Czas mgieł…

Gromadzę książki od kilku tygodni. Ich nowiutkie, grube, pachnące grzbiety ustawione są na półce i czekają. Weź mnie… Weź… Na którą by się zdecydować? Nie,  nie dzisiaj… Jeszcze jeden artykuł napiszę? To już nie ten czas. Stary świat pełen pracy już do mnie nie wróci. Nie teraz, gdy nastały u mnie mgły. Mgły i czas, by zmieścić książki. Kiedyś stanowiły bramę do innego wymiaru, do swoistej czasoprzestrzeni, w której się  zamykałam. Dzisiaj to ukochany sposób spędzania czasu, czysty relaks, podążanie za wyobraźnią autora, powtarzanie w myśli pięknych zdań – przesuwanie ich jak paciorki korali. To i następne…

…pokój nagle się rozjaśnił, jak w chwili, kiedy chaotycznie rozproszone gwiazdy błyskawicznie układają się  w naszych oczach w konkretną konstelację…

… To blade złoto drżało: wprawione w ruch wznoszącymi się falami gorąca i światła, wyglądało jak tysiąc odległych miast, jak próg samych niebios…

…Czas nie ma tu znaczenia, bo i tak wszystko wydarzyło się równocześnie, krócej niż w okamgnieniu, czas wynaleziono tylko dlatego, że nie umiemy objąć jednym spojrzeniem olbrzymiego, szczegółowego malowidła, które nam pokazano – oglądamy je więc po kawałku, linearnie…

I znowu otwiera się dla mnie cudowny świat, czasu w nim nie ma . Moody płynie do Nowej Zelandii, by rozpocząć poszukiwania złota, Peter Lake ucieka na białym koniu w zimowy, skrzący poranek, młoda Hinduska, Yasmin wysiada na lotnisku w Londynie i czeka na ukochanego. Co dalej? Historie ludzkie, emocje, wydarzenia, namiętności czekają – a w nich ta sama prawda. Każdy z nas ma swoją historię, która prowadzi do lepszego zrozumienia,  pełniejszej świadomości. Zostawiamy po sobie ślad. Czasami jest on lekki i delikatny jak mgiełka, skrzy się dobrocią, spokojem i miłością, czasem jak zryw wiatru pełen pretensji i wymagań. Jaki ślad zostawimy po sobie? Jaki ślad zostawią bohaterzy książek? Już niedługo opowiem,  trochę  musi to potrwać, ale „czas  nie ma tu znaczenia”… Tylko bliscy muszą uważać, bo moje czytanie jest zagrożone brakiem ciepłych posiłków.

Joanna przypomniała mi o książce, która dawno temu oczarowała mnie  swą delikatnością, ulotnością chwil, magią miłości niemożliwej do spełnienia. Jeśli jeszcze nie czytaliście, to polecam gorąco. Joasi książka tak się spodobała, że poszła dalej – ugotowała potrawę z przepisu Tity, która tylko poprzez swoje gotowanie może wyznać miłość Pedrowi. Zajrzyj do faszerowanych papryk w sosie orzechowym i sprawdź, czy potrafisz wrzucić szczyptę miłości do potrawy?

Z pewnością wy też spowolniliście czas, dajcie znać, w czym się to przejawia? Więcej kina, zajęć popołudniowych, spotkań towarzyskich, rodzinnych, a może kochacie książki? Jeśli tak, to dzielcie się swoimi tytułami ulubionych pozycji. Ja zaczynam, dopisujcie proszę swoje pozycje. Ogłaszam konkurs, dzięki któremu stworzę listę super fajnych książek do czytania i lepiej was poznam. Potraktujcie to proszę przede wszystkim jako dobrą, jesienną zabawę. 😉 

155x220Niech każdy, kto ma na to ochotę, zamieści kilka tytułów swoich ulubionych książek wraz z linkiem do swojego bloga, strony jeśli coś takiego prowadzicie. Jedną książkę, tę najlepszą  wg was opiszcie kilkoma zdaniami.

Jeden z  opisów zostanie nagrodzony książką, która kiedyś sprawiła, że zastanawiałam się nad realnością tego świata, a wyobraźnia autora co chwila mnie zaskakiwała. Już wydawało mi się, że wszystko rozumiem, że dobrze poruszam się w mieście Galen, a tu znowu okazywało się, że pisarz mnie zaskoczył. Po „Krainie Chichów” przeczytałam sporo książek J. Carolla i wiele z nich równie mnie urzekło. 

Konkurs trwa do 30 października, do godz. 24-tej. Listę książek możecie zamieszczać w komentarzach do tego artykułu. Rozwiązanie konkursu nastąpi równocześnie z opublikowaniem listy książek do przeczytania oraz z linkami do waszych stron, blogów. Proszę was też o udostępnianie konkursu na swoich stronach fanpejdżowych, osobistych. Mam nadzieję, że dzięki temu właściwie przygotujemy się do zimy. 

