Szampon z mydlnicy i mąki ziemniaczanej

szampon z mydlnicy

Zamierzam troszeczkę więcej poświęcić się kosmetyce. Dane mi było ostatnio wiele wypróbować w tym temacie i chciałabym się podzielić swymi doświadczeniami i oczywiście zebrać wasze w komentarzach, jeśli mogę o to prosić. Co jakiś czas będą się pojawiać posty dotyczące pielęgnacji skóry i włosów.

Włosy to mój ulubiony temat, ponieważ mam problem ze swędzącą skórą i – ze względu na twardą wodę tutaj – z jej przesuszeniem, co nieuchronnie prowadzi do zablokowania mieszków włosowych poprzez nadmiernie narastający naskórek. Włosy stają się źle odżywione i zaczynają wypadać. To zmora nie tylko dla ubytku ale i ciągłego zatykania spływu.

Niestety nie toleruję szamponów sklepowych, które powodują w moim przypadku łupież i większy świąd. Ostatnio odkryłam jednego ze sprawców tego stanu. Zrobiłam sobie szampon z korzenia mydlnicy i zagęściłam go gumą ksantanową. Owszem, zagęściło mój szampon doskonale, ale głowa swędziała. Zdesperowana tematem mycia odciągałam zabiegi higieniczne na głowie, a przy suchych włosach jest to bardzo łatwe. W końcu zagęściłam sobie odwar z mydlnicy poczciwą, teraz twierdzę, że wręcz niezastapioną mąką ziemniaczaną. Rewelacja.

Mąka ziemniaczana to skrobia, w ziemniakach jest jej około 10-20%, stosunkowo niewiele, ryż na przykład ma bardzo wysoką zawartość skrobi – do 70%. Skrobia ma działanie łagodzące, jako kisiel dobrze nawilża, jako puder lekko wysusza i matowi. Z tego względu można ją zastosować jako składnik pudru na twarz, dodawać do maseczek, no i oczywiście do szamponu.

Możesz też samemu zrobić własną mąkę ziemniaczaną. Zetrzyj ziemniaki, zostaw na 2-3 godziny – na dnie zgromadzi się biała maź, na górze zobaczysz kolor lekko różowy. Zbierz to, co jest na górze, powinna ci zostać w misce sama biała maź, dodaj do niej wody, odstaw na 2 godziny, zlej z góry wodę, ponownie zalej wodą, zamieszaj – to proces klarowania mąki ziemniaczanej. Odlej wodę, gdy skrobia osiądzie na dnie, rozłóż na papierze do pieczenia, połóż przy kaloryferze. Co jakiś czas czystymi palcami przesypuj mąkę. gdy całkowicie wyschnie, przełóż do szklanego, czystego pojemnika szklanego. Otrzymałeś mąkę bez konserwantów, antyzbrylaczy.

Takiej mąki możesz też użyć jako suchy szampon do włosów, w sytuacji, gdy nie masz czasu na mycie, a musisz dobrze wyglądać. Wystarczy, gdy będziesz przecierać mąką włosy, zwłaszcza u nasady – ona sprawi też, że włosy staną się bardziej puszyste.Jest on dobry dla każdego rodzaju włosów z wyjątkiem koloru czarnego i brązowego – niestety drobinki mąki są widoczne na kolorach ciemniejszych.

Szampon z mydlnicy – nawilżający

czubata łyżka korzenia mydlnicy/orzechów piorących – zawierają saponiny czyszczące

łyżka zmiksowanych pąków i cienkich gałązek brzozy

garść kwiatu lipy – wykorzystaj inne zioła nawilżające – korzeń i liście prawoślazu, podbiału, żywokostu, babki lancetowatej, kwiatu malwy

czubata łyżeczka mąki ziemniaczanej – nawilża i wycisza skórę

250 ml wody

łyżka glicerytu z lepiężnika – jeśli masz, możesz też użyć innego glicerytu, dobrego dla twoich potrzeb lub czystej gliceryny

 

1. Mydlnicę – Saponaria officinalis –  zalej wrzątkiem i utrzymuj w stanie wrzenia przez 20 minut.

2. Dorzuć rozdrobnione gałązki i pączki brzozy, utrzymuj w stanie wrzenia 5-7 minut.

3. Na koniec dorzuć kwiat lipy lub inne wybrane przez ciebie zioła, zgaś, przykryj na 15 minut. Przecedź.

4. Zmierz ilość uzyskanego odwaru – powinno być 200 ml, jeśli nie ma, to przepłucz odcedzone zioła odrobiną wody i dodaj do odwaru.

