Doskonały krem do rąk wynikający z pomyłek.
Trzeba mieć szczęście, żeby po kilku nieudanych próbach robienia kremu w końcu ukręcić coś, co pozostanie ze mną już na zawsze. Nie wiem, czy to zasługa zdesperowanego mieszania czy też cudownego oleju rokitnikowego. Po uspokojeniu myśli krążących wokół ubijania, ponownego mycia, parzenia, suszenia, odmierzania i tracenia cennych olejów, nadszedł moment, kiedy wszystko stało się jasne.
Każda porażka staje się nauką, jeśli tylko na to pozwolę, jeśli nie pójdę za złością i rozgoryczeniem, jeśli odpuszczę myśli o wielkiej stracie cennych olejów na kolejne próby, a skupię się tylko na dobrych stronach dwudniowego procesu powstawania kremu. Może i tobie zdarzają się takie momenty w życiu, kiedy mało ci wychodzi, a dużo nie wychodzi. Napiszę o tym, jak ja sobie radzę, a ty dorzuć swoje pomysły w komentarzach, jeśli też popełniasz błędy, bo jest i taka możliwość, że ich nie popełniasz. Mam nadzieję, że tak nie jest i że mimo wszystko nie będę jedyną na Polu Nieumiejętności i Pomyłek.Co robię, gdy nie udaje mi się obiad, ciasto, mydło, krem etc.
- Gdy nie udaje mi się obiad/ciasto - rezygnuję z niego. Nie zastanawiam się nad tym długo, bo można zjeść to, co wyszło i iść dalej, można też tego nie zjeść i zrobić grzanki/jajecznicę... Generalnie nie robię problemu z moich porażek na polu gotowania/pieczenia z jednego, ważnego powodu - to nie ma dla mnie znaczenia, bo nie jest to moją pasją. Pozostawiam tu pole do popisu innym.
- Gdy nie udaje mi się mikstura/krem/mydło/szampon. O, to jest już inna sprawa. Kocham naturę i wszystko, co jest z nią związane. Uwielbiam nie tylko spacery i obserwowanie rozkwitających/zamierających roślin, ale i zamykanie ich mocy w cennych miksturach, które potem, połączone z masłami, olejami dadzą w efekcie cenny krem pielęgnujący,maść leczniczą, szampon, po którym nie swędzi mnie głowa, piling cudownie nawilżający ciało. Dlatego też nie daję się pokonać pracy z roślinami i każdy mój błąd jest analizowany, by w końcu uzyskać to, co dla mnie jest najcenniejsze.
A oto lista moich błędów i wniosków
Zerwałam młodziutkie liście lipy i zalałam gliceryną.- Efekt: gliceryt nie do odciśnięcia - tak dużo śluzów.
- Wniosek: do ziół śluzowych dodaj glicerynę w stosunku 1:1 albo z przewagą gliceryny (np 400 g wody destylowanej, 600 g gliceryny). Zamiast wody destylowanej możesz użyć płyn Ringera, wzmocni to ekstrakcję związków. W kosmetykach stosuj 10%. Tego maceratu nie musisz dodatkowo konserwować, bo gliceryna jest konserwantem, gdy użyjesz jej 50% w stosunku do wody.
- Efekt: ekstrakt został pozbawiony śluzów, kwas mlekowy je rozpuścił
- Wniosek: na przyszły rok zaleję je płynem Ringera, który zakonserwuję gliceryną lub odpowiednim konserwantem.
- Efekt: rozwarstwienie maści.
- Wniosek: łączę tłuszcz z glicerytem w temperaturze 40 st. C, robię maści w mniejszych ilościach. Jeśli coś takiego ci się zdarzy, zostaw słoik z maścią do momentu, gdy zobaczysz oznaki krzepnięcia tłuszczu, wtedy zblenduj jeszcze raz.
- Efekt: rozwarstwienie maści.
- Wniosek: dodaj zawsze małą ilość lanoliny, która jest naturalnym emulgatorem, przyjmie 2 razy więcej wody niż sama mierzy. Na dole słoika z rozwarstwioną maścią zobaczysz frakcję wodną - dodaj połowę mniej lanoliny, niż widzisz. Oczywiście robisz to "na oko".
- Efekt: związki masła shea rozkładają się pod wpływem zbyt wysokiej temperatury
- Wniosek: kroję masło shea na drobne kawałki, wkładam do kąpieli wodnej. Gdy część masła shea ulega stopieniu, wyciągam słoik z kąpieli wodnej i rozbijam pozostałe cząstki blenderem. W ciągu kilku minut, w temperaturze pokojowej ulegają stopieniu.