Moje ulubione książki, kolejność przypadkowa:

  1.  J. Fowles – Mag
  2. M. Waltari- Egipcjanin Sinuhe
  3. J. Caroll – Kraina Chichów
  4. L. Esquivel – Przepiórki w płatkach róży
  5. I. Allende – Suma naszych dni
  6. C. R. Zafon – Cień wiatru, Gra anioła
  7. G. G. Marquez – Sto lat samotności
  8. L. Tołstoj – Wojna i pokój
  9.  Ch. Link – Dom sióstr – doskonałe czytadło
  10. E. Tolle – Potęga teraźniejszości

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się na następne. Prześlij go znajomym, możesz też pomyśleć o subskrypcji. Dzięki darmowej prenumeracie będziesz mieć dostęp do aktualności.

27 komentarzy

  • Odpowiedz Kwiecień 11, 2015

    MagdaM46

    Z książek uwielbiam Oga Mandino i jego książki (14 szt.) w postaci opowiadań z morałem. Niedawno odkryłam felietony Reginy Brett „Bóg nigdy nie mruga” i „Jesteś cudem”. Każdej kobiecie, która czasem nie wierzy w siebie, czasem nie wie, jaką drogę wybrać, jaką podjąć decyzję polecam rewelacyjną książkę Klaudii Pingot „Superbabka”. Jeśli poszukujemy siebie, swojej drogi polecam książkę Uli Molędy „W poszukiwaniu siebie” (niestety nie jestem zadowolona z jej końca, gdyż po przeczytaniu prawie 300 stron, nadal brakuje mi końca – hahaha). Jeśli jesteśmy na życiowym zakręcie polecam dr Barbarę de Angelis „Na życiowym zakręcie”. Ponadto polecam książkę, nieżyjącej już niestety, Bożeny Figarskiej „Zakochaj się w życiu”. Z książek kulinarnych (a mam nimi zawalone pół meblościanki, starego typu, tej jeszcze takiej pakownej:)) polecam 3 książki Agnieszki Maciąg („Smak życia”, „Smak szczęścia”, „Smak miłości” – piękne zdjęcia, wspaniałe przepisy, ale i głównie w tej drugiej mnóstwo informacji dla kobiet, nie tylko kulinarnych – wspaniała książka na prezent) oraz pierwszą książkę Ewy Dobek „5 przemian w kuchni i w życiu”. Gdy jesteśmy przybite, dobija nas fatalna pogoda, jesteśmy zestresowane, zmęczone, nie mamy do niczego motywacji – nic tak dobrze na nogi nie stawia, jak świetna komedia i nie mówię tu o filmie, ale o książce Marioli Zaczyńskiej „Gonić króliczka” – uśmiejemy się do łez, poprawa nastroju gwarantowana. Jest tyle książek, ile mogłabym tu wypisać, że zaraz by pewnie miejsca na komentarz zabrakło. Strony do bloga, na razie nie podaję (eksperymentuję z motywami na wordpressie i na razie mogą być problemy z wyświetleniem czegokolwiek na tym blogu, poza tym blog dotyczy sposobów wychodzenia z depresji, a nie czytania książek). Pozdrawiam.

    • Odpowiedz Kwiecień 12, 2015

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Bardzo dziękuję, na pewno zajrzę do kilku z nich. Książek do rozwoju duchowego, które podajesz nie znam, chyba poszłam inną drogą. Mnie kiedyś uratował E Tolle i w zasadzie ratuje mnie do tej pory. Polecam ci go, ustawia wszystko na właściwym miejscu. 🙂

  • Odpowiedz Listopad 2, 2014

    trzcinowisko

    Książki wyssałam z mlekiem matki:)
    W rodzinnym domu odkąd pamiętam ściany zasnute były półkami z książkami w każdym kolorze, wielkości i tematyce.
    Mama miała książki z wszelkich dziedzin humanistycznych i albumy o sztuce a tata głównie historyczne , wojenne i techniczne.
    Również moi dziadkowie czytali a największą nagrodą dla mnie było to jak dziadek zabierał mnie do jedynej księgarni w ich mieście i powalał mi wybrać jakąkolwiek książkę, jaką tylko sobie wymarzyłam i kupował mi ją.
    Czy można się dziwić że już w podstawówce należałam do kilku bibliotek a na studiach zamiast na zapiekanki wydawałam ostatnie grosze na książki z antykwariatów?
    Teraz czasem pod koniec miesiąca kiepsko jest z kasą ale na książki mam zawsze.
    Tylko miejsca coraz mniej.
    Czytam książki z wielu dziedzin i takie właśnie proponuję:

    1. Kiedy byłam mała uwielbiałam muminki. Kochałam Bukę, Włóczykija i Paszczaka-Botanika dlatego z wypiekami na twarzy przeczytałam ” Tove Jansson, Mama muminków” autorstwa Boel Westin. Nie zawiodłam się:)

    2.Czasem lubię spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy, również takiej której nie do końca rozumiem. Na pewno matematyczna jest jedną z nich. Czasem nie umiem zliczyć do trzech i zawsze miałam z niej dwóje ale „Królową bez nobla. Rozmowy o matematyce” Krzysztofa Ciesielskiego i Zdzisława Pogody czyta się jak fascynujący przewodnik po obcych krajach i językach. Nie, nie zrozumiałam wiele więcej ale pojęłam że w niej też można się zakochać:)

    3.Atlasy i albumy są w naszym kraju bardzo drogie ale na dobre pozycje warto czasem wydać parę groszy. A czasem ma się szczęście i dostaje je w prezencie na rozpoczęcie studiów podyplomowych;)
    Tak było z „Roślinami leśnymi” Leokadii Witkowskiej-Żuk która jest pozycją fantastyczną, piękną i taką którą mogę oglądać godzinami.

