Co zrobić z kwiatami robini?

Kolejne drzewo, pod którym można stać i wąchać to robinia akacjowa. Uwielbiałam wróżenie z liści w dzieciństwie. „Kocha, lubi, szanuje…” Listki spadały przy znanej wyliczance, a ja zyskiwałam pewność lub pozostawałam w dręczącej niepewności co do obiektu miłości – często nawet nie mogło się okazać, czy odwzajemnionej, bo – wakacyjnej. To drzewo jest tak silnie związane ze mną, że stało się jednym z  ulubionych. Zachwycił się nim też botanik Jean Robin, który sprowadził go na francuski dwór królewski na początku XVII w. Długo było nazywane grochodrzewem, czułodrzewem, w końcu przyjęła się nazwa akacja – niesłusznie, bo prawdziwa akacja rośnie w Australii i Afryce. 

robinia akacjowaWłaściwa nazwa to robinia akacjowa. Jest rośliną motylkową, jako taka   współżyje z bakteriami brodawkowymi i za darmo wzbogaca glebę w azot, z czego może skorzystać np azotolubny bez czarny, dlatego warto je posadzić blisko siebie. Ma piękne liście i kwiaty, nasiona są zamknięte w strąkach podobnych do strąków fasoli.  Leczniczą wartość mają tylko kwiaty – szczególnie wieczorem silnie pachnące. Ich zapach wykorzystuje się w przemyśle perfumeryjnym.

Jadalne są tylko kwiaty!

Nasiona, kora, liście są trujące!!

Wartości lecznicze kwiatów

Przetwory z kwiatów akacji leczą przewód pokarmowy, drogi żółciowe i nerki. Napary, wywary działają moczopędnie, żółciopędnie, lekko uspokajająco. Wspomagają nasz organizm w trakcie przesilenia wiosennego, działają kojąco, są podawane kobietom po porodzie, w trakcie rekonwalescencji, w stanie wyczerpania nerwowego. W lecznictwie ludowym był stosowany jako środek wzmacniający w połogu.

Jak zbierać i suszyć?

r1Kwiaty zrywamy w miejscu oddalonym od dróg, nie w dniu wilgotnym. Zerwane baldachy rozkładamy na czystej, bawełnianej tkaninie, w oddaleniu od światła słonecznego, w miejscu przewiewnym. Wysuszone kwiaty wkładamy do słoika i mocno zakręcamy, gdyż lubią je mole. Kwiaty można też mrozić.

Napar z kwiatów robinii

1 łyżkę kwiatów zalać 1 szklanką wrzącej wody, zostawić pod przykryciem na 10-15 minut. Przecedzić i pić 2-3 razy dziennie między posiłkami w celu wzmocnienia, uspokojenia lub poprawy pracy narządów wewnętrznych.

Placuszki z kwiatami akacji

SAM_4526Robimy ciasto naleśnikowe z dodatkiem mleka i wody gazowanej. Delikatnie mieszamy z zerwanymi kwiatkami, smażymy na oleju małe placuszki. Polewamy syropem klonowym lub posypujemy cukrem pudrem. Istotne jest, żeby kwiatów było dużo w cieście, czyli nie nakładamy masy z wyglądu tylko kwiaty obtoczone w masie. Jeśli nam posmakują, zamroźmy kwiaty robini, zrobimy sobie w zimie przypomnienie lata.

Tonik z kwiatów

SAM_4530Do codziennego przemywania twarzy rano lub po demakijażu proponuję pachnący tonik robiniowy. Wykonuje się go niesamowicie prosto – szklankę kwiatów robini zalej szklanką wody źródlanej – bez jonów wapnia i magnezu lub po prostu wodą przegotowaną. Po 24 godzinach masz gotowy tonik, dolej jeszcze 2 łyżki octu winnego, wymieszaj. Tak przygotowanym tonikiem możesz nawilżać twarz rano i wieczorem przed nałożeniem kremu. Jest pełen flawonoidów, które na skórę wpływają nawilżająco oraz hamują procesy związane ze starzeniem skóry. Taki tonik możesz przechowywać przez tydzień w lodówce.

Najprościej:

Jeśli nie chce ci się cokolwiek robić z kwiatami robini – schrup je na surowo, mają smak lekko groszkowy.