5. Odwar wlej do garnka i podgrzewaj. Łyżeczkę mąki ziemniaczanej wymieszaj z odrobiną wody zimnej i wlej do odwaru ziołowego, mieszaj. Lepiej jest wlać mąkę ziemniaczaną do ciepłego odwaru i mieszać do oznak zagęstnienia niż wlewać do wrzątku. Ten sposób pozwala na ugotowanie kisielu bez klusek.

6. Przelej szampon do słoiczka, gdy ostygnie, dodaj łyżkę glicerytu, zakręć, wymieszaj.

Oczywiście możesz zrobić szampon z samego korzenia mydlnicy, najlepiej w większej ilości.

Gliceryt lepiężnikowy zrobisz zalewając gliceryną rozdrobnione liście lepiężnika (już niedługo się pojawią) w stosunku 1:1. Wcześniej masę roślinną skrop alkoholem i odstaw pod przykryciem w ciepłe miejsce na godzinę. Gliceryt przefiltruj po 2-3 tygodniach. Lepiężnik ułatwia pozbycie się alergii, zamiennie możesz użyć rumianku, żyworódki.

Pączki brzozy mają działanie przeciwzapalne na skórę, stosuje się je przy wypadaniu włosów, braku połysku. Zamiennie możesz użyć młodych liści brzozy. klik

Mydlnica lekarska zawiera kilka procent saponin, stąd jej właściwości czyszczące, dawniej używano jej do produkcji mydlika, którym usuwano tłuszcz z wełny pochodzącej z runa owiec. Kisiel mydlnicowy możesz również używać do mycia ciała, jeśli nie tolerujesz mydła, ale w takim przypadku koniecznie dodaj konserwantu – DHA BA lub zawierającego phenoxyetanol.

 

Sposoby na zakonserwowanie szamponu ziołowego

1. Dodaj kilkanaście kropli konserwantu, np DHA BA, zakupisz go (lub inny wybrany przez siebie w sklepie internetowym z półproduktami kosmetycznymi).

2. Zamroź w pojemnikach plastikowych porcje szamponu.

Ja wybrałam opcję z mrożeniem szamponu. Produkuję litr szamponu i zamrażam go na 6 myć włosów w pojemnikach plastikowych po jogurcie greckim, na które zakładam folię i zakręcam recepturką.

Jak myć włosy?

1. Najpierw włosy zwilżam, nakładam szampon, mieszam z włosami, spłukuję.

2. Nakładam drugi raz, masuję włosy i skórę głowy. Spłukuję.

3. Spłukuję wodą z octem, którą wcieram w skórę głowy.  Zawijam ręcznik na włosy.

4. Włosy suszę dopiero po półgodzinnym spacerze po domu z turbanem na głowie, dzięki czemu są już częściowo suche i nie muszę używać mocnego nawiewu suszarki. Delikatnie podsuszam.

Ocet ziołowy do spłukiwania włosów i wcierania w skórę

ocet do płukania włosów

Macerat octowy do płukania włosów.

Szczególną uwagę poświęcam też octowi do płukania włosów, który jest konieczny ze względu na przywrócenie lekko kwaśnego ph włosów, ułatwia rozczesywanie. Włosy nie pachną octem, zapach szybko wietrzeje. 2 łyżki octu mieszam z litrem ciepłej wody. Obok zawsze mam pojemnik z maceratem octowym, który wcieram po spłukaniu w skórę. Używam do jego produkcji ziół na wypadanie włosów, pobudzenie ukrwienia i odżywiających. Szerzej omówię ten temat, gdy zacznę produkować wcierki do włosów. Teraz tylko sygnalizuję. Do maceracji ziół używam mocnego octu. Jeśli robicie octy, to na pewno taki też się wam przydarzył, jeśli nie, to w ostateczności możesz użyć octu spożywczego. Wysoka procentowość octu sprzyja zwiększonej ekstrakcji związków czynnych z surowca. Ocet na zdjęciu ma w sobie zatopione pączki brzóz i lipy, płatki nagietka i liście prawoślazu.