    4.Chociaż czytam o każdej porze roku są autorzy w których słowa mogę zagłębiać się tylko jesienią i zimą. Taką autorką jest moja ukochana Doris Lessing i jej ostatnia książka” Dwie kobiety. Miłość jest tam gdzie nikt jej nie szuka”
    Po prawdzie gorąco polecam każdą jej książkę:)

    5.Czasem lubię też czytać lekkie i przyjemne rzeczy. Nierzeczywiste i absurdalne. Fantastyczne i z dużą dawką ironii. Taki jest dla mnie Terry Prachett. Podobno kocha się go lub nienawidzi. Wielu moich znajomych go nie lubi ale równie wielu wielbi. Ja zdecydowanie lubię jego absurdalność i anormalne poczucie humoru. Zawsze poprawia mi nastrój dlatego sięgam po niego jak już nic nie pomaga:) Ostatnia książka to „Para w ruch” ale cały świat dysku jest podróżą w paradoks i śmiech.

    6. Na koniec, nie dlatego że najmniej ukochane ale dlatego że najbliższe mi teraz dwie książki ludzi których znam osobiście i którzy są niezwykłymi osobowościami:)
    Etnobotanik i muzyk Marek Styczyński z jego książką ” Zielnik podróżny. Rośliny w tradycji Karpat i Bałkanów” i Anna Nacher która wraz z Markiem od lat przedziera się trekkingowo przez tundrę. Na podstawie tych wypraw powstała piękna książka ich obojga: „Vaggi Varri. W tundrze samów” . Podróż botaniczna, geograficzna, muzyczna i wewnętrzna.
    Polecam:)

    Pozdrawiam!

    • Zaintrygowałaś mnie Prachettem, muszę spróbować, ciekawe, w której części się znajdę, będę kochać, czy nienawidzieć? A odnośnie świata widzianego z innej perspektywy. Niesamowicie wciągnęła mnie książka „Pan raczy żartować, panie Feynmann” autorstwa genialnego fizyka Feynmana, traktuje również o fizyce oraz „Historie ziołowe”, które kupiłam, by rozszerzyć wiedzę, a okazało się, ze czyta się doskonale i poszło w kilka dni. 😉

  • Odpowiedz Październik 31, 2014

    Anna

    Kiedy w ramach fejsbukowej zabawy zamieszczałam listę swoich dziesięciu książek to wyszło to tak:
    1. Mistrz i Małgorzata
    2. Gra w klasy- Cortazar
    3. O miłości i innych demonach Marquez (ale też: Sto lat samotności i opowiadanie Oczy niebieskiego psa – o tym, co w naszych snach)
    4. Pani Dalloway V.Woolf (i zawsze raczem z tym – Godziny)
    5. Ja i Ty – Martin Buber
    6. Wiersze wybrane – Helena Poświatowska (dokładnie to wydanie)
    7. Kurt Vonnegut. Cokolwiek. Albo nie. Galapagos. Zbiór „Witajcie w małpiarni”
    8. Wiedźmin – Sapkowski
    9. Władca pierścieni- Tolkien
    10. Muzyka Środka – Świetlicki
    Tego Sapkowskiego dawałam tam z całą świadomością – bo przecież jak na liście książek, które coś ze mną zrobiły, nie umieścić tej, przy której popłakałam się dopiero po nie-wiem-którym czytaniu? Że dopiero jak już przeszłam z sagą kilka lat życia i doświadczeń to scena gdy Ciri wychodzi z zamku i wie, że już nigdy nie zobaczy Geralta i Yennefer – i nieważne że ja wiem, co się stanie za chwilę, że wcale nie – to jak tu nie poczuć tego bólu? Jako ciekawostkę mogę dodać, że to ostatnie czytanie sagi odbyło się po czesku. Oraz że miejscami czeski przekład jest lepszy niż oryginał. Zarzekam się i nie bluźnię!
    No, ale po kilku dniach dyskusji na temat książek przypomniałam sobie inne wspaniałe pozycje.Świetną książkę dla dzieci „Sceny z życia smoków”, którą gdzieś zapodzialiśmy, ale dalej oboje z tatą wiemy, że zupa ogórkowa to ważna sprawa. Mama trochę nie rozumie mojej i taty miłości do tej książki, ale mama również nie wie co widzimy w książkach Pratchetta.
    I słowniki, moja miłość. Pierwszy, który czytałam, a nie coś w nim sprawdzałam, to Słownik mitów i tradycji kultury Kopalińskiego. Z niego się dowiedziałam, że Noc była córką Chaosu. Potem rozwinęła się miłość do słowników etymologicznych, jak na razie posiadam jedynie trzy: jeden czeski i dwa polskie. Ile jest radości w prześledzeniu różnych możliwych zapisów rzeżuchy!
    A z tej dziesiątki jeszcze każdemu polecam sięgnąć po Martina Bubera. Ja i ty – ma to niewiele stron, a niesamowitą siłę. Czytałam na zajęcia z filozofii, trochę przypadkiem, i tym przypadkiem odkryłam, że filozofia dialogu jest moją życiową.

