Maść nagietkowa, aerozol na ból gardła

maść nagietkowa, angina zioła

Jedna z moich ulubionych maści ze względu na kolor, zapach, a przede wszystkim żmudny proces jej przygotowania. 🙂 Rozciągnięty czas pozwala mi na długie przebywanie z cudownym surowcem, jakim jest nagietek. Mogę cieszyć się wzmocnioną ekstrakcją, trzepaniem słoików, które nadaje ruch cząsteczkom. Tak sobie wyobrażam w czasie tych wszystkich czynności, że czas poświęcony ekstrakcji i późniejszej produkcji maści, dodaje jej mocy działania. 🙂

Błotko nagietkowe (zawiera triterpeny), którego produkcję przedstawiłam tutaj można wykorzystać na wiele sposobów, ja przygotowuję z niego maść, płukankę do gardła, mydła, odrobinę dodaję też do kremu nagietkowego. Ten artykuł będzie jedynie spisem możliwości i pomysłów, jeśli masz swoje, dodaj proszę w komentarzu, inni chętnie skorzystają.

Najprostszy w użyciu i przygotowaniu jest aerozol lub jeszcze prościej – płukanka do bolącego gardła.

Na zdjęciu poniżej widzisz błotko nagietkowe.

nagietek

Zdjęcie Paulina Jakobiec

Płukanka z triterpenami nagietka

Do kieliszka nalej 1/4 łyżeczki błotka nagietkowego, dodaj 3 łyżeczki wody, zamieszaj czystym patyczkiem lub końcówką łyżeczki. Ta ilość wystarczy na dwukrotne wypłukanie gardła, ale zapewniam cię, że to wystarczy, by odczuć skutek wręcz natychmiastowy. Za dwie godziny wypłucz jeszcze raz gardło, powinno to wystarczyć do pozbycia się zalegających  w nim wirusów i bakterii. Mnie wystarcza, ale przyznaję też, że nie mam większych problemów z gardłem, typu uporczywe anginy. Nie wiem więc, jak w takim przypadku sobie poradzi. Zdarzają mi się tylko stany zapalne gardła, które szybko niweluję płukanką nagietkową. Można też pędzlować tym gardło, jeśli ktoś ma stany ropne. Próbuj, triterpeny to doskonała broń w przypadku walki z bakteriami, grzybami, wirusami. Podobnie świetna jest betulina – artykuł o niej tutaj.

Aerozol z triterpenami nagietka

1 łyżeczka błotka nagietkowego

50 ml wody lub odwaru z korzenia żywokostu (szybciej zaleczy ranki) lub z jakiegoś zioła o podobnym działaniu – wirusobójczym, bakteriobójczym, grzybobójczym, np imbiru, soku z żyworódki, aloesu

1 g konserwantu – GSB – glukonolakton i benzoesan sodu lub

15 kropli DHA BA lub phenoxyetanol – te konserwanty będą unosić się w postaci kropli, z czasem się rozpuszczą

Wystarczy wstrząsnąć, przelać do buteleczki z dyfuzorem i psikać co dwie godziny.

Emulsja triterpenowa na opryszczkę, poparzenia

Przyda się nam, jeśli zdarzają nam się opryszczki. Triterpeny doskonale z nimi walczą. Opryszczkę powoduje wirus herpes, który przebywa w naszym organizmie i uaktywnia się w momencie nasilenia pracy, większego stresu. To taki pierwszy znak, żeby zwolnić. Triterpeny doskonale radzą sobie też z oparzeniami, warto je mieć w domu, sama tego doświadczyłam i mam kolejne doniesienia o doskonałym działaniu błotka nagietkowego.

1 łyżeczka błotka nagietkowego

1/2 łyżeczki propolisu – najlepiej własnoręcznie robionego

1/2 łyżeczki  lanoliny

Wrzuć lanolinę do czystej zlewki, stop ją, dodaj błotko, wymieszaj, dodaj propolis, wymieszaj. Do mieszania takich maleństw mam patyczki zakupione hurtem, możesz je zbierać z lodów albo używać bagietek szklanych. Całość przelej do maleńkiego pojemniczka, ja zakupiłam w ZSK – pojemniczki po 10 ml na próbki. Rozdałam te maleńkie maści swoim dzieciom, by miały na wypadek oparzenia, opryszczki, problemów skórnych, ale najczęściej zapominają, że ją mają. 😉 Tak to wygląda z dziećmi wiedźmy. 😀 W przypadku opryszczki, najlepiej wcierać maść, gdy tylko poczujesz, że ona jest, że swędzi cię warga, piecze, potem może być o tyle za późno, że może się okazać, że wirus już zapanował zbyt mocno, ale wtedy również nastąpi szybsze gojenie.

