Doskonały krem do rąk wynikający z pomyłek.

ziołowy krem do rąk

Trzeba mieć szczęście, żeby po kilku nieudanych próbach robienia kremu w końcu ukręcić coś, co pozostanie ze mną już na zawsze. Nie wiem, czy to zasługa zdesperowanego mieszania czy też cudownego oleju rokitnikowego. Po uspokojeniu myśli krążących wokół ubijania, ponownego mycia, parzenia, suszenia, odmierzania i tracenia cennych olejów, nadszedł moment, kiedy wszystko stało się jasne.

Każda porażka staje się nauką, jeśli tylko na to pozwolę, jeśli nie pójdę za złością i rozgoryczeniem, jeśli odpuszczę myśli o wielkiej stracie cennych olejów na kolejne próby, a skupię się tylko na dobrych stronach dwudniowego procesu powstawania kremu. Może i tobie zdarzają się takie momenty w życiu, kiedy mało ci wychodzi, a dużo nie wychodzi. Napiszę o tym, jak ja sobie radzę, a ty dorzuć swoje pomysły w komentarzach, jeśli też popełniasz błędy, bo jest i taka możliwość, że ich nie popełniasz. Mam nadzieję, że tak nie jest i że mimo wszystko nie będę jedyną na Polu Nieumiejętności i Pomyłek.

Co robię, gdy nie udaje mi się obiad, ciasto, mydło, krem etc.

  1. Gdy nie udaje mi się obiad/ciasto – rezygnuję z niego. Nie zastanawiam się nad tym długo, bo można zjeść to, co wyszło i iść dalej, można też tego nie zjeść i zrobić grzanki/jajecznicę… Generalnie nie robię problemu z moich porażek na polu gotowania/pieczenia z jednego, ważnego powodu – to nie ma dla mnie znaczenia, bo nie jest to moją pasją. Pozostawiam tu pole do popisu innym.
  2. Gdy nie udaje mi się mikstura/krem/mydło/szampon. O, to jest już inna sprawa. Kocham naturę i wszystko, co jest z nią związane. Uwielbiam nie tylko spacery i obserwowanie rozkwitających/zamierających roślin, ale i zamykanie ich mocy w cennych miksturach, które potem, połączone z masłami, olejami dadzą w efekcie cenny krem pielęgnujący,maść leczniczą, szampon, po którym nie swędzi mnie głowa, piling cudownie nawilżający ciało. Dlatego też nie daję się pokonać pracy z roślinami i każdy mój błąd jest analizowany, by w końcu uzyskać to, co dla mnie jest najcenniejsze.

Jeśli chcę mieć produkt doskonały, podejmuję kilka prób wykonania go. Zdarza się, że próby te wykonuję raz za razem, w desperacji. I przyznam, że nie jest najlepszy. Energia się zagęszcza, ja coraz bardziej chcę i coraz bardziej mi nie wychodzi. Zdecydowanie lepiej pracuję, gdy zrezygnuję i podejmę wyzwanie po odpoczynku. Wtedy pojawiają się rozwiązania problemu i nowe pomysły.

Dużo łatwiej przychodzi mi zachowywać się w ten sposób z problemami życia, nauczyłam się w końcu odpuszczać i patrzeć, jak ono płynie. Niezwykłe w pozycji obserwatora jest to, że czasami wydarzenia same się układają tak, że jest to najlepsza opcja dla mnie. Jedyne, co robię, to nie dorzucam swoich emocji, nie oceniam. Pozwalam sobie jedynie na istnienie.

W końcu zdecydowałam się to samo zrobić w przypadku moich prób kremowo-maściowych. Efekt przeszedł moje oczekiwania. Po całkiem nieudanym dniu prób mieszania i ubijania, po dobrej książce i przespanej nocy, rano, bez najmniejszego wysiłku, z moich nieudanych, wielu kremów, powstał cudowny krem do rąk. I po co było się tak złościć?

A oto lista moich błędów i wniosków

Zerwałam młodziutkie liście lipy i zalałam gliceryną.

