Zielone pomidory – gąszcz i konfitura

konfitura z zielonych pomidorów

Uwielbiam wszelkie przetwórstwo, nie tylko ziołowe, również jarzynowo-owocowe. Czas zbliżającego się końca lata budzi we mnie chęć zamykania cudownych smaków w słoikach i gdy już je tak ustawię na półce w piwnicy, popatrzę, jak lśnią w ciemnościach, to wiem, że jestem przygotowana do pięknego czasu jesieni i zimy, zagrzebywania się w kocu, popijania herbaty fermentowanej lub kombuchy i czegoś, co kocham najmocniej – czytania książek. Oczywiście to tylko takie marzenia, bo jednak niewiele jest takich dni, kiedy oddaję się słodkiemu byciu z sobą. Pomysły często wpadają mi do głowy i chcę je realizować, żeby nie uciekły. 😉

Ten post będzie krótki z samym przepisem, bo przejrzałam ostatnio moje artykuły i stwierdziłam, że są zbyt długie. Kocham pisać, ale może nie wszyscy kochają czytać? Tak więc oto proszę – najkrótszy post o zielonych pomidorach. Istotę rzekomo niejadalnych zielonych pomidorów wyjaśniła na swoim blogu Gosia klik, zajmę się więc tylko samym przetwórstwem.

Konfitura z zielonych pomidorów i jarzębiny

konfitura z zielonych pomidorów

 

Dodaję do wielu przetworów jarzębiny, gdyż podkreśla smak konfitur, soków, gąszczy – wystarczy 10-15%. Możesz dodawać całe owoce, możesz zamrozić przecier jarzębinowy w foremkach silikonowych i dodawać w takiej postaci. Ten sposób jest bardziej wskazany wówczas, gdy nie lubisz jarzębinowej goryczki z całych owoców, zmiksowanych nie będzie już czuć.

70 dag pokrojonych na ósemki zielonych pomidorów

100 ml wody

100 ml cukru brązowego, ja używam Demerara

100 ml jarzębin – kulek lub 1-2 łyżki przecieru jarzębinowego

1-2 łyżki masła brązowego

Na patelni lub w garnku zagotuj wodę z cukrem, na syrop wrzuć ósemki zielonych pomidorów i jarzębinowe kulki. Jeśli użyjesz przecieru jarzębinowego, dorzuć go na samym końcu robienia konfitury. Smaż do czasu, gdy zniknie woda, na zdjęciu widać właściwą konsystencję. Dodaj masła brązowego, wymieszaj, przełóż do słoików i zapasteryzuj przez 5 – 7 minut małe słoiki (pojemność około 140 ml), większe (pojemność około 220 ml) przez 10 minut. Jeśli wkładasz do słoików gorącą konfiturę, nie musisz pasteryzować. Słoiki powinny być czyste, wyparzone lub umyte w zmywarce, w temperaturze 65 st. C. Możesz też zjeść od razu, na drugi dzień jest smaczniejsza. Ilość cukru jest oczywiście do modyfikacji.  Najpierw zrobiłam z 200 ml cukru, była zbyt słodka.

Konfiturę możesz też zblendować i jeść w takiej postaci lub przygotować z niej gąszcz jako dodatek do kanapek, sera, wędliny.

Gąszcz z zielonych pomidorów

Zblenduj konfiturę z 1/3 łyżeczki ubitych w moździerzu ziaren kolendry i 1/3 łyżeczki papryki chili, kilkoma listkami szałwii, wymieszaj. To jest naprawdę pyszne, a może tylko nam się tak wydawało. 🙂 Zjedliśmy ją na kanapce z serem długodojrzewającym albo po prostu żółtym.

Masło brązowe

masło brązowe

Jest to masło używane w kuchni francuskiej do doprawiania jarzyn, mięsa, pieczenia – na przykład „Magdalenek”, „Financier”. Znane jako beurre noisette, czyli masło z orzechów laskowych. Nazwa pochodzi zapewne stąd, że w trakcie jego przygotowywania czuć zapach podobny do orzechów. Masło brązowe robi się podobnie jak klarowane, ale można go wykonać zdecydowanie szybciej.

1-2 łyżki masła top w małym rondelku na średnim ogniu, ale takim, by się nie przypalało. Nie odchodź od garnuszka, mieszaj. Zaczną na dno opadać wytrącone białka i zmieniać kolor na brązowy, tłuszcz będzie się stawał złocisty. Gdy poczujesz inny, bardziej orzechowy zapach, to czas, by zdjąć garnuszek z ognia. W takiej postaci dodaj do konfitury, czy innych prób kulinarnych. Cały czas mam ochotę spróbować zrobić masło brązowe do lodów i zapominam o tym. Można też na jego bazie zrobić pyszny sos. Jego istotę tworzy wymieszanie opadających drobinek z tłuszczem, a nie odsuwanie ich, jak w przypadku klarowanego. Jeśli polubisz smak masła brązowego, to zrób go więcej i przechowuj w lodówce.

I udało mi się napisać krótko. 😉 Miłego dnia z pomidorami lub innymi jarzynami, owocami. Koniecznie spróbuj dodatku masła brązowego i odrobiny jarzębiny. Na mnie czeka aronia u sąsiada. To niezwykła roślina, możesz o niej poczytać tutaj. Będę zamykać antocyjany w nalewce. 😀 Jeśli możesz podzielić się swoimi odkryciami kulinarnymi, to jest na to miejsce w komentarzach – zapraszam serdecznie.

aronia

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się na następne. Prześlij go znajomym, możesz też pomyśleć o subskrypcji. Dzięki darmowej prenumeracie będziesz mieć dostęp do aktualności.

4 komentarze

  • Odpowiedz Sierpień 19, 2016

    Ola

    Zrobione 😊

  • Odpowiedz Sierpień 17, 2016

    hajduczek

    Małgosiu, jak pięknie to wszystko opisałaś! Czyta się i ogląda z przyjemnością, robiłoby się pewnie z jeszcze większą przyjemnością, a tu czasu ciągle brak… Może zrobię gąszcz za rok?

    Pozdrawiam 🙂

Zostaw odpowiedź