  1. Rozdrobnij zioła, skrop obficie alkoholem 40% (2 łyżki na 150 ml masy ziołowej). Odstaw w zamkniętym słoiczku w ciepłe, ciemne miejsce na godzinę.
  2. Zalej gorącym octem masę roślinną. Odstaw w miejsce ciemne, ciepłe. Codziennie wstrząśnij, po 2 tygodniach przefiltruj. Taki macerat służy mi do dwóch czynności pielęgnacyjnych:
  • Dodaję 2 łyżki na litr wody do płukania włosów.
  • Po wypłukaniu wcieram w skórę włosów ocet naniesiony przez palce.

Jeśli ściągasz wodę z brzóz, to użyj jej do płukania włosów, lekko zakwaś octem lub sokiem z cytryny. Włosy po takiej płukance są wyjątkowo piękne, lśniące i sprężyste.

Jeśli interesuje was temat włosów, to zapraszam do wcześniejszych artykułów:

Żeby łatwo się układały klik

Żeby lśniły klik

Żeby ich było więcej klik

O-krasnoludkach2

Zdjęcie: wikipedia.org

U mnie ciągle zima, posyłam więc obrazek z nadejściem pani Wiosny – piękną ilustrację J. Szancera do bajki  „O krasnoludkach i sierotce Marysi” M. Konopnickiej. Czy ktoś ją jeszcze pamięta? I przepiękne ilustracje Jana Szancera?

Czy to bajka, czy nie bajka,

Myślcie sobie, jak tam chcecie.

A ja przecież wam powiadam:

Krasnoludki są na świecie!

I tyle mam do powiedzenia na temat krasnoludków. 🙂

 

 

Jeśli nie masz czasu, dostępu do ziół lub z innych powodów jest ci wygodniej zakupić gotowy produkt, to zapraszam do mojego sklepu internetowego, możesz w nim kupić niektóre opisywane przeze mnie produkty. Sklep tutaj.

 

 

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się na następne. Prześlij go znajomym, możesz też pomyśleć o subskrypcji. Dzięki darmowej prenumeracie będziesz mieć dostęp do aktualności.

21 komentarzy

  • Odpowiedz Listopad 20, 2016

    Marta

    Pani Małgosiu
    Czytam Pani blog, bo mam teraz więcej czasu i mam pytanie o mikstury na wypadające i przetłuszczające się włosy. Myję włosy codziennie i mam na to mało czasu więc suszę suszarką. Na siwe włosy używam basmy, bo boję się, że po farbie wypadną do reszty. Borykam się z tym problemem od młodości. Próbowałam różnych lekarstw i sposobów, aż w końcu pogodziłam się z tym i cieszę się, że nie wypadły zupełnie. Martwię się jednak o córkę, która zaczyna mieć ten sam problem. Chciałabym jej pomóc, aby nie musiała myć głowy codziennie, a nieraz nawet dwa razy jak wieczorem gdzieś wychodzi i by miała ładne włosy.

    • Na włosy przetłuszczające się dobre są zioła: kłącze tataraku, suszona pokrzywa, lawenda, tymianek, pączki i kwiaty olchy, wierzby, leszczyny, brzozy. Najpierw trzeba zapanować nad tłuszczeniem się włosów, bo to może być przyczyną wypadania. Do szamponów warto też dodać czegoś, co pobudzi ukrwienie skóry, by cebulki włosowe mogły się odżywiać, np rozmarynu. Może na początek spróbujesz szamponu dziegciowego (dziegieć jest również doskonały na przetłuszczenia). Można też wcierać na kilka godzin przed myciem olej rokitnikowy z dobrego źródła, najlepiej rosyjski.

  • Odpowiedz Sierpień 31, 2016

    Joanna

    Witam,
    chciałam zapytać, co takiego robi z mieszanką dodatek gliceryny, czy można jej nie dodawać lub ewentualnie czymś ją zastąpić. Coraz częściej mówi się o ciemnej stronie gliceryny, czyli o zatykaniu przez nią porów skóry…

    • Odpowiedz Sierpień 31, 2016

      Joanna

      Doprecyzuję moje pytanie – zależałoby mi na zastosowaniu lepiężnika, bo ten jest rzeczywiście cudownym zielem – używam intraktu z jego korzeni na silne bóle migrenowe i jest to jedyny jak dotąd środek, który mi rzeczywiście pomaga. Z opisów wiem, że równie dobroczynnie działa w przypadkach problemów skórnych, lecząc nawet atopowe zapalenie. Dlatego proponowane tutaj wykorzystanie go w szamponie to świetny pomysł. Tylko ten gliceryd… na to się chyba nie zdecyduję. Dlaczego gliceryd, a nie sam lepiężnik? Do czego potrzebna jest tu gliceryna?