    • Pierwszy raz słyszę, że można kochać słowniki, piękne. 🙂 To może podobnie do miłości do książek zielarskich? Aniu, niezmiernie ci dziękuję za twój wpis o książkach i twoej widzenia świata, które tak plastycznie przekazujesz w swoim blogu. A o Sapkowskim tak wspominacie w swoich wypowiedziach, że pomimo iż nie lubię fantastyki, chyba się za niego wezmę. 😉 Aniu, bardzo ci dziękuję. 🙂

      • Odpowiedz Listopad 1, 2014

        Anna

        Z Sapkowskim prosta sprawa, to strasznie chytry facet!
        Dziękuję za miłe słowa o mojej pisaninie:)

  • Odpowiedz Październik 31, 2014

    Asia

    Co lubię w książkach?
    Wiedzę o tym, jak stać się lepszym człowiekiem: „Potęga teraźniejszości” E. Tolle
    Miłość: „Przepiórki w płatkach róży” L. Esquivel
    Fascynację: „Madame” A. Libera
    Tajemnicę: „Cień wiatru” C.R. Zafon
    Tajemnicę ludzkiej natury: „Przypadek Adolfa H.” E.E. Schmidta, „Władca much” W. Goldinga
    Dreszczyk emocji: „Lśnienie” S. Kinga

    Hmm, wiele z tych książek przeczytałam dawno temu… Postanawiam oprócz Waszych propozycji powrócić tej zimy do swoich ulubionych pozycji. Ciekawe, jak odnajdę je po latach?

    • Odpowiedz Październik 31, 2014

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Po lśnieniu bałabym się swojego cienia, tak wielką zdolność tworzenia obrazu ma dla mnie King. Poza tym zgadzamy się Joasiu w kilku przypadkach, ale „Madame” nie znam – dziękuję za podpowiedź i moje spotkanie książkowe z tobą. 🙂 Ja też wrócę do ukochanej pozycji sprzed lat, już nawet wiem, do której – magicznej miłości wyrażanej tylko za pomocą jedzenia – „Miłości w płatkach róż”. 🙂

  • Odpowiedz Październik 31, 2014

    monika b.

    Uwielbiam czytać…Zawsze miałam bujną wyobraźnię, która przydawała mi się w różnych sytuacjach w czasie mojego dotychczasowego życia. Wakacje spędzałam zazwyczaj u babci, zapracowanej krawcowej, w mało atrakcyjnej miejscowości, bez towarzystwa innych dzieci. Wtedy właśnie uciekałam do swojego wewnętrznego świata pełnego cudów i dziwów 🙂 Nie nudziłam się, o nie! Gdy już w stopniu wystarczającym opanowałam umiejętność czytania, ucieczki stały się coraz łatwiejsze i coraz bardziej spektakularne. Ciągnęło mnie w stronę literatury z ogromną ilością soczystych opisów przyrody 🙂 Dlatego z pasją pochłonęłam „Chłopów”. Rozczytywałam się w poezji Leśmiana, a już jako studentka trafiłam na Tolkiena. Było tego co niemiara, trudno zliczyć, trudno wybrać tę najlepszą i jedyną. Dlatego skoncentruję się na przebojach ostatnich lat. Niezapomniane wrażenie zrobiła na mnie powieść Jurgena Thorwalda „Stulecie chirurgów”. Wspaniała, trzymająca w napięciu historia chirurgii, opowiedziana po mistrzowsku, tak, jak lubię – esencjonalnie, z dużą dozą emocji. Polecam bez wahania. Drugą zaskakującą pozycją była książka Joanny Bator „Ciemno, prawie noc”. Zabrałam się do jej czytania z niechęcią. Podsunęła mi ją znajoma, z którą odrobinę różnimy się gustami. I rzeczywiście z początku przeszkadzała mi specyficzna narracja. Później jednak przepadłam…Czytajmy jak najwięcej. To pomaga żyć. Cieszyć się życiem. Chłonąć piękno, zauważać brzydotę, poczuć świat mocniej.

    • Odpowiedz Październik 31, 2014

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Też spędzałam wakacje w mało atrakcyjnej wsi i pomagały mi książki. W ten sposób trafiłam na Łowców wilków i złota – Curwooda. A trafiłam w specyficzny sposób – kartkami z książki były owinięte jajka (żeby się nie stłukły) – ot takie odkrycie prozy Curwooda, jeśli lubisz przyrodę to polecam Szarą wilczycę. Stulecie chirurgów również pochłonęłam i byłam zafascynowana tym, jak można dokument przedstawić w tak atrakcyjny sposób. Nie znam Joanny Bator – chętnie spróbuję i zobaczę, co z tą narracją. 😉 Moniko, bardzo ci dziękuję i cieszę się, że podobnie traktujemy książkę – poczuć świat mocniej – to do mnie przemawia bardzo. 🙂