Ważne! Jeśli nie zrobisz sobie tej maści, a będziesz mieć błotko nagietkowe to użyj go w razie potrzeby – dla działania nie ma znaczenia, że nie ma w niej lanoliny i propolisu. Działaj tym, co masz.

Maść nagietkowa

Niezwykle jestem z niej dumna, bo wiem, ile cennego dobra do niej dałam. Najczęściej maść nagietkowa zawiera macerat olejowy z nagietka, czyli tylko karotenoidy. Ja do swojej maści daję bogactwo triterpenów, by wzmocnić jej działanie. Dodatkowo dodaję ekstrakt brzozowy z lupeolem i betuliną. Lupeol przyspiesza ziarninowanie, betulina jest również związkiem triterpenowym, ma silne działanie bakterio, grzybo i wirusobójcze. W składzie jest też wzmocniony olej z karotenoidami, masło shea i wosk.

Jak zrobić maść, by łatwo się rozsmarowywała, miała odpowiednią konsystencję, taką, jak chcesz? Wymaga to wielu prób, bo rzadko zdarza się od razu trafić z odpowiednimi proporcjami. Czas w takim razie zadać sobie pytanie – po co w takim razie maść, może wystarczy emulsja? Oczywiście, że tak, na pewno wystarczy emulsja, nie ma to żadnego znaczenia, jeśli chodzi o proces wspomagania leczenia. Skórze jest obojętne, czy to będzie maść, czy emulsja, jej chodzi o właściwe związki. 😀 Ale jednak robimy te maści. 😉 Co się w niej kryje takiego? Podczas swoich licznych prób maściowych sama zaczęłam sobie zadawać to pytanie. I myślę, że z mojego punktu widzenia, jako producenta, wygląda to tak, że ja po prostu lubię robić maści, lubię patrzeć, jak zastyga, wlewana do słoiczków tworzy fałdy. Myślę, że inni też lubią mieć w słoiczku coś, na co mogą popatrzeć, bo jednak emulsja będzie w butelce, zobaczysz tylko rozlewającą się plamkę na powierzchni ciała.

 

Wróćmy  do maści nagietkowej. Podam prosty przepis i zasady tworzenia receptury na maść, mam nadzieję że sprawi ci przyjemność jej tworzenie.

Zasada nr 1 – powinno być około 50-60% maseł twardych, żeby maść miała właściwą konsystencję. Na przykład 10% masła kakaowego, 45% masła shea.

Zasada nr 2 – daj 1 część lanoliny, dwie części glicerytu, ale jeśli dodasz alkoholu, to daj tyle lanoliny, ile dajesz alkoholu

Zasada nr 3 – lepiej dać więcej lanoliny niż mniej – ja zawsze przeważam ze względu na lepszą wg mnie konsystencję

Zasada nr 4 – raczej nie dawaj części wodnych w postaci wody, soku, bo będzie się to psuło, mogą zacząć rozwijać się bakterie, grzyby, lepiej uważać. Z tego względu robimy gliceryty – np z glistnika. Gliceryna nie wymaga konserwantu, jeśli w ekstrakcie jest jej 70%, reszta to może być woda lub alkohol, a więc możesz użyć 30 g soku z żyworódki i dodać do niego 70 g gliceryny – przykład.

Zasada nr 5 – użyj co najmniej 30% olejów, maseł miękkich, inaczej maść będzie zbyt twarda.

Zasada nr 5 – dobrze jest dodać wosku pszczelego, maść jest wówczas lepiej smarowalna, dłużej utrzymuje się na skórze, co jest ważne w przypadku chorób skóry. Użyj 2-3% wosku, większa ilość szybko będzie się krystalizowała w postaci kryształków – w niczym to nie przeszkadza, bo roztapiają się one pod wpływem ciepła skóry, ale lepiej uzyskać coś, co nas zadowala od razu.

Zasada nr 6 – proces wykonywania maści jest długi, nie przyspieszaj go, poczekaj, aż zacznie tężeć, uzyska odpowiednią konsystencję. Może się bowiem okazać, że maść ci się rozwarstwi i trzeba ją będzie naprawiać.