      • Odpowiedz Sierpień 31, 2016

        Małgorzata Kaczmarczyk

        Oczywiście ze nie musi to być gliceryt lepiężnikowy – dla mnie jest wygodne topienie ziół w glicerynie. Możesz po prostu zagotować rozdrobnione liście lepiężnika lub korzeń. 🙂

    • Odpowiedz Sierpień 31, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Można nie dodawać gliceryny. Ja dodaję glicerytów, czyli ekstraktów glicerynowych z ziołami. Dodatek gliceryny powoduje lepsze nawilżenie, co jest dosyć istotne w przypadku włosów suchych, farbowanych.

  • Odpowiedz Marzec 25, 2016

    ashma

    Z nieba mi spadłyście z tymi włosowymi przepisami! Moja skóra głowy od dawna praktykuje taką suchość, że gdyby mi się włosy nie brudziły od miejskiego powietrza, pewnie mogłabym ich nigdy nie myć 😉 Swędzenie, łuszczenie i spółka podkręcane przez twardą wodę. Już się nie mogę doczekać mojego domowego szamponiku, a i Capitavit miałam w planach 🙂

    • Odpowiedz Marzec 25, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      W takim wypadku koniecznie dodawaj ślazowych roślin. Zajrzyj też do komentarzy, tam jest fajny sposób z pryskaniem włosów wywarem z kozieradki. Jeśli szampon się nie spisze, to spróbuj aptecznego Emolium, jest doskonały, ale troszkę drogi. Ciekawa jestem, jak zadziała u ciebie szampon, daj znać. 🙂

  • Odpowiedz Marzec 18, 2016

    Ifko

    Mam włosy do ramion, ciemne, kręcone. Odkąd przeprowadziłam się z Torunia do Wawy (14 lat temu) non stop mi wypadały i przestawały się kręcić – było to dla mnie ciężkie przeżycie, bo włosy były niejako moim atrybutem, znakiem rozpoznawczym.
    Dla mnie strzałem w dziesiątkę okazały się olejki – oczywiście ekologiczne, nierafinowane. Mój ukochany to jojoba (i błagam, nie wymawiajcie ‚żożoba’, bo to Meksykanin, a więc powinno się czytać z hiszpańskiego ‚hohoba’, tak samo jak papryczki ‚halapenio’). Jest niesamowity – polecam go wszystkim, którym doskwiera swędząca skóra, także przetłuszczająca się i z łupieżem. To złote panaceum na te dolegliwości. Olej jojoba jest niezwykle trwały – nie jełczeje w zasadzie w ogóle. Ma do tego wysoką temperaturę wrzenia – ok. 300 st. – i nawet w tej temperaturze nie traci właściwości. Nadaje się więc na maseczki termiczne. Doskonale przy tym nawilża (i oczywiście natłuszcza), błyskawicznie się wchłaniając, czy to w skórę, czy to we włosy.
    Jojoba przywróciła równowagę mojej skórze na głowie, a skóra to podstawa. Wtedy dodałam tincturę-wcierkę – gotowca z Herbapolu o nazwie Capitavit (doskonała relacja cena-jakość – ok. 10 zł). Przede wszystkim zawiera on wyciąg z łopianu i innych pożytecznych dla włosów roślin. Nie zawiera za to wyciągu z czarnej rzodkwi, na który ja niestety reaguję puchnięciem i łzawieniem oczu. Capitavit wcieram na zmianę z jojobą – najchętniej na 1-2 h przed myciem. Za to w weekendowy wieczór odprawiam rytuał: w skórę głowy wcieram Capitavit, a w same włosy mieszankę olejków połączonych w kąpieli wodnej (ok. 60 st.): jojoba, makadamia i kokosowy z dodatkiem kilku kropli kwasu hialuronowego i naturalnego kolagenu (jojoba swoją trwałość przenosi na inne składniki – nie trzeba konserwantu). Włosy myję dopiero rano – i takie, po tej właśnie maseczce, uwielbiam najbardziej.

