odwagi w realizacji marzeń i wiary w siebie

    • Dziękuję za tak dobre zdanie o moim blogu i pisaniu. Nigdy nie należałam do osób odważnych, wiara przyszła, jak już się nie dało bez niej żyć. Może to każdy, jest tylko warunek – trzeba zobaczyć, że cię coś uwiera. 😉 A z tym chyba jest najczęściej problem, bo ludzie leczą choroby, a zapominają o tym, że przyczyna jest gdzie indziej. 🙂

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Kasia

    Och Gosiu, to wspaniały pomysł z tą książką !
    Już się zastanawiałam czy nie zacząć przepisywać Twojego bloga. No bo przecież na wsi czy w lesie nie zawsze jest pod ręką internet i jak tu sięgnąć po przepis czy drogocenną radę.
    A tak będę miała zawsze przy sobie książkę, do której w każdej chwili można sięgnąć.
    Zaraziłaś mnie absolutnie Twoją pasją. Robię maści, balsamy do ust, mydła, toniki, maceraty.
    Mam już pierwsze sukcesy:
    – mój syn bardzo dobrze wypowiadał się o maści śledziennicowej wg Twojego przepisu,
    – synowa chętnie używa balsamu nagietkowego do ust i bardzo go chwali,
    – dzieciaki chętnie piją syrop z mniszka dodawany do herbatki,
    – a cała rodzina ze smakiem wsuwa zupy i kotlety z pokrzywą.
    Nie mogę się doczekać kiedy wezmę do rąk Twoją książkę. Okładka jest piękna. Na białym tle ślicznie się prezentują kwitnące zioła.
    Gratuluję Ci takiego wspaniałego wydania i pozdrawiam serdecznie.

    • Dziękuję ci Kasiu za takie nowiny o działaniu ziół. Już nie pamiętam tych moich dawnych przepisów, teraz ciągle się udoskonalam w kosmetykach i naprawdę wychodzą niezłe. Muszę znowu coś wrzucić. Niestety coraz mniej czasu na pisanie. 🙁 Okładka rzeczywiście jest ładna, ale w środku troszkę nie wyszły niektóre zdjęcia, ale staram się tylko cieszyć. 🙂

      • Odpowiedz Czerwiec 14, 2017

        Kasia

        Gosiu, dziękuję serdecznie za wspaniałą książkę i piękną dedykację.
        Ta książka to jest dokładnie to czego było mi potrzeba. Taki poradnik z doskonałymi, gotowymi przepisami jest dla mnie niezbędny na urlopie. Wiadomo – urlop jest zawsze za krótki i nie ma czasu na studiowanie, analizowanie i wymyślanie receptur.
        Jestem wdzięczna, że mogę korzystać z Twojego doświadczenia.
        Twoje przepisy są świetne i nie powtarzają się z tymi na blogu i z warsztatów. Ku mojemu zaskoczeniu nie ma w książce receptur, które zdradziłaś nam na warsztatach. Tak więc warto korzystać z różnych źródeł i za to między innymi bardzo Cię lubię i przesyłam buziaki.

        • Kasiu, ja również ci dziękuję za tak wspaniałą recenzję mojej pracy blogowej, książkowej i warsztatowej. Wiesz, receptury to trochę taka moja choroba, przychodzą ciągle nowe. 😉 Czasami trudno się z tym uporać. 🙂

    • Odpowiedz Maj 30, 2017

      Iwona

      Gratuluję z całego serca!

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Sabina

    Twoje teksty i ich czytanie odmieniają każdy mój dzień 😀
    Zioła od dawna były gdzieś blisko mnie – pamiętam z dzieciństwa potrawę, którą Mama mi przygotowywała, tzw.: „Myszki” 🙂 Były to liście dzikiej mięty otoczone w ciesie naleśniowym i upieczone, podawane z jogurtem albo miodem 😀
    Kibicuję Ci całym sercem i trzymam kciuki za kolejne teksty, książki i inne cudowności 🙂

    • A wiesz, że myszkami nazywano kilka stuleci temu liście szałwii zapieczone w cieście naleśnikowym? Próbowałam ich, są pyszne. Nawet zasadziłam sobie szałwię muszkatałową, bo ma większe liście, będzie co jeść w tym roku. Sabinko, dziękuję ci za piękne zdanie odnośnie mojego pisania. Bardzo się cieszę, że mogłam cię poznać na moich warsztatach, masz w sobie tyle radości i pasji, gorąco ci życzę pięknej kreacji twoich wyrobów. 🙂

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Basia Florek

    Uwielbiam książki są przyjaciółmi ,które mam pod ręką na spacerze, pasiece przetwarzaniu czy suszeniu ziół.
    Twoja książka jest następna na mojej liście,poniewż czytając z przyjemnością Twojego pięknie prowadzonego bloga jestem jej bardzo ciekawa.
    Działanie kropelkowe kokoryczy z Twojego bloga uwolniła męża od łykania tabletek p/bólowych na migrenę -dziękuję za wszystkie inspiracje ,z których możemy czerpać pomysły.
    Pozdrawiam Basia F.