- Efekt: rozwarstwienie kremu - dużej ilości wskutek ciągłych prób. Patrz wyżej - brak odpoczynku i zaniechania prób.
- Wniosek: inny emulgator, w moim przypadku to MGS i Olivem 1000. Kremy wyszły doskonałe.
- Rada: Pozostało mi całkiem sporo niezwykle cennych składów kremów, nie chciałam ich wyrzucać, był tam olej rokitnikowy, olej z czarnej porzeczki, zimnotłoczony olej z lnianki i inne cenne ekstrakty. Na następny dzień wszystkie zlałam do jednego, wyparzonego słoja i zaczęłam ponownie blendować z łyżeczką lanoliny.
- Efekt: cudowny krem do rąk, ze względu na skład powiedziałabym, że przeznaczony do dłoni wymagających szczególnego traktowania - suchych, ciągle mytych.
- Efekt: w kremie są grudki śluzu, które trzeba rozsmarowywać na twarzy. Jest zbyt dużo śluzu w kremie i nie połączył się on na jednolitą masę z olejami.
- Wniosek: do frakcji wodnej nie dodawaj całości odwaru ze świeżego żywokostu (który dodatkowo stoi przez noc, więc ma dużo czasu, by odzyskać śluzy z żywokostu). Jeśli twój krem ma 70 ml wody, to użyj 30 ml odwaru z żywokostu.
- Rada: przeznacz taki krem na krem do rąk, stóp - śluzy bez problemu rozmasujesz na dłoniach, stopach, twarz trudno tak maltretować.
Jeśli nie masz czasu, dostępu do ziół lub z innych powodów jest ci wygodniej zakupić gotowy produkt, to zapraszam do mojego sklepu internetowego, możesz w nim kupić niektóre opisywane przeze mnie produkty. Sklep tutaj.
Małgosiu, dziś próbowałam zrobić krem i jak zazwyczaj użyłam Olivem 1000. Pierwszy raz natomiast dodałam odwar jarzębinowy zamiast hydrolatu i dodałam do fazy wodnej jarzębinowy ekstrakt glicerynowy z kwasem mlekowym. Niestety dwa razy mi się nie udał. Pierwszy się rozwarstwił i dość długo go ubijałam- pomyślałam że może miałam złe temperatury obu faz. Zrobiłam drugi raz- woda…. Pomyślałam, że może kwas mlekowy tak działa na emulgator, zrobiłam trzeci raz tym razem ekstrakt glicerynowy dodałam w trzeciej fazie. Fazy połączyły się, ale krem wyszedł dość rzadki, do tej pory przy tych proporcjach składników jremy wychodziły mi bardzo fajnie. Zastanawiam się czy jarzębina może jakoś mieć wpływ na emulgator?
Ps. Mam Twoją książkę! Jest bardzo inspirująca i pięknie wydana! Dziś przeczytałam, że osoby z chorą tarczycą nie powinny używać chlorku magnezu. Czemu? Czy dotyczy to też siarczanu magnezu?
Dziękuję za odpowiedzi 🙂 m
Nie miałam takich doświadczeń, a ile użyłaś emulgatora Olivem? W zasadzie to jest on stabilny w szerokim pH, nie powinien robić niespodzianek. Musiałabym zrobić doświadczenie z kremem z jarzębiną, mam ją niestety w innym miejscu. Spróbuj nie dodać ekstraktu z kwasem i zobaczysz, czy to wina jarzębiny, czy kwasu. Osoby z niedoczynnością tarczycy nie powinny używać chlorku magnezu, bo może on neutralizować jod.
Olivemu użyłam 7% receptury. Zrobiłam na nim nie jeden krem, zupełnie nie rozumiem co poszło nie tak. 5 prób – z glicerytem, bez glicerytu, z odwarem, bez odwaru…Sprawdziłam daty ważności, wszystko w miarę świeże 🙁 zrobiłam sobie parę dni przerwy. Jutro spróbuję ponownie!
Musi kwas parasorbowy tak zadziałać. Jeśli dodajesz tylko glicerytu i jest ok, to nie dodawaj ekstraktu z kwasem mlekowym, widocznie on wyciąga zbyt dużo kwasu, który wchodzi w reakcję. Ja używam tylko glicerytu do kremów, nie używam ekstraktów z kwasem. Olivemu użyłaś dużo, nie powinna to być wina emulgatora, który jest najlepszym z dostępnych.
Twój blog to kopalnia wiedzy. Dopiero zaczynam czytać. Dziękuję Ci, że jesteś .. twórcza, kreatywna, podążająca własną ścieżką życia:-).