Zasada nr  7 – łącz obydwie fazy w niskiej temperaturze – około 30-35 stopni C. To jest najczęstszy błąd – stopiliśmy tłuszcze i chcemy już połączyć, naprawdę lepiej się łączy fazy, gdy są w niższej temperaturze.

Zasada nr 8 – nigdy nie wkładaj przelanej dopiero maści do lodówki – w takiej sytuacji uzyskasz inną konsystencję, część tłuszczu może wypłynąć na powierzchnię, pomyślisz, że coś zepsułeś. To tylko zbyt szybkie chłodzenie. Na początku niech stoi w temperaturze pokojowej, jak zastygnie – zazwyczaj po nocy – możesz ją włożyć do lodówki, ale generalnie nie ma  takiej potrzeby, nie musimy maści nagietkowej trzymać w lodówce. Taka potrzeba występuje wówczas, gdy chcemy komuś szybko zrobić i szybko wysłać. Nieładnie wyglądałby słoiczek oblany maścią, wkładamy więc do lodówki, by przyspieszyć proces krzepnięcia.

Tyle tych zasad, teraz podam przykładowy przepis na maść nagietkową z użyciem błotka, zaznaczam jednak, że nie jest to przepis na moją maść nagietkową, którą sprzedaję w sklepie, to niech pozostanie nadal czymś moim.

50% masła shea

9% błotka nagietkowego

15% lanoliny

22% oleju ogórecznikowego – zawiera cenne dla skóry kwasy GLA, może być czarnuszkowy, rokitnikowy, słonecznikowy zimnotłoczony, konopny, lniany

3% wosku pszczelego

1% witamina E

Jeśli nie masz czasu na przygotowanie własnych produktów zachęcam do kupna maści nagietkowej i mydła nagietkowego w moim sklepie.

maść nagietkowa

 

Maść nagietkowa klik

Zawiera masło shea, kakaowe, lanolinę, betulinę, lupeol, triterpeny nagietka, olej migdałowy.

 

mydło nagietkowe

 

Mydło nagietkowe klik

Zawiera w składzie zmydlone: masło kakaowe, shea, olej ryżowy, olej bawełniany, rycynę, ług na jogurcie. Delikatnie zmywa, dzięki przetłuszczeniu 5% nie wysusza skóry, pozostawia ją lekko nawilżoną. Mydło pięknie pachnie liśćmi pomarańczy.

 

Mydło nagietkowe

Jak tworzę ekstrakt nagietkowy – błotko – to po wyciągnięciu go szpatułką silikonową z wolnowaru, wlewam do niego olej ryżowy i mieszam szpatułką silikonową, pocieram nią o dno. W ten sposób wyciągam całość triterpenów i karotenoidów, które oblepiły wolnowar. Przelewam olej do czystego słoika, po ustaniu zobaczysz na dole brązowe drobinki – to triterpeny, które nie są  rozpuszczalne w oleju. Tego oleju używam do zrobienia mydła nagietkowego, dodatkowo dodaję do niego (do budyniu) pół łyżeczki błotka nagietkowego. Uzyskuje się dzięki temu piękny kolor pomarańczu. Aby został zachowany w mydle długo, musisz go schować w szafce, promienie słoneczne rozkładają karotenoidy. Mydło nagietkowe wykonuję na jogurcie zmieszanym z wodą w proporcji 1:1. Dodaję do niego pięknie pachnący olejek eteryczny z liści pomarańczy – pettigrain. I tak mam mydło doskonałe. 😀 Recepturę na mydło ustawisz w kalkulatorze soapcalc. Jeśli potrzebujesz z tym pomocy, to napisz, pomogę ci. Mnóstwo fantastycznych przepisów na mydło znajdziesz na stronie Mili Wawrzeńczyk – Ukręcone – klik

mydło nagietkowe

Zdjęcie Paulina Jakobiec

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się na następne. Prześlij go znajomym, możesz też pomyśleć o subskrypcji. Dzięki darmowej prenumeracie będziesz mieć dostęp do aktualności.

2 komentarze

  • Odpowiedz Czerwiec 17, 2019

    Patrycja

    Witaj. Powiedz mi jak długo takie wyroby mogą stać, jak je przechowywać i czy jakoś je pasteryzujesz.? Np. samo błotko czy gotową emulsje.? Pozdrawiam 🙂

    • Do błotka dodaję około 70% gliceryny – wówczas nie trzeba konserwować, na alkohol nie ma co liczyć, bo w znacznej mierze wyparował. Aerozol robię na bieżąco. jeśli chcesz na dłużej, to trzeba zakonserwować.

Zostaw odpowiedź