Krem nagietkowy

krem nagietkowy

Nagietek zachwyca nie tylko pięknem i wszechstronnym zastosowaniem, również łatwością uprawy, co dla mnie – początkującej ogrodniczki – jest niezwykle istotne. Pamiętam swoje pierwsze siewki, które wciskałam do ziemi, przeżył tylko nagietek i bylica piołun. Cała reszta zniknęła. Nagietek ma tylko jedną wadę – jest to roślina jednoroczna i w związku z tym, każdej wiosny trzeba się lekko potrudzić, by wysiać nasiona do gruntu. 

Ponieważ teraz udało mi się kupić odmianę karłową o pomarańczowych, pełnych kwiatach, zbiorę nasiona na jesieni, by w przyszłym roku znowu móc cieszyć się pięknem pomarańczu. Odmiana karłowa bardzo mi odpowiada,  nagietek lubi pokładać się po ziemi, a niski nadal stoi prościutko. Kocham symetrię i ład, dlatego też bardzo mi to odpowiada.

krem nagietkowy

Postanowiłam ukręcić sobie krem nagietkowy. O samym nagietku i jego cudownych właściwościach pisałam tutaj. Nie mam na skórze problemów do zaleczenia, ale pomyślałam, że chcę mieć pomarańczowy krem, dlatego też nie dodawałam innych ziół, które na pewno wzbogaciłyby mój krem, ale też równocześnie dodałyby koloru zielonego, a zieleń plus pomarańcz równa się burość. Zazwyczaj mi to nie przeszkadza, ale tym razem zdecydowanie chcę pomarańcz.

Kremem tym możesz smarować poparzenia słoneczne, trudno gojące się rany, skórę małych dzieci, a przede wszystkim swoją twarz. Szukając publikacji na temat nagietka znalazłam informację klik, że tkanka poddana działaniu preparatu z nagietka wytwarza dużą ilość mikronaczyń i wykazuje obecność hialuronianów. A kwas hialuronowy, to już każdy wie – wygładza, przywraca wilgotność i elastyczność skórze. To dobrze, że pomyślałam o nagietku, to właściwe zioło dla mojego celu, a w powiązaniu z moją wiarą w jego działanie już czyni cuda. Codziennie smaruję się moim pomarańczowym, jedwabistym kremem i myślę o tym, jaki jest doskonały, a on wynagradza mi moją wiarę swoim działaniem. Zawsze pamiętam o efekcie placebo, który ja wolę nazywać wiarą w cuda. Zachęcam cię do takiej praktyki, efekty odczujesz natychmiast. Gdy tylko dopadnie mnie przeziębienie, myślę sobie – „To nic takiego, mam przecież swoją salicynę w alkoholu i kłącze imbiru w lodówce.” Gdy oddam się miłości do grillowanej kiełbasy sięgam po herbatkę z dziurawca i wiem, że jest po kłopocie.

Tak więc otoczyłam się pomarańczem i zrobiłam bardzo prosty krem w moździerzu. Pokochałam mój moździerz i ziołowe mikstury kręcone z jego udziałem. Jeśli nie masz moździerza, zrób to inaczej, będę to w opisie sygnalizowała, a moździerz kup koniecznie. To narzędzie doskonałe do kręcenia kremów i maści, potrafi sprawić tyle przyjemności, co relaksacyjna kąpiel.

Krem nagietkowy

Kilka słów o wodzie. Użyłam wody destylowanej, czyli pozbawionej dodatkowych pierwiastków, które mogłyby nie tylko zanieczyścić krem, ale też utrudniałyby wchłanianie związków leczniczych z ziół. Możesz też wodę przefiltrować lub użyć wody niskomineralizowanej, ale jeśli zdecydujesz się na zakup wody destylowanej, zobaczysz różnicę. Nigdy nie używaj wody chlorowanej (!!), chlor wysusza naskórek. Wodę destylowaną kupisz na każdej stacji benzynowej lub na portalach internetowych.

Postanowiłam, że ze względu na swoją skórę (sucha) użyję tym razem 40% tłuszczy i 60% wody i to był strzał w dziesiątkę. Dla mojej cery jest to świetne połączenie. Spośród tłuszczy twardych wybrałam lanolinę (dodaję jej zawsze, sprawia że krem jest odrobinę lepki, trzyma się na twarzy, ułatwia głębsze wnikanie składników) i masło kakaowe (nadaje bardziej zwartą konsystencję kremowi). Tłuszcz płynny to skwalan z oliwy z oliwek zmacerowany płatkami nagietka. Skwalan jest tłuszczem lekkim, ma właściwości nawilżające, odbudowuje płaszcz lipidowy skóry, przedłuża działanie witaminy E, A, koenzymu Q 10. Na sam koniec, w ostatniej fazie robienia kremu dodałam też kilkanaście kropli olejku z pestek granatu, który jest polecany dla skóry suchej, odwodnionej, z poszerzonymi naczynkami krwionośnymi, ty wybierz olej zimnotłoczony dobry dla twojej skóry lub pomiń ten składnik.