  • Efekt: gliceryt nie do odciśnięcia – tak dużo śluzów.
  • Wniosek: do ziół śluzowych dodaj glicerynę w stosunku 1:1 albo z przewagą gliceryny (np 400 g wody destylowanej, 600 g gliceryny). Zamiast wody destylowanej możesz użyć płyn Ringera, wzmocni to ekstrakcję związków. W kosmetykach stosuj 10%. Tego maceratu nie musisz dodatkowo konserwować, bo gliceryna jest konserwantem, gdy użyjesz jej 50% w stosunku do wody.

Doczekałam się swoich kwiatów czarnej malwy. Są cudowne ze względu na swój piękny, fioletowy kolor ekstraktu i zawarte w nich śluzy i antocyjany. Zalałam je kwasem mlekowym i gliceryną.

  • Efekt: ekstrakt został pozbawiony śluzów, kwas mlekowy je rozpuścił
  • Wniosek: na przyszły rok zaleję je płynem Ringera, który zakonserwuję gliceryną lub odpowiednim konserwantem.

Robiłam kilkadziesiąt maści żywokostowych. Robienie takiej ilości w jednym dniu powoduje, że ciągle topiłam tłuszcz, który nie stygł szybko, dlatego też łączyłam gliceryt żywokostowy z tłuszczem mocno ciepłym.

  • Efekt: rozwarstwienie maści.
  • Wniosek: łączę tłuszcz z glicerytem w temperaturze 40 st. C, robię maści w mniejszych ilościach. Jeśli coś takiego ci się zdarzy, zostaw słoik z maścią do momentu, gdy zobaczysz oznaki krzepnięcia tłuszczu, wtedy zblenduj jeszcze raz.

Chciałam udoskonalić maść na AZS  i dodałam więcej glicerytów, w których jest jednak sporo soku z roślin.

  • Efekt: rozwarstwienie maści.
  • Wniosek: dodaj zawsze małą ilość lanoliny, która jest naturalnym emulgatorem, przyjmie 2 razy więcej wody niż sama mierzy. Na dole słoika z rozwarstwioną maścią zobaczysz frakcję wodną – dodaj połowę mniej lanoliny, niż widzisz. Oczywiście robisz to „na oko”.

Maści i kremy robię w większych ilościach, gdy korzystam z masła shea, muszę go stopić w kąpieli wodnej. Robi się to zbyt długo dla cennych związków masła shea.

  • Efekt: związki masła shea  rozkładają się pod wpływem zbyt wysokiej temperatury
  • Wniosek: kroję masło shea na drobne kawałki, wkładam do kąpieli wodnej. Gdy część masła shea ulega stopieniu, wyciągam słoik z kąpieli wodnej i rozbijam pozostałe cząstki  blenderem. W ciągu kilku minut, w temperaturze pokojowej ulegają stopieniu.

I ostatni mój błąd – rozwarstwienie kremu rokitnikowego, które prawdopodobnie nastąpiło wskutek zastosowania emulgatora GSC i ekstraktów z kwasem mlekowym. Być może ten emulgator nie jest dobry przy tym rodzaju kremu.

  • Efekt: rozwarstwienie kremu – dużej ilości wskutek ciągłych prób. Patrz wyżej – brak odpoczynku i zaniechania prób.
  • Wniosek: inny emulgator, w moim przypadku to MGS i Olivem 1000. Kremy wyszły doskonałe.
  • Rada: Pozostało mi całkiem sporo niezwykle cennych składów kremów, nie chciałam ich wyrzucać, był tam olej rokitnikowy, olej z czarnej porzeczki, zimnotłoczony olej z lnianki i inne cenne ekstrakty. Na następny dzień wszystkie zlałam do jednego, wyparzonego słoja i zaczęłam ponownie blendować z łyżeczką lanoliny.
  • Efekt: cudowny krem do rąk, ze względu na skład powiedziałabym, że przeznaczony do dłoni wymagających szczególnego traktowania – suchych, ciągle mytych.