    Włosy myję szamponem Silveco – najlepszy, jaki miałam. Z betuliną, bez SLS-ów, parabenów, silikonów, PEG-ów i innych ulepszaczy – totalnie ekologiczny. W ogóle uwielbiam tę firmę (zresztą polską). Czasami, gdy mam czas (niestety, szybkie życie), robię sobie płukankę po myciu z mydlnicy, bo włosy są po niej puszyste i też się ładnie kręcą.
    Zanim na włosy nałożę farbę (polecam apteczny Biokap), wcieram w nie odrobinę olejku makadamii – oprócz tego, że chroni łuski włosa, to jeszcze sprawia, że farba lepiej i dłużej się trzyma. To naprawdę niesamowite. A czy jest dobry czas na farbowanie (albo ścinanie) włosów, sprawdzam w kalendarzu księżycowym. To nie bajdy – nie muszę o tym przekonywać ogrodników. Człowiek również składa się z wody – według różnych źródeł od 60 lub 80%. Skoro księżyc ma wpływ na oceany (przypływy i odpływy), to czymże jest dla niego człowiek (‚miesiączka’ też pochodzi od starej nazwy księżyca ‚miesiąc’ – w mniej stresujących czasach, gdy ludzie żyli zgodnie z rytmem natury, menstruacje wypadały w pełnię księżyca właśnie).

    Na wiosnę z Capitavitu (jest na bazie spirytusu, więc może źle reagować na promienie słoneczne) przechodzę na lotion z kozieradki, po której włosy odrastają jak dzikie. Łyżeczkę zmielonej kozieradki zalewamy wrzątkiem i zostawiamy do naciągnięcia pod przykryciem (czyli aż wystygnie). Uwaga – brudzi (w końcu to składnik curry). Przelewamy przez bibułkę filtracyjną do pojemniczka z atomizerem i codziennie rano i wieczorem (w zależności od desperacji) „wpsikujemy” w skórę głowy i masujemy, wcierając przy tym. Kozieradka dodatkowo uniesie włosy od nasady. Taki lotion przechowujemy w lodówce nie dłużej niż tydzień. Niektórym może przeszkadzać zapach kozieradki – pieczonego kurczaczka. Dla mnie to nie problem – jestem bardziej apetyczna 🙂 Zresztą, żeby inni poczuli ten zapach, muszą naprawdę wsadzić nos w nieswoje włosy.

    Warto też pomyśleć o wsparciu „dośrodkowym” – zimą dobrze pić napary z korzeni, a na włosy (i skórę) rewelacyjnie zadziała korzeń łopianu, korzeń pokrzywy. Wiosną korzystam z regenerujących właściwości młodych liści pokrzywy. Dobry też jest skrzyp (choć zauważyłam, że po nim szybciej odrastają też włoski na nogach ;(
    Po tym, ile napisałam, widzę, ile wyczyniam wokół siebie. No ale cóż, bycie kobietą zobowiązuje 😉

    • Odpowiedz Marzec 19, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Ifko, ogromnie dziękuję ci za twój komentarz – to materiał na artykuł. 🙂 O kozieradce wiem, ja z kolei używam jej do kremu do stóp i robię z niej maseczki na twarz. Jest rzeczywiście doskonała, spróbuję z tym lotionem na włosy. A olejowania nigdy nie próbowałam, zachęciłaś mnie tym jojoba (wymawiam hohoba 😉 ). Mam w domu, to chętnie spróbuję. Z olejku kokosowego polecam ci też frakcjonowany olej kokosowy, wolę go niż normalny, jest mnie tłusty i łatwiej się wchłania. Po tych zabiegach musisz mieć piękne włosy. Ja na szczęście siwieję w minimalnym stopniu, piszę na szczęście, bo na każdą farbę, również ziołową reaguję silnym wypadaniem włosów. Mogę jedynie robić maski koloryzujące z basmy, która działa też niezmiernie odżywczo na włosy. Jeszcze raz dziękuję za piękny komentarz.