    • A ja ci dziękuję za dobre wieści odnośnie działania kropelek kokoryczowych, tak rzadko ludzie donoszą o działaniu. Basiu masz taki stosunek do książek jak ja. Kocham czytanie i kiedyś pozwoliło mi to przetrwać trudny czas. Oby dla ciebie ta książka była radością. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za kontakt. 🙂

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Elżbieta Krajewska

    Pani Małgosiu,
    Już pewno ktoś wcześniej powiedział/napisał, że coraz więcej ludzi zaczyna pomału wychodzić ze snu, jakim jest Matrix; coraz więcej pragnie powrotu do naszego źródła – do Matki Natury. 🙂 I ja jestem jedną z nich. Odkąd sięgam pamięcią zawsze lubiłam przyrodę, ale… „tylko” lubiłam. Szanowałam ją, ale… nie do końca – bo i owszem, nie śmieciłam, nie dewastowałam, nie niszczyłam, ale też nie interesowało mnie zbytnio, co kryje się np. za całym przemysłem spożywczym, nie interesowało mnie jaki koszt ponoszą zwierzęta, abyśmy mogli jeść mięso, jajka, pić mleko, jak wygląda „gospodarka” leśna itp… Od kilkunastu lat jestem semiwegetarianką (jem rzadko ryby, ale i one pójdą w odstawkę, podobnie jak nabiał). W związku z tym siłą rzeczy w moim menu królują roślinki. 🙂 Lubię warzywa z ogromną ilością ziół. Niestety, sama ich nie zbieram (mieszkam na terenach przemysłowych), choć na spacerach z psem tęsknym (bardzo) okiem patrzę na te wszechobecne, rosnące w wielkiej obfitości „zielsko” (jak mówią niektórzy ludzie): podbiał, pokrzywę, glistnik jaskółcze ziele, babkę, szczaw itd. W ubiegłym roku odważyłam się na zrobienie nalewki z owoców bzu czarnego. Wyszła pyszna, ale cały czas miałam wątpliwości, czy mi aby czasem zamiast pomóc, nie zaszkodzi. 😉 (chyba nie zaszkodziła, bo… żyję 😉 Zazdroszczę troszkę (tą zazdrością pozytywną) ludziom, którzy mogą korzystać z dóbr Natury bez ograniczeń, ale mam nadzieję, że i ja już wkrótce spełnię swoje marzenie zamieszkania gdzieś na skraju lasu. Jestem teraz wolna jak ptak 🙂 – nie związana już obowiązkiem pracy, a więc pozostaje mi tylko poszukać swojego miejsca. A wtedy rzucę się na te wszystkie skarby z wielką radością… Zaglądam na Pani Bloga, by tym bardziej umocnić się w postanowieniu zmian. Cieszę się, że Pani udało się podążać za głosem serca i, że inspiruje Pani innych do zmian. Cieszy mnie również Pani książka, którą mam nadzieję przeczytać, choć książek o ziołach mam już całe mnóstwo. 🙂

    • Cieszę się, że czyta mnie też ktoś z miasta i „tęsknym okiem” spogląda na dary roślinne. Ale zapewniam cię, że można się tak zorganizować, żeby na wyjazdach zbierać rośliny, owoce. Są też ludzie, którzy sprzedają na allegro świeże owoce, np jarzębiny, czeremchy i inne. Sama czasami korzystam, bo u mnie niestety ptaki wyjadają te dobroci, zawsze są szybsze. 😉 Proszę nie zrażać się miastem i już coś robić, potem będzie łatwiej. Przecież cała kosmetyka, wyroby własnych kremów, mydeł są dostępne dla ciebie, można też robić napary do kremów z ziół kupionych, ja np często korzystam z odwaru z korzenia lukrecji do produkcji kremu. Pozdrawiam cię ciepło i trzymam kciuki za twoją przeprowadzkę, a przede wszystkim za pracę TERAZ.:)

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Teresa Makowska

    Otaczająca przyroda zawsze była dla mnie azylem od życia wśród wielkomiejskiego gwaru. Natomiast konkretnie zioła, tak jak u większości osób, zainteresowały mnie w związku z problemami zdrowotnymi, kiedy organizm był już zatruty ilością przyjmowanych medykamentów.
    Najpierw zaczęłam kuracje aptecznymi preparatami ziołowymi, a później stwierdziłam, że mogę przecież niektóre mieszanki wykonać sama z zebranych przez siebie ziół. Po tym fascynacja octami … i tak się zaczęło. 🙂 Pozdrawiam Cię Małgosiu serdecznie. <3