Drugi błąd przy tym samym kremie. Chciałam, żeby to był krem zawierający również odwar ze świeżych korzeni żywokostu. Odwar stał przez noc, więc napełnił się mocno śluzami.

  • Efekt: w kremie są grudki śluzu, które trzeba rozsmarowywać na twarzy. Jest zbyt dużo śluzu w kremie i nie połączył się on na jednolitą masę z olejami.
  • Wniosek: do frakcji wodnej nie dodawaj całości odwaru ze świeżego żywokostu (który dodatkowo stoi przez noc, więc ma dużo czasu, by odzyskać śluzy z żywokostu). Jeśli twój krem ma 70 ml wody, to użyj 30 ml odwaru z żywokostu.
  • Rada: przeznacz taki krem na krem do rąk, stóp – śluzy bez problemu rozmasujesz na dłoniach, stopach, twarz trudno tak maltretować.

Podarowałam taki krem w prezencie i już są pierwsze oznaki zachwytu. Przepis na krem pojawi się wkrótce, niech ten artykuł zostanie tylko przekazem ode mnie dla was – na pocieszenie, jak ktoś myśli, że mu nie wychodzi. Mnie też często nie wychodzi, mam może trochę więcej czasu na próby, bo jednak „nie pracuję”. Moją pracą jest moja pasja. Może i finansowo nie jestem ustawiona, ale za to z jaką radością wstaję do pracy. 😀 A teraz mój ostatni błąd.

Zauważyłam, że moje artykuły stają się bardzo długie przez wstępy i skłonność do gadulstwa. Ten artykuł miał na przykład stać się przepisem na krem rokitnikowy.

Efekt: Długie artykuły to dużo energii, chyba niekoniecznie dobrze użytkowanej. Nie do końca jestem przekonana, czy jest to komuś potrzebne. W końcu sama, jak czegoś szukam, to konkretnej informacji, a nie opisów.

Wniosek: Skracam artykuł, przepis (i tylko on) pojawi się w następnym artykule.

Ależ się zmieniam. 🙂

Dobrego dnia z ćwiczeniem odpuszczania ci życzę. 🙂

I z góry przepraszam za małą ilość zdjęć. Taki czas. 🙂

 

jesien

 

 

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się na następne. Prześlij go znajomym, możesz też pomyśleć o subskrypcji. Dzięki darmowej prenumeracie będziesz mieć dostęp do aktualności.

29 komentarzy

  • Odpowiedz Styczeń 25, 2017

    laspegaz

    nawet nie próbuj skracać notek 🙂 każde słowo jest na wagę złota 🙂 pozdrawiam

    • To dobra nowina dla takiej wielbicielki pisania, jaką jestem. 😉 Dziękuję. 🙂

    • Odpowiedz Maj 24, 2017

      Paulina

      Szukam i szukam i nie znajduje osobnego artykułu dotyczącego „cudownego kremu do rąk” 🙁

      • Paulina, teraz nie mam dostępu do komputera, postaram się jutro odpisać.

      • Paulina, krem do rąk wyniknął z moich pomyłek kremowych i krem, który zrobiłam do twarzy stał się kremem do rąk. Jeśli chcesz zrobić krem do rąk, zerknij na recepturę kremu do stóp: http://ziolowawyspa.pl/rewelacja-dla-kazdego-krem-do-stop/ Poniżej opisu jest tam zdanie mówiące o tym, jak zrobić krem do rąk – trzeba tylko zmniejszyć ilość mocznika. To jest bardzo dobry przepis, zapewnia dłuższe nawilżenie rąk. Jak jeszcze nie bd czegoś wiedzieć, to pisz. 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 9, 2017

    Grażyna

    Ja również bardzo lubię czytać to, co piszesz, zwłaszcza Twoje przemyślenia. Twoje podejście pełne akceptacji rzeczywistości w takiej postaci, w jakiej ją zastajesz, jakaś taka łagodność która bije od Twojego bloga… Sprawia, że jestem częstym gościem.