  • Odpowiedz Październik 26, 2014

    kasia z malinowych

    Odkąd poznałam litery zostałam ‚”pożeraczem” książek.Wyczytałam wszystkie tak zwane pozycje ze szkolnej biblioteki dla mojego przedziału wiekowego oczywiście.Zaczytywałam się w bajkach, baśniach B. Leśmian ” Klechdy sezamowe”, „Księga tysiąca i jednej nocy” bracia Grimm,Christian Andersen i wiele, wiele innych których już nie pamiętam. Było to czytanie przez skórę, chłonęłam treść byłam tam w środku tej historii.
    Teraz przy moim biurku spokojnie śpi rudy pies z długimi uszami: Ferdynand Wspaniały z książki Jerzego Ludwika Kerna.
    Potem był czas na przygody, podróże: Fiedlery, Tomki,Pan Samochodzik. Czytałam na okrągło cały czas przy jedzeniu w wannie pod kołdrą z latarką.
    Młodość to okres buntu, John Irving „Świat wg Garpa”, Roth ” Kompleks Portnoya”
    Z czasem wolnych chwil na czytanie książek było coraz mniej zachwycił mnie „Egipcjanin Sinuhe” lubiłam książki archeologiczno – podróżnicze, zielarskie ” Wielka księga ziół” Lesley Bremnes oraz różnorodne kulinarne, tak książki kucharskie.
    Jaką przeczytałam ostatnio?
    Powieść była obrazowa, pełna zmysłowych przyjemności przesycona zapachami, pikantna, słodka, pełna miłości i jak o niej pisała E. Hilderbrand ” kusząca ziarnami bogato tkanego arrasu egzotycznych widoków, zapachów i smaków……czarująca niezwykle intymna powieść”.
    Dla mnie blogerki kulinarno- ziołowej było czystą przyjemnością zagłębić się bez reszty w tę cudowną powieść. Autor Richard C. Morais opisuje perypetie rywalizujących restauracji i ich desperackie zabiegi w o Gwiazdki Michelina. Mamy tu świat dwóch odmiennych kultur Indii i Francji . Przy tym wciągająca historia głównego bohatera i jego kulinarne przygody podczas wędrówki od Bombaju przez Londyn , francuski Lumier wreszcie Paryż.
    Poznałam zapach aromatycznej machli ka sam – ryby w sosie curry, kontrowersyjne lubuli- lumbuli jądra młodych byczków nadziewane orzeszkami piniowymi, oprószone nasionami kopru włoskiego następnie zapiekane w piecu. Szczytem wszystkiego był przepis na szczura nacieranego oliwką z oliwek z pokruszonymi szalotkami grillowanego na ogniu podawanego z sosem bordelaise i oczywiście klasyka kuchni francuskiej foie gras pasztet z otłuszczonych gęsich wątróbek. Takie potrawy jada ludzkość….Wolę już roślinne korzonki….Pewnie nie zgadniecie w jakim kraju jadano bycze jądra i szczury? Odkryłam również moje ulubione słodkości nie znane w Polsce pistacjowe magdalenki i anyżkowe ciasteczka.
    Gotowanie, kuchnia to ogromna różnorodność, to potężny tygiel w którym parują fantazja i kreatywność kucharzy, mieszają się różnorodne smaki. To precyzyjnie napisane przepisy, pieczołowitość wykonania by potrawa zachwyciła jedzącego lub autorskie przygotowanie potrawy z tego co akurat mamy pod ręką i to jest równie pyszne.
    Z przyjemnością przeczytałam” Podróż na sto stóp”. Miło jest potem wrócić do własnych garów i zrobić tradycyjne kopytka…ziemniaczane oczywiście.
    Zapraszam na bloga http://malinowe-ogrody.blogspot.com/

    • Odpowiedz Październik 27, 2014

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Kasiu, miło cię poznać jako osobę uwielbiającą świat książek. Witaj w klubie „pożeraczy liter”. 😉 Bardzo ci dziękuję za przyjemność przeczytanuia twojej wypowiedzi. 🙂

  • Odpowiedz Październik 23, 2014

    AfterKorpo

    Khaled Hosseini „Chłopiec z latawcem” Najpiękniejsza książka o przyjaźni jaką dotychczas czytałam. Polecam!

  • Odpowiedz Październik 21, 2014

    fraglesi

    Czytam pasjami. Prawie sto książek rocznie, podnosząc w mozole średnią za analfabetów (wtórnych).
    Polecam książki Pawła Huelle, a zwłaszcza jedną, nie ukrywam moją ulubioną – „Mercedes Benz, z listów do Hrabala”.
    Dostałem przypadkiem, na imieniny od kogoś w pracy, bo miałem starego mercedesa. Przeczytałem, odłożyłem na parę lat, nie zachwyciłem się. Musiałem do niej dojrzeć. Parę lat później przeczytałem ponownie i co pewien czas czytam w kółko. Kończę i zaczynam od nowa.
    Od niej zacząłem też przygodę z Panem Bohumilem. Polecam i książkę Huellego i rzecz jasna książki Hrabala.

    • Odpowiedz Październik 21, 2014

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Dzięki za polecenie „Mercedesa”, nie czytałam, ale znam „Waisera Dawidka” i jego atmosferę niepokoju, tajemnicy, czegoś niedopowiedzianego. Silnym skojarzeniem jest dla mnie obraz filmowy „Piknik nad wiszącą skałą”. Hrabala też nie znam i chętnie skorzystam z twojego polecenia. Książką, która ja czytam od nowa, w kółko jest „Potęga teraźniejszości”, ale to wynika chyba z mojego zbyt rozemocjonowanego wnętrza – dzięki Tollemu z powrotem wpływam na wody oceanu. 🙂 Pozdrawiam cię i cieszę się, że trafiłeś do mnie. 🙂

      • Odpowiedz Październik 21, 2014

        fraglesi

        Polecam też innego gdańskiego pisarza – Stefana Chwina.