    • Dziękuję Teresa za twoją drogę do ziół, miałyśmy tę radość poznać się osobiście na naszych zlotach zielarskich. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz będziemy mogły wymienić doświadczenia przetwórcze. 😉

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Małgorzata

    Musiały we mnie zawsze te zioła siedzieć, bo pamiętam jak dawno temu polowałam w księgarni na książki o roślinach i na miesięcznik „Wiadomości Zielarskie” w kiosku koło szkoły. Książki to byli moi jedyni nauczyciele, bo wtedy nie było – trudno uwierzyć – internetu, a i o zielarzy było niełatwo. Do tej pory mam bzika na punkcie książek o ziołach. Były też ziołowe zajęcia praktyczne. Pierwsze świetliki, siedmiopaleczniki i wiązówki poznałam na łąkach nad Pilicą korzystając z klucza do oznaczania roślin. Nigdy się na ziołach nie zawiodłam. Jeśli nie działają to albo są źle dobrane, albo nie są używane 😉

    • Masz Małgosiu rację z ostatnią kwestią. Nieraz ludzie nie mają cierpliwości do dobrania zioła do swojej dolegliwości. A to przecież wystarczy popróbować i w końcu się „wstrzeli” ;). Oczywiście mówię o prostych dolegliwościach. Schorzenia trudne wymagają pracy i wiedzy, a to już zadanie dla pasjonatów fitoterapeutów. Bardzo ci dziękuję Małgosiu za twoją opowieść. Ja krócej jestem z ziołami, ale za to „Wiadomości zielarskie” wertuję w czytelni. 🙂

    • Odpowiedz Maj 29, 2017

      Teresa Makowska

      Jestem pewna Małgosiu. 🙂 Kontakt bezpośredni z Tobą to dla mnie zawsze ogromna przyjemność chociażby dlatego, że zawsze czerpię z Twojej ogromnej wiedzy całymi garściami. Jestem pewna, że Twoja książka okaże się sukcesem i wiele osób dzięki niej wzbogaci swoją wiedzę zielarską i nie tylko. 🙂

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Ewa Mirowska

    Moja droga do ziół, była podobna, choć z konieczności rozłożona na wiele lat. Dziś jestem pewnie w tym punkcie, w którym Ty byłaś parę lat temu. Od roku realizuję powolutku swój własny plan na życie. Z dala od miasta, z dala od korpo, etatów, bezpieczeństwa socjalnego i innych mrzonek nowoczesnego świata. Dookoła jest cisza, śpiew ptaków, zieleń roślin albo biel śniegu. Moje czary dopiero dojrzewają – w kuchni, na łąkach i w mojej głowie. Mój egzemplarz Twojej książki już się pewnie pakuje na zlot w Czarnocinie. Za autograf dołożę parę słoików porzeczek 🙂

    • Ewuniu, twoje porzeczki już zniknęły u mnie. Były na tyle pyszne, że gdy córka się ucieszyła, że nasze już mają owoce i będziemy robić przetwory, pomyślałam – a po co, przecież Ewa robi tak pyszne. 🙂 Na zlocie w Czarnocinie mnie nie będzie, ale może na innym się spotkamy. 🙂

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Anna Horodecka

    Mojej mamie groził wózek inwalidzki, tak orzekli lekarze, a na nogi postawiła ją POKRZYWA ( a dokładniej, parzenie pokrzywą). Kiedy to opowiadam, patrzą na mnie jak na „stukniętą”. Teraz śmieję się, że pokrzywa nosi nazwę od leczenia pokrzywienia.

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Jola Jabłońska

    Pani Małgosiu, podobnie jak Pani znalazłam spokój duszy gdy zaczęłam żyć tak jak zawsze pragnęłam: blisko natury, bez pośpiechu, bez presji toksycznych osób. Świat ziół jest dla mnie nie do ogarnięcia – jak wszechświat, ale cieszą mnie małe odkrycia i fakt, że mając …dziesiąt lat ciągle mam ochotę zdobywać wiedzę. Z wielką ciekawością zapoznam się z Pani książką. Życzę wiele dobrego i dalszych inspiracji czerpanych z natury.

    • Jolu, bardzo dziękuję za twoją drogę do Natury. Małymi krokami jest najlepiej, to ogrom wiedzy i może zniechęcić. Najlepiej jest poznawać po kilka roślin w roku. 🙂

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Monika

    ja jestem na etapie robienia wszellkich syropkow i nalewek, mamy w planie przeniesc sie „na wioche” juz nie moge sie doczekac. sledze Pani posty znajduje w nich to co juz robie i to czego powinnam jeszcze sprobowac dziekuje. z przyjemnoscia tez zajrze do ksiazki, pozdawiam serdecznie.