      • Odpowiedz Marzec 19, 2016

        Ifko

        To ja się cieszę, że mogłam coś dodać 🙂
        To temat-rzeka – ale przecież lubimy wodne klimaty 🙂
        Ale zaintrygowałaś mnie maseczką z kozieradki. Pozostając w kręgach curry – ja na wzór Hindusek robię sobie maseczkę z dobrej kurkumy – mieszam kurkumę z olejem arganowym, a ostatnio z odkrytą przeze mnie oliwą ozonowaną. Maseczka świetnie ożywia koloryt i naprawdę działa przeciwzmarszczkowo. Trzeba uważać, żeby ją dobrze zmyć, zwłaszcza na linii włosów. Ale warto tego zachodu dla efektu.
        Może więc połączyć oba składniki – kozieradkę i kurkumę?

        • Odpowiedz Marzec 19, 2016

          Małgorzata Kaczmarczyk

          Spróbuj, obydwa składniki są wspaniałe. ja kurkumy niestety nie mogę, mam zbyt jasną skórę, łatwo barwi się na kolor kukrkumy. Kozieradkę (zmieloną) wymieszaj z ulubionym olejem i odstaw na 24 godziny na kaloryfer (na podstawce , żeby ciepło nie uderzało bezp w olej). Potem wymieszaj z kwasem hialuronowym i kurkumą, no i działaj. 🙂

          • Marzec 19, 2016

            Ifko

            A na lato dla cery jasnej oraz fotowrażliwej genialny jest olejek z pestek malin. Ma naturalny filtr o faktorze 28, nawet do 50 – taka ochrona bez rakotwórczego tlenku tytanu 🙂

          • Marzec 19, 2016

            Małgorzata Kaczmarczyk

            Już zakupiony. 😉 Uwielbiam zimnotłoczone olej i po kolei je wypróbowuję. Świetny jest z pestek granatu, ale w małej ilości i koniecznie w połączeniu z żelem hialuronowym. Nie wspomnę już o moim ulubionym z marchwi i własnoręcznie robionym z rokitnika. 🙂 Ale to może uda mi się kiedyś napisać post o tym cudzie.

          • Marzec 19, 2016

            Ifko

            koniecznie! czekamy 🙂

  • Odpowiedz Marzec 17, 2016

    Mątewka

    Ja właśnie drugi tydzień myję głowę własnym szamponem:) Problem z łupieżem mam od nie-pamiętam-kiedy a potem doszedł jeszcze drugi ze zbytnim przetłuszczaniem się włosów. Oby tylko ten pierwszy nie wrócił, to będę zadowolona, bo już po tak krótkim czasie widzę, że włosom szampon dobrze robi, mimo, że codziennie szybko je suszę suszarką, bo na umycie i ułożenie włosów mam rano max. 15 minut. W moim użyłam gumy ksantanowej ale kolejną porcję wypróbuję z użyciem skrobi. Dobra rada:)

    • Odpowiedz Marzec 17, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Na pewno tańsza i łatwiej dostępna. 😉 A z przetłuszczaniem też powinnaś sobie poradzić, na to jest mnóstwo ziół. 🙂

  • Odpowiedz Marzec 17, 2016

    Kinga

    Bardzo interesujący przepis, nie pomyślałam o mące. Ja również mam problemy ze świądem skóry głowy i kiedyś też długo trzymałam ręcznik na głowie. Później doczytałam, że to szkodzi skórze głowy i przestałam tak robić, od tamtej pory mniej swędzi. A ocet jabłkowy to u mnie podstawa:)

    • Odpowiedz Marzec 17, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      koniecznie spróbuj z mąką i dodaj ziół dobrych dla twojej skóry głowy. Cieszę się, że również odkryłaś zalety octu, dla mnie to podstawa. A świądy głowy to też nietolerancje pokarmowe i coś tak podejrzewam u siebie, no cóż trzeba szukać. 🙂

  • Odpowiedz Marzec 17, 2016

    lesgo58

    Dziękuję za ten przepis… Mam pytanie – dobrze zrozumiałem, że na jedno mycie zużywasz ok. 150ml gotowego szamponu?

    • Odpowiedz Marzec 17, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Tak, ale mam włosy długie do ramion, dosyć gęste. Jeśli masz krótkie włosy, to wystarczy połowa z tego. W szamponie naturalnym nie ma dużej koncentracji składników, dlatego potrzeba go więcej. 🙂

Zostaw odpowiedź