  • Odpowiedz Październik 21, 2014

    Koronkowa Komandoska ;-)

    Uczyłam się czytać na „Kopciuszku”.
    „Opowieści z Narni” to cykl który czytałam pierwszy raz w podstawówce, i wciąż do niego wracam. Ukochane książki.
    Pamiętam, gdy zamiast czytać wszystkie „Anie” po kolei, zatrzymałam się na drugiej (zjeżyła mnie jej egzaltacja) i przerzuciłam się na Winnetou… i całą resztę książek Karola Maya. Wciągałam wszystko po kolei, co tydzień nowa. Aż kiedyś pani w bibliotece szkolnej mi powiedziała, że mam przestać czytać książki dla chłopaków (bo jeszcze po drodze był cykl „Pan Samochodzik i..”) i znaleźć sobie coś innego. Poczułam się oburzona takim ograniczaniem i od tego dnia do końca roku szkolnego się w bibliotece nie zjawiłam. A co. Mało to bibliotek w okolicy? „Winnetou” już nie jest moją ulubioną książką, ale zabrała mi kawałek serca, bo trafiłam na nią w dobrym momencie. I zostawiła po sobie tęsknotę za otwartymi przestrzeniami i miłość do koni.
    Lubię czytać literaturę dla młodzieży, bo jest taka w sumie bezproblemowa. Przyjemna. A przecież po to czytam, żeby odpocząć, a nie utrapiać się jeszcze nie wiadomo czym. Chociaż „Igrzyska śmierci” to podobno też młodzieżowa…Ostatnio pokochałam cykl „Zwiadowcy” J.Flanagana. To już w zasadzie fantastyka, a fantastykę też kocham. Tolkiena pierwszy raz czytałam tuż przed maturą. Bo kto by tam lektury powtarzał 😉 I to też był na niego dobry czas.
    Z fantastyki do której z przyjemnością wróciłam i nie rozczarowałam się (a to mi się zdarza, z upływem czasu zaczynam zauważać w książkach coś irytującego i już mnie od nich odrzuca ) – przypomina mi się cykl 3 książki Pilipiuka „Kuzynki”, „Księżniczka” i „Dziedziczki” (akcja współcześnie w Krakowie), albo „Tkacz iluzji” i kolejne z cyklu Ewy Białołęckiej. Dziwna książka – „Miejsce początku” Ursula K. Le Guin, albo „Bracia Lwie Serce” Astrid Lindgren – zostawiają dziwny nastrój. Skoro lubisz Krainę Chichów i inne Carolla, to myślę, że fantastyka powinna ci się spodobać.
    Przypomina mi się jeszcze „Chłopiec z Salskich Stepów”-Igor Newerly, oraz „Kaj znów się śmieje” -Hartmut Gagelmann – to już inna tematyka. Jeszcze „Wantule”,”Dujawica”,”Owcze ścieżki” – Marii Kann. „Dwa lata wakacji” i „Tajemnicza wyspa” Verne (bo pozostałe już nie bardzo, przeczytałam dawno temu z przyjemnością, ale do powrotów się jak dla mnie nie nadają)
    I pewnie jeszcze wiele innych.
    Aaa jeszcze mogę polecić pierwszą część cyklu J.M.Auel „Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego”. Kolejne – co jedna to trochę gorsza, ale wszystkie mają sporo wspólnego z ziołami, chociaż to fantastyka przygodowa w epoce lodowcowej osadzona.
    A wspominałam o książkach Chmielewskiej, jak chcę się pośmiać? Im starsze, tym lepsze.
    …Dobrze, kończę… 😉
    Miłej lektury!

    • Odpowiedz Październik 21, 2014

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Też uwielbiałam czytać literaturę dla młodzieży, ale „Anie” zaliczyłam, również „Pana Samochodzika” i „Tomki”, książki wojenne, więc chyba mnie trochę pomieszała matka Natura. Masz rację, przy tego rodzaju książkach cudownie się odpoczywa, dlatego też zaliczyłam kiedyś Harrego Pottera. Jeśli lubiłaś Winnetou, to świetna jest też seria Curwooda :”Łowcy wilków”, „Łowcy złota” i dopisana przez jego tłumaczkę 3 część: „Łowcy przygód”. Teraz doskonale mi się odpoczywa przy książkach obyczajowo-kryminalnych, takich, gdzie jest mało trupów, dużo życia i tajemnica. Doskonałe pisze Ch. Link. Śmieszne krymianły i panią Chmielewską uwielbiam, mam też w koszyku przygotowane już zamówienie na odkrytą przeze mnie pisarkę amerykańską
      Janet Evanovich i jej bohaterkę S. Plum – mam wrażenie, że będzie to coś na podobieństwo Chmielewskiej. Dam znać. 🙂 Bardzo się cieszę z twojego udziału i poznania bliższego. Miłego dnia ci życzę Koronkowa Komandosko. 🙂

  • Odpowiedz Październik 20, 2014

    Ptasiek

    Gdy skończył się sezon turystyczny, to ja dopiero wtedy zaczynam wędrówki. Na przykład w tym tygodniu byłem na spływie kajakowym po szlaku „Krutynia”. Super sprawa, dzikie tereny i prawie żadnej żywej duszy na ogromnym terenie.