    • Uważaj Monika, wieś potrafi zaskoczyć. 😉 Ale to dobra nowina, cieszę się twoją radością. Ciekawe, czy u ciebie trawa też będzie szybko rosła? czasami sobie z tym nie radzę. 😀

      • Odpowiedz Maj 29, 2017

        Monika

        oj tam nie boje sie, jak to sie mowi z wiochy jestem na wies wroce 😉
        a z trawa to chyba wszystkie mamy taki problem 😉

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Magdalena Makowska

    Poproszę o książkę, już sam artykuł jest bardzo inspirujący. Ja jestem na podobnym etapie – rzuciłam pracę, miasto, przeniosłam się do lasu i szukam swojej drogi. Czekam na termin warsztatów sierpniowych, bo bardzo chcę wziąć w nich udział.

    • Bardzo dużą sprawia mi radość, gdy staję się też inspiracją do własnych poszukiwań. Mam nadzieję, że znajdziesz swoją przestrzeń ziołową u siebie, możliwości jest ogrom. 😀 Warsztaty w sierpniu będą pod koniec miesiąca. Miło będzie mi cię poznać. 🙂 Podaj adres przez kontakt ziołowej wyspy.

    • Odpowiedz Maj 29, 2017

      Małgorzata Dziarko

      Moja droga do ziół była długa i kręta.W dzieciństwie często jeździłam do Babci na wieś i tam wielokrotnie miałam okazję poznać moc ziół czy to u siebie czy u moich bliskich. Babcia lubiła rośliny choć jej znajomość ziół polegała na wykorzystaniu ich w leczeniu niegroźnych chorób, zakażeń( !!) czy niedomagań zwierząt domowych. Wybrałam zootechnikę ,a tam oczywiście byłą botanika, łąkarstwo, żywienie zwierząt. uwielbiałam te przedmioty. Potem zostałam nauczycielką przedmiotów zawodowych, biologii.Pracuję w szkole już 35 lat. Rodzina, wychowanie dzieci zajmowały mnie bardzo, ale z chwilą opuszczenia przez nie gniazda rodzinnego zaczęłam najpierw fotografować , a potem napisałam projekt „Magia roślin leczniczych „i .. wsiąkłam! Dzisiaj jestem przed emeryturą i ..pasjonuje się ziołami.. Podobnie jak i Pani uwielbiam fotografować, szczególnie zioła, kwiaty, drzewa i zwierzęta.Pozdrawiam Małgorzata Dziarko

      • Małgosiu, jak dobrze cię bliżej poznać, dziękuję ci bardzo za komentarz. Magia roślin leczniczych też mnie bardzo interesuje, jak masz coś do polecenia to chętnie skorzystam. 🙂

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Małgorzata S

    Małgorzato, imienniczko 🙂 wzruszyłaś mnie tym, co tu osobistego o sobie napisałaś, takie ludzkie i z serca. Takie prawdziwe! Dziękuję i pozdrawiam serdecznie z drugiego końca kraju. Jestem na początku drogi poznawania i bratania się z ziołami, między garami a praniem 😉 I dobrze mi z tym.

    • Cieszę się, że moje słowa mogą wzruszyć. Kiedyś zazdrościłam ludziom takim, jak ty, którzy dobrze się czują w swojej skórze. Teraz już wiem, jak to zrobić i też czuję się świetnie pomimo nadal płynącego życia i jego niespodzianek, nie zawsze miłych. Wszystkiego dobrego Małgosiu. 🙂 Dziękuję.

  • Odpowiedz Maj 29, 2017

    Maria Opałka

    Małgosiu od kiedy poznałam twój blog Ziołowa Wyspa -z czasem stał się dla mnie największą inspiracją ziołową i nie tylko. Pierwsze co robiłam to był ocet jabłkowy wg. twojego przepisu – recepturę – potem musiałam ciągle drukować moim znajomym itd. Dzielenie się twoją wiedzą – to
    prawdziwa przyjemność bo wszystko jest pięknie literacko -poetycznie i merytorycznie opisane.
    Już wyobrażam sobie ile radości i wiedzy dostarczy czytelnikom – TWOJA KSIĄZKA .
    Oczywiście życzę dalszych sukcesów w tej pracy.

    • Dużą radością są dla mnie komentarze, takie jak twój, zastępują tak miły kontakt osobisty. Marysiu, nie znamy się osobiście, ale mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać na jakimś zlocie ziołowym. Bardzo się cieszę, że ocet się rozpowszechnił, w książce będzie o nim sporo, to mój ulubiony wyrób. Czeka mnie rok jabłkowy w sadzie, mam nadzieję, że trochę ich będzie pomimo deszczowej wiosny. 🙂 Dziękuję za miłe słowa odnośnie sposobu pisania, bo czasami mnie ponosi i muszę się pilnować. 😉

Zostaw odpowiedź