Ja również ci dziękuję za piękny komentarz i mam nadzieję, że wybierzesz jakąś twórczość ziołową. Pozdrawiam ciepło. 🙂
nawet nie próbuj skracać notek 🙂 każde słowo jest na wagę złota 🙂 pozdrawiam
To dobra nowina dla takiej wielbicielki pisania, jaką jestem. 😉 Dziękuję. 🙂
Szukam i szukam i nie znajduje osobnego artykułu dotyczącego “cudownego kremu do rąk” 🙁
Paulina, teraz nie mam dostępu do komputera, postaram się jutro odpisać.
Paulina, krem do rąk wyniknął z moich pomyłek kremowych i krem, który zrobiłam do twarzy stał się kremem do rąk. Jeśli chcesz zrobić krem do rąk, zerknij na recepturę kremu do stóp: http://ziolowawyspa.pl/rewelacja-dla-kazdego-krem-do-stop/ Poniżej opisu jest tam zdanie mówiące o tym, jak zrobić krem do rąk – trzeba tylko zmniejszyć ilość mocznika. To jest bardzo dobry przepis, zapewnia dłuższe nawilżenie rąk. Jak jeszcze nie bd czegoś wiedzieć, to pisz. 🙂
Ja również bardzo lubię czytać to, co piszesz, zwłaszcza Twoje przemyślenia. Twoje podejście pełne akceptacji rzeczywistości w takiej postaci, w jakiej ją zastajesz, jakaś taka łagodność która bije od Twojego bloga… Sprawia, że jestem częstym gościem.
Bardzo ci dziękuję za to, że zechciałaś sie tym ze mną podzielić, bo czasami wydaje mi się, że nie nadążam, a tu się okazuje, że tak też jest dobrze. 🙂
Nie skracaj! Cudownie się Ciebie czyta, a z tego postu nauczyć się można więcej niż ze stu przepisów na kremy. Pozdrawiam serdecznie!!
Bardzo dziękuję Natalia. 🙂
Witaj Gosiu,
dziękuję za kolejne inspiracje kosmetyki ziołowej. Nadal eksperymentuje i twoje uwagi są dla mnie bardzo cenne.
Przypomniało mi się, że w kontekście opisu macierzanki, pisałaś o roślinach zielarskich, które wykorzystuje się do sporządzania kadzidła. Proszę napisz, jakie to mogą być rośliny; tak przy okazji Kolędy…
Ciągle planuję ten post, ale mogę ci już podpowiedzieć – bylica pospolita, dziewanna,dziurawiec, arcydzięgiel, wiązówka błotna, krwawnik, hyzop, jałowiec, jemioła, świerk – może tyle ci wystarczy. 🙂 Miłego kadzenia.
Mi się podobają takie długie artykuły. A żywokost też mi dał w kość parę razy. I to tak że zębami zgrzytałam:-) Najlepiej robi mi się maści i kremy po maceracji w tłuszczach. Z wodnymi wyciągami mam kłopot z rozpuszczeniem. Zawsze zostają albo grudki, albo glut
Gliceryt żywokostowy rozpuść najpierw z frakcją wodną, rozmieszaj, nic nie zostanie. 🙂 A żywokost to rzeczywiście bestia. 😉 Gliceryty kosmetyczne możesz robić w stosunku 1:1 z wodą lub płynem Ringera, wtedy jest ok. 🙂
Ach ileż literówek popełniłam w tych emocjach ?
Są korektorzy komentarzy. 😉
Zauważyłam, że z łatwością okazuję zachwyt czyjąś pracą bez podświadomej próby dorównania obiektowi zachwytu. Zachwycam się i doceniam i choć chciałabym być równie dobra w stu dziedzinach, pozwalam sobie na brak perfekcji i skupienie się na swojej, jednej gałęzi dążącej do doskonałości.
Wniosek: Dojrzewam i nie muszę już wypełniać całej skali zajebistości. Robię to, co lubię i lubię ludzi, którzy swoim dziedzinom także oddają się całym sobą. Chętnie korzystam z ich doświadczeń i wiedzy. Nie muszę zawsze do wszystkiego dochodzić samodzielnie.
Efekt: Chętnie zakupię taki cudowny krem do rąk, bo o nim marzę, a biorąc pod uwagę swój wypełniony po brzegi kalendarz nigdy nie nauczę się go robić sama.?
P.S. Nie mam też cierpliwości do octów, a zaczynam być od nich uzależniona .