    • Bardzo ci dziękuję za to, że zechciałaś sie tym ze mną podzielić, bo czasami wydaje mi się, że nie nadążam, a tu się okazuje, że tak też jest dobrze. 🙂

  • Odpowiedz Styczeń 8, 2017

    Natalia

    Nie skracaj! Cudownie się Ciebie czyta, a z tego postu nauczyć się można więcej niż ze stu przepisów na kremy. Pozdrawiam serdecznie!!

  • Odpowiedz Styczeń 3, 2017

    Jarzynka

    Witaj Gosiu,
    dziękuję za kolejne inspiracje kosmetyki ziołowej. Nadal eksperymentuje i twoje uwagi są dla mnie bardzo cenne.
    Przypomniało mi się, że w kontekście opisu macierzanki, pisałaś o roślinach zielarskich, które wykorzystuje się do sporządzania kadzidła. Proszę napisz, jakie to mogą być rośliny; tak przy okazji Kolędy…

    • Ciągle planuję ten post, ale mogę ci już podpowiedzieć – bylica pospolita, dziewanna,dziurawiec, arcydzięgiel, wiązówka błotna, krwawnik, hyzop, jałowiec, jemioła, świerk – może tyle ci wystarczy. 🙂 Miłego kadzenia.

  • Odpowiedz Grudzień 22, 2016

    Abrakadabra

    Mi się podobają takie długie artykuły. A żywokost też mi dał w kość parę razy. I to tak że zębami zgrzytałam:-) Najlepiej robi mi się maści i kremy po maceracji w tłuszczach. Z wodnymi wyciągami mam kłopot z rozpuszczeniem. Zawsze zostają albo grudki, albo glut

    • Odpowiedz Grudzień 23, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Gliceryt żywokostowy rozpuść najpierw z frakcją wodną, rozmieszaj, nic nie zostanie. 🙂 A żywokost to rzeczywiście bestia. 😉 Gliceryty kosmetyczne możesz robić w stosunku 1:1 z wodą lub płynem Ringera, wtedy jest ok. 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

    Dominika

    Ach ileż literówek popełniłam w tych emocjach 😉

  • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

    Dominika

    Zauważyłam, że z łatwością okazuję zachwyt czyjąś pracą bez podświadomej próby dorównania obiektowi zachwytu. Zachwycam się i doceniam i choć chciałabym być równie dobra w stu dziedzinach, pozwalam sobie na brak perfekcji i skupienie się na swojej, jednej gałęzi dążącej do doskonałości.

    Wniosek: Dojrzewam i nie muszę już wypełniać całej skali zajebistości. Robię to, co lubię i lubię ludzi, którzy swoim dziedzinom także oddają się całym sobą. Chętnie korzystam z ich doświadczeń i wiedzy. Nie muszę zawsze do wszystkiego dochodzić samodzielnie.

    Efekt: Chętnie zakupię taki cudowny krem do rąk, bo o nim marzę, a biorąc pod uwagę swój wypełniony po brzegi kalendarz nigdy nie nauczę się go robić sama.😉

    P.S. Nie mam też cierpliwości do octów, a zaczynam być od nich uzależniona .

    • Odpowiedz Grudzień 17, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Ja dochodziłam do tego chyba trochę dłużej, ciągle chciałam być doskonała chociażby na polu pieczenia, które mimo sprawdzonych przepisów ciast, które zawsze wychodzą – mnie, dziwnym zrządzeniem losu – nie wychodziły. Za to udają mi się inne produkty, chociażby octy – i z tego się ogromnie cieszę. Mogą wszak przysłużyć się też innym osobom. 😉 Skontaktuj się ze mną na priv, po świętach będzie możliwa wysyłka. 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

    Lutka

    a ja bardzo lubię Twoje pisane gadulstwo. Nie przeskakuję do końca, do przepisów………z emocją czytam słowo po słowie i żałuję, że zbyt rzadko piszesz. Nawet jak nie korzystam z przepisów to chłonę wiedzę….. dobrze jest wiedzieć.
    Pozdrawiam i życzę byś w tym ograniczaniu się do gadulstwa nie wytrzymała zbyt długo :)))
    I ach!!!!!! przeczytałam artykuł we wrześniowym numerze miesięcznika „Świat kobiety”. GRATULUJĘ

    • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Bardzo ci dziękuję, dobrze jest wiedzieć, że ktoś czyta również gadulstwo. 🙂 Pewnie długo nie wytrzymam, ale następny na pewno będzie dotyczył stricte samego rokitnika, tych informacji jest zbyt wiele, gadulstwo się nie zmieści. 😉 Dziękuję za wzmiankę o artykule w „Świecie kobiety”, raczej o tym nie wspominam, bo ładnie dobrane słowa tworzą jeszcze piękniejszą iluzję. 😉

  • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

    Agnieszka

    Pięknie dziękuję za Twoje refleksje. Mam wrażenie czytając, że piję z rana filiżankę czarodziejskiego naparu, który odmienia widzenie świata.

    Nie przestawaj Małgosiu, bo wnosisz do świata to, czego mu bardzo brakuje – delikatność, łagodność, szacunek do świata i ludzi.

    • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Agnieszko, gdy dostaje się taki komentarz, to wpływa do człowieka mnóstwo pozytywnej energii i wiary w to, co się robi. Z całego serca ci dziękuję, mnie też jest czasami potrzebne potwierdzenie, że jest dobrze. 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

    MaJa

    Nasze gratulacje.Szczegolnie za ten upor bez ktorego nie byloby tak dobrego bloga:-)

  • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

    Asia

    A ja lubię czytać….długie wpisy w szczególności 😉
    Moje biedne dłonie jeszcze latem są OK, ale gdy zaczynają się pierwsze chłody – tragedia: zaczerwienione, spierzchnięte, przemarznięte…..Tak, ze ten jak będzie na zbyciu kiedyś krem z jakiejś produkcji, to ja chętnie nabędę i przetestuję….
    A swoją drogą zobacz, czasem jak nam nie zależy i robimy ot tak na odczep się i niekoniecznie przestrzegając receptury wychodzi super, a jak zależy to dziadostwo weźmie i nie wyjdzie
    Pozdrawiam Cię Gosiu gorąco

    • Odpowiedz Grudzień 16, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Też tak czasami mi się zdarza. Jak za bardzo dopnę to moje pragnienie, żeby wyszło, to wtedy się dzieje. Przy kremie robiłam też za dużo innych rzeczy, myslę, że to dlatego – energia się rozproszyła. 😉 Jednak powinna być większa uważność. Jeśli będziesz miała ochotę podleczyć dłonie, to napisz na priv. 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 15, 2016

    Ewa Mirowska

    Małgosiu, tak bardzo mi dzisiaj potrzeba tego dystansu! Dzięki za ten wpis. Świetnie znam to uczucie, kiedy bardzo mi zależy i strasznie się staram, a „im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było” 😉 Właśnie robiłam coś takiego, coraz bardziej sfrustrowana i zniechęcona. No to odpuszczam. Dzisiaj już nic. I z wielką cierpliwością i spokojem w sercu czekam na Twój krem. Oj, przydałby mi się taki 🙂

    • Odpowiedz Grudzień 15, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      A ja ci dziękuję za porównanie z Puchatkiem, całkiem o nim zapomniałam, a jest doskonałe. Życzę ci powodzenia jutro. Mam nadzieję, że się uda i fajnie, że się odezwałaś, zawsze myślę, że to tylko ja tak chcę za bardzo. Nie lubię tej cechy u siebie, uczę się teraz inaczej, ale jak wiesz czasami ciągle się chce. 🙂

  • Odpowiedz Grudzień 15, 2016

    SzkatułkaCook

    Pani z mgieł… Czy mogę zamówić u Ciebie ten krem? Pracą w kuchni przez wiele godzin sprawia, że moje ręce są w strasznym stanie i wołają pomocy, a dawne sposoby (oliwa, kokos) nie wystarczają 🙁

Zostaw odpowiedź