    Z książek polecam Franky Furbo oraz Ptasiek, obie autorstwa Williama Whartona.

    • Odpowiedz Październik 20, 2014

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Ja z kolei byłam przed sezonem turystycznym na wypoczynku, też polecam – dużo świeżej zieleni, mało turystów. Bardzo lubię tego rodzaju wypoczynki, bez promenady. 😉 Whartona również cenię, obydwie pozycje czytałam, zaskoczyły mnie „Wieści” i to, jak bardzo różnie można widzieć świat. Dziękuję ci bardzo. 🙂

  • Odpowiedz Październik 20, 2014

    Niemięsojadka

    Ohh, książki… Ten kto ich nie kocha, bardzo wiele traci. Ja czytam „od zawsze”. Kiedy pomyślę o mojej Babci, to widzę ją siedzącą w fotelu z książką, widzę ją jedzącą obiad nad książką lub siedzącą na balkonie zatopioną w lekturze. Kiedy pomyślę o mojej Mamie to widzę jej pokój i półki uginające się pod ciężarem książek i Mamę siedzącą i czytającą przy lampce do późnej nocy. Obie czytały różne książki: Babcia pochłaniała biblioteczne zbiory (pomijała tanie romansidła i tandetne „kryminałki”, tak je nazywała), Mama- w związku z zawodem- do tej pory gromadzi książki o tematyce medycznej, czyta biografie i kocha książki kucharskie. A ja? Zanim jeszcze nauczyłam się czytać, Babcia przynosiła mi nagrane na kasety książki czytane przez lektora. Potrafiłam je przewijać i słuchać wiele, wiele razy. Często przy śniadaniu lub obiedzie, gdy Mama była jeszcze na dyżurze, siadałyśmy z Babcią przy jednym stole naprzeciwko siebie, nakładałyśmy na talerze jedzenie i każda zasłaniała się swoją książką.”Oh!”, „mmm”, „hmmm” można było usłyszeć z obu końców stołu 🙂 Każda przeżywała treść książki po swojemu. Urocze chwile! Mając 5 lat dostałam od Babci książkę, którą mam w głowie do dziś. „Historia żółtej ciżemki”. Nie wiem, jak to możliwe, ale wiele sytuacji z życia głównego bohatera, Wawrzka, jest i moim życiem. Tak jak on zostałam rzeźbiarzem, zrobiłam dyplom na snycerstwie artystycznym. Tak jak on wyruszyłam w świat i tam uczyłam się życia. Tak jak on wzruszona wracałam do rodzinnego domu z dalekich krajów. Do tej pory zawsze, gdy jestem w Krakowie idę do kościoła Mariackiego, kupuję bilet uprawniający do wejścia i oglądania ołtarza Mistrza Wita Stwosza. Po prostu siedzę, oglądam i przypominam sobie treść książki. Czuję się wtedy czarodziejsko, jakbym nagle wpadła w pętlę czasową i wróciła do dnia, gdy dostałam „Historię…”.
    W cielęcych latach szkoły podstawowej podróżowałam razem z Tomkiem, „dzieckiem” Alfreda Szklarskiego. Nie opuściłam żadnej części. Może wtedy odezwała się we mnie nuta podróżnika odziedziczona po ojcu marynarzu?
    Do dziś, niezmiennie kocham „Dzieci z Bullerbyn” (i znów pętla: uczyłam się szwedzkiego i norweskiego), „Anię z Zielonego Wzgórza”, i „Krzyżaków”. Kiedy miałam lat mniej więcej 12, mój czytający Wujo (syn czytającej Babci) dał mi Sagę Wiedźmińską pióra Mistrza Sapkowskiego. Wsiąkłam. Jestem w stanie cytować całe fragmenty. Możesz nie uwierzyć, ale moje życie znów splata się z życiem bohaterów Sagi. W dniu, gdy zdałam maturę z historii pierwsze, co zrobiłam po otrzymaniu oceny pobiegłam do Empiku po trzecią część Trylogii Husyckiej, „Lux Perpetua” (także Sapkowski).
    Dziś kocham biografie: patrzę na półkę i widzę książki opisujące życie Haliny Poświatowskiej, Wisławy Szymborskiej, Zdzisława i Tomasza Beksińskich, Michaliny Wisłockiej…to tylko część, naprawdę.
    Uwielbiam „Krainę Chichów”, „Cień wiatru”, „My, dzieci z dworca ZOO”, a od trzech lat na mojej półce przybywa książek kucharskich. Kocham moją encyklopedię ziół „Zioła z apteki natury”, „Pyszne chwasty”, książki o diecie Pięciu Przemian. Naprawdę w tej chwili ich nie zliczę, ale bardzo, bardzo je wszystkie kocham i jestem do nich ogromnie przywiązana. Nie wyobrażam sobie rozstania z moimi książkami. Dobrze, że w razie czego te najważniejsze mam w głowie. Nie, nie w głowie. W sercu.
    Natomiast by tradycji rodzinnej stało się zadość, mój -od czterech lat- mąż też czyta. Poznaliśmy się w ten sposób, że pożyczyłam mu do przeczytania książkę, antologię pisarzy fantasy. I tak zostaliśmy razem na zawsze. Z Mężem i książkami.
    Ściskam mocno,
    Joanna