 

Bibliografia:
M. E. Senderski: Ziołowe receptury na zdrowie
Praca zbiorowa: Na początku było drzewo
H. Milczarek – Szałkowska: Wiadomości zielarskie, Robinia akacjowa wzmacnia i leczy
  • Facebook

Jeśli podobał ci się artykuł, udostępnij go znajomym. Pomyśl też o darmowej prenumeracie; mój newsletter to szybki dostęp do nowych artykułów, przepisy tylko dla ciebie oraz sklepowe aktualności i promocje. Na subskrypcję możesz zapisać się tutaj . Dziękuję 💚

8 komentarzy

  • Odpowiedz 18 maja, 2018

    Małgorzata

    Pani Małgosiu, bardzo dziękuję za zebranie wszystkich informacji o robinii w jednym miejscu. Nie wiedziałam, że te pięknie pachnące kwiaty mogą mieć tyle zastosowań. Do dzisiaj smażyłam je tylko w naleśnikach, ale to się zmieniło. Właśnie nastawiłam kwiaty na syrop i na nalewkę. Jutro zrobię tonik i ususzę na napary. Pracy jest przy tym sporo, bo to dłubanie jak u Kopciuszka, żeby zerwać same płatki, ale cóż, zrobiłam 🙂 A jeżeli chodzi o dyskusję o toksyczności innych części robinii, to w różnych miejscach czytałam, że jadalne w tej roślinie są tylko kwiaty. I tym samym, reszta toksyczna. Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Ja również dziękuję. Ja zrobiłam też nalewkę, przepis znajdziesz w ostatnim artykule o kocance. Pozdrawiam ciepło. 🙂

  • Odpowiedz 20 lutego, 2015

    Dorunia

    Nieprawda. Liście nie są trujące bo są surowcem zielarskim. Poczytaj rozanski.li/?p=2389 Pozdrawiam

    • Odpowiedz 20 lutego, 2015

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Pojęcie „trujące” jest względne. Pan Różański nie jest jedynym źródłem wiedzy. Korzystałam z bibliografii podanej pod artykułem. do ciebie należy wybór, komu zaufasz.

      • Odpowiedz 20 lutego, 2015

        Dorunia

        Nie chodzi tylko o zaufanie ale o rzetelność więc jestem trochę zdziwiona Twoją reakcją. Pozdrawiam

        • Odpowiedz 20 lutego, 2015

          Małgorzata Kaczmarczyk

          W związku z tą rzetelnością podaję źródła, z których korzystam.

          Podaję ci link do szerszego omówienia „trujących” właściwości liści robini. Jeśli masz ochotę, poczytaj. 🙂 http://klaudynahebda.pl/robinia-akacjowa/

        • Odpowiedz 25 lipca, 2016

          Bozena

          Ja rowniez jestem zdziwiona taka reakcja. Pani Klaudyna pisze „przejrzalam troche materialow”. Czy na tej podstawie mozna ocenic merytoryczna wartosc tych „materialow”. Zadnych tytulow, zadnych nazwisk autorow.
          Pan Rozanski natomiast nie jest postacia anonimowa, mozna zebrac mnostwo informacji na jego temat oraz przeczytac mnostwo jego publikacji. To daje podstawy do podjecia decyzji czy ufam jego wiedzy czy nie. Nie spotkalam sie nigdy w jego publikacjach, aby byl tak niekonkretny i powolywal sie na „przejrzane materialy”.
          Serdecznie pozdrawiam obie Panie 🙂

          • 26 lipca, 2016

            Małgorzata Kaczmarczyk

            Bożena, bardzo mi miło, że zechciałaś zajrzeć na moją stronę i już spieszę ci wyjaśnić. Otóż w artykule pani Klaudyny są podane źródła, z których korzystała (na samym dole artykułu) pisząc na temat robinii. Być może tego nie zauważyłaś. Ja również na dole artykułu podałam źródła, więc nie są to tylko „przejrzane materiały”, jak sądzisz. Zawsze w swoich artykułach podaję źródła, z których korzystam. Czasami podaje się określenie „trujące” po to, by ludzie nie sięgali po coś, co może okazać się toksyczne dla człowieka. O tym też wspomina dr Różański w swoim wpisie: „W korze i nasionach lektyny (hemaglutyniny) i toksalbuminy, toksyczne dla człowieka w większych dawkach.” Myślę więc, że chodzi tu tylko o nazewnictwo i omówienie słowa „trujące”, może zamiast niego pasowałoby ci „toksyczne w większych dawkach”? Prowadzi nas to raczej do semantyki słownej, a nie o to przecież chodzi w prowadzeniu mojej strony. Pragnę tylko zwrócić uwagę na piękno i użyteczność tego, co rośnie wokół nas i nie muszę wskazywać na coś, co może się okazać „trujące” lub „toksyczne” dla człowieka. Mogę przecież skupić się na roślinach i częściach roślin bezpiecznych. Dziękuję za uwagę i miłego dnia ci życzę. 🙂

Zostaw odpowiedź