Ja dochodziłam do tego chyba trochę dłużej, ciągle chciałam być doskonała chociażby na polu pieczenia, które mimo sprawdzonych przepisów ciast, które zawsze wychodzą – mnie, dziwnym zrządzeniem losu – nie wychodziły. Za to udają mi się inne produkty, chociażby octy – i z tego się ogromnie cieszę. Mogą wszak przysłużyć się też innym osobom. 😉 Skontaktuj się ze mną na priv, po świętach będzie możliwa wysyłka. 🙂
a ja bardzo lubię Twoje pisane gadulstwo. Nie przeskakuję do końca, do przepisów………z emocją czytam słowo po słowie i żałuję, że zbyt rzadko piszesz. Nawet jak nie korzystam z przepisów to chłonę wiedzę….. dobrze jest wiedzieć.
Pozdrawiam i życzę byś w tym ograniczaniu się do gadulstwa nie wytrzymała zbyt długo :)))
I ach!!!!!! przeczytałam artykuł we wrześniowym numerze miesięcznika “Świat kobiety”. GRATULUJĘ
Bardzo ci dziękuję, dobrze jest wiedzieć, że ktoś czyta również gadulstwo. 🙂 Pewnie długo nie wytrzymam, ale następny na pewno będzie dotyczył stricte samego rokitnika, tych informacji jest zbyt wiele, gadulstwo się nie zmieści. 😉 Dziękuję za wzmiankę o artykule w “Świecie kobiety”, raczej o tym nie wspominam, bo ładnie dobrane słowa tworzą jeszcze piękniejszą iluzję. 😉
Pięknie dziękuję za Twoje refleksje. Mam wrażenie czytając, że piję z rana filiżankę czarodziejskiego naparu, który odmienia widzenie świata.
Nie przestawaj Małgosiu, bo wnosisz do świata to, czego mu bardzo brakuje – delikatność, łagodność, szacunek do świata i ludzi.
Agnieszko, gdy dostaje się taki komentarz, to wpływa do człowieka mnóstwo pozytywnej energii i wiary w to, co się robi. Z całego serca ci dziękuję, mnie też jest czasami potrzebne potwierdzenie, że jest dobrze. 🙂
Nasze gratulacje.Szczegolnie za ten upor bez ktorego nie byloby tak dobrego bloga:-)
Bardzo wam dziękuję za czytanie i tak miły komentarz. 🙂
A ja lubię czytać….długie wpisy w szczególności 😉
Moje biedne dłonie jeszcze latem są OK, ale gdy zaczynają się pierwsze chłody – tragedia: zaczerwienione, spierzchnięte, przemarznięte…..Tak, ze ten jak będzie na zbyciu kiedyś krem z jakiejś produkcji, to ja chętnie nabędę i przetestuję….
A swoją drogą zobacz, czasem jak nam nie zależy i robimy ot tak na odczep się i niekoniecznie przestrzegając receptury wychodzi super, a jak zależy to dziadostwo weźmie i nie wyjdzie
Pozdrawiam Cię Gosiu gorąco
Też tak czasami mi się zdarza. Jak za bardzo dopnę to moje pragnienie, żeby wyszło, to wtedy się dzieje. Przy kremie robiłam też za dużo innych rzeczy, myslę, że to dlatego – energia się rozproszyła. 😉 Jednak powinna być większa uważność. Jeśli będziesz miała ochotę podleczyć dłonie, to napisz na priv. 🙂
Małgosiu, tak bardzo mi dzisiaj potrzeba tego dystansu! Dzięki za ten wpis. Świetnie znam to uczucie, kiedy bardzo mi zależy i strasznie się staram, a “im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było” 😉 Właśnie robiłam coś takiego, coraz bardziej sfrustrowana i zniechęcona. No to odpuszczam. Dzisiaj już nic. I z wielką cierpliwością i spokojem w sercu czekam na Twój krem. Oj, przydałby mi się taki 🙂
A ja ci dziękuję za porównanie z Puchatkiem, całkiem o nim zapomniałam, a jest doskonałe. Życzę ci powodzenia jutro. Mam nadzieję, że się uda i fajnie, że się odezwałaś, zawsze myślę, że to tylko ja tak chcę za bardzo. Nie lubię tej cechy u siebie, uczę się teraz inaczej, ale jak wiesz czasami ciągle się chce. 🙂
Pani z mgieł… Czy mogę zamówić u Ciebie ten krem? Pracą w kuchni przez wiele godzin sprawia, że moje ręce są w strasznym stanie i wołają pomocy, a dawne sposoby (oliwa, kokos) nie wystarczają 🙁
Jasne, napisz na priv. 🙂