    • Odpowiedz Październik 20, 2014

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Och, Joasiu, tak pięknie opisałaś swoje czytelnictwo. Kolejna bratnia dusza znaleziona w ogólnie dostępnej przestrzeni. Historią żółtej ciżemki też się zachwyciłam jako dziecko. Pamiętam też „Wiatrak prof Biedronki – to było o życiu w naturze i popatrz – jestem w naturze, pośród wzgórz i lasów. Kochałam opowieści Curwooda, wiecznego trapera, który zamykał swoje obserwacje natury w postaciach wilczycy, niedźwiedzia i innych zwierząt. Nie czytało się tego jak kryminał, ale naprawdę wciągało. „Anie” i „Tomki” też przerabiałam i to wszystkie części. Ale nigdy nie sięgnęłam do literatury fantastycznej, którą ty widzę polecasz. Chętnie więc po nią sięgnę, spróbuję jeszcze raz. 🙂
      Mam podobny stosunek do książek, ogromnie emocjonalny i nie lubię ich pożyczać, a w nowym domu mają nawet swoją przestrzeń, którą zwiemy czytelnią. 😉

      • Odpowiedz Październik 20, 2014

        Niemięsojadka

        Ja lubię fantastykę ale taką…hmm, jak by to powiedzieć, swojską. Czytam przede wszystkim polską fantastykę, a Saga Wiedźmińska jest mi szczególnie bliska bo, ach miłość, ach rozstania, ach spotkania, ach intryga… A wszystko to składa się tak cudnie jak piękne puzzle. Zapomniałam jeszcze o kryminalnej trylogii Stiega Larssona, której pierwszą część kupiłam całkiem przypadkiem podczas…ups, podróży poślubnej! Kilkusetstronicową knigę pochłonęłam w trzy dni. Dwa kolejne tomy podobnie szybko. Też jest niezwykła, choć współczesna. To wszystko dzieli się na takie etapy…każda książka jest ważna w danej chwili. Ja także nie lubię pożyczać książek, mam za to zwyczaj…pisać i bazgrać po książkach. Podkreślam cytaty, które akurat mnie ujęły lub sceny. Mam taką ulubioną scenę z książki „Zbójecki gościniec”: „Więc kiedy wjechali na most, pod czarno-zieloną chorągwią i znakami Karuat, i kiedy wreszcie ją zobaczył- rozwiane włosy na schodach, zakasana suknia, szybki tupot nóg- ludzi krzyczeli wokół, a ona biegła, jak jeszcze nigdy w życiu nie biegła do żadnego mężczyzny. Śmiech i szloch jednocześnie, kiedy całowali się na dziedzińcu, bezwstydnie, na oczach wszystkich- nic nie mów, proszę, nic nie mów, nie myślałam, że można tak czekać, czekać i pragnąć aż tak, do utraty tchu, do zatracenia. I później- dwa puste miejsca na uczcie, miejsce, do których spełniano toasty, i smugi światła pod okiennicami, i twoje spojrzenie spod ledwo uchylonych powiek. I już wiem, że oddałabym…oddałabym wszystko,…ale wszystko zostało zabrane już dawno temu”.
        Porusza mnie za każdym razem, gdy wracam do tych opowieści.
        Lubię notować, gdzie czytałam. Na przykład otwieram książkę i znajduję podpis: „W autobusie nr 38 w drodze do pracy, wrzesień 2009”, albo: „Leżę w parku i czytam, maj 2006” lub: „Przebierając niecierpliwie nogami staram się czytać, lotnisko w L., drugi powrót do domu, grudzień 2006”.
        Mam taką przypadłość, że pamiętam „obrazy” wspomnień, czyli patrząc na wpis w książce dokładnie pamiętam, co działo się gdy czytałam: czy miałam urwane kółko w walizce, czy padał deszcz i kto wtedy miał najpiękniejszy szalik świata.
        Te moje światy: książkowy i ten, w którym żyję, naprawdę się przeplatają. Fajne uczucie 🙂
        Uściski 🙂

        • Odpowiedz Październik 21, 2014

          Małgorzata Kaczmarczyk

          Stiega Larssona też uwielbiam i podobnie jak ty ukończyłam je w kilka dni. Co zrobić, kiedy zakończenie jednego rozdziału zmusza do przeczytania następnego. 😉 Jeśli lubisz takie książki, to polecam ci też Ch. Mink, na pewno „Dom sióstr”. Na fantastykę skusiła mnie „Gra o tron”, to jedyne, co mogłabym spróbować – piękne, wielowarstwowe, tylko w sumie kilka tysięcy stron, na razie się nie da. 🙂 I cieszę się, że twój książkowy świat jest podobnie zwariowany jak mój, nie słyszałam, żeby robić notatki na stronicach, notatki, które są śladem naszego życia. To piękne. Ja zaznaczam ładne zdania i powtarzam je w myślach. Przyczepiają się do mnie, tworzą drugą skórę. Taka nasza wrażliwość. 🙂 Miłego dnia.

Zostaw odpowiedź