 

Składniki kremu:

Faza olejowa:

13 g masła kakaowego – możesz użyć masła shea

7 g lanoliny

20 g maceratu nagietkowego na bazie skwalanu z oliwy z oliwek – możesz użyć też frakcjonowanego oleju kokosowego lub oleju konopnego, oliwy z oliwek (tłusty olej), oleju z pestek winogron lub ryżowego

Faza wodna:

50 g nagietkowego maceratu wodnego plus łyżeczka gliceryny lub wybranego glicerytu

10 g samoemulgującej bazy z oleju z pestek moreli

Dodatkowo:

Jest to ostatnia faza robienia kremu, którą wykonuje się wówczas, gdy krem jest już wymieszany i ma niską temperaturę. W tej fazie dodaje się wszystkie składniki wrażliwe na temperaturę.

kilkanaście kropli oleju z pestek granatu

10 kropli konserwantu DHA BA

5 kropli wit. E

10 g kwasu hialuronowego 1%

1 g koenzymu Q 10 – przywraca elastyczność, wnika w głębsze warstwy skóry, przeciwdziała starzeniu się skóry

Opcjonalnie: kilka kropli olejku eterycznego

Najpierw przygotuj sobie nagietkowe ekstrakty – wodny i olejowy. Zbierz nagietek i oderwij płatki – powinieneś mieć około 300 ml płatków.

Nagietkowy macerat wodny: Drobno posiekaj 50 ml płatków nagietka, skrop alkoholem i rozcieraj w moździerzu, dodaj do roztarcia łyżeczkę glicerytu lub gliceryny. Wybrałam gliceryt jarzębinowy – głównie ze względu na kolor czerwony – nie zaburzy mi moich planów kolorystycznych. Owiń folią moździerz i odstaw na 20 minut. Po tym czasie dodaj do płatków 60 ml wody destylowanej, rozcieraj. Odstaw na 30 minut, jeśli ci się spieszy. Możesz też odstawić na noc i na następny dzień dokończyć krem. Ja robiłam wszystko w tym samym dniu. Na czystą gazę wrzuć płatki razem z wodą i mocno wyciśnij. To twój sok nagietkowy. Zabieg z rozcieraniem płatków jest konieczny ze względu na to, że nagietek niechętnie oddaje cenne związki wodzie, najprościej więc jest uzyskać sok z nagietka, który w dalszej fazie połączony z olejami, odda co ma w sobie cennego skórze. Użyjesz tylko 50 g maceratu, jeśli masz go więcej – wypij lub zostaw do zrobienia kremu do rąk.

Nagietkowy macerat olejowy: Drobno posiekaj pozostałe płatki nagietka, wrzuć do moździerza, skrop alkoholem, odstaw zawinięty w folię na 20 minut. Dodaj 30 g skwalanu z oliwy z oliwek, rozcieraj. Trzyj spokojnym ruchem przez 2-3 minuty. Cały moździerz postaw na garnku z gorącą wodą i poczekaj aż się zagrzeje olej. Gdy będzie już cieplejszy niż twoja skóra (40 st. C), ściągnij moździerz z garnka i odstaw. Rozetrzyj, przykryj folią. Po 20 minutach wyciśnij mocno uzyskany macerat. Będziesz miał pomarańczowy olej z kroplami soku nagietkowego – czyli masz olej z częścią wodną. Aby to się wszystko dobrze połączyło, dodałam do składu kremu troszkę lanoliny – ona zwiąże wodę.

Jeśli nie masz moździerza – macerat olejowy zrób poprzez drobne pokrojenie nagietka i trzymanie go w oleju przez co najmniej kilka dni. Macerat wodny zrób poprzez zmiksowanie płatków nagietka z wodą i wyciśnięcie soku, użyj mniej wody niż nagietka.

krem nagietkowy

Nagietek roztarty w moździerzu z olejem

Nagietek z olejem podgrzewany w kąpieli wodnej

Nagietek z olejem podgrzewany w kąpieli wodnej

  1. Masz już nagietkowy macerat wodny i olejowy.
  2. Odmierz tłuszcze twarde – lanolinę i masło kakaowe. Włóż do słoiczka i gorącej kąpieli wodnej. Masło kakaowe drobno pokrój – szybciej się roztopi. Gdy zauważysz, że grudki tłuszczu są coraz mniejsze – wyciąg słoik z kąpieli wodnej i mieszaj łyżeczką do roztopienia. Ograniczaj pobyt tłuszczy w gorącej wodzie.
  3. Odmierz 20 g nagietkowego maceratu olejowego, połącz z roztopionymi tłuszczami, wymieszaj poprzez wstrząśnięcie słoikiem.
  4. Do słoiczka (wybierz taki, do którego wejdzie ci końcówka motylkowa do ubijania piany) wlej 50 g nagietkowego maceratu wodnego i 10 g samoemulgującej bazy z oleju z pestek moreli. Mieszaj do rozpuszczenia kulek bazy, wyciąg z kąpieli wodnej. Zakręć słoik i wstrząsaj. Powstanie jednolita emulsja.
  5. Do emulsji wodnej wlej połowę fazy olejowej (masło kakaowe, lanolina, nagietkowy macerat olejowy), wstrząsaj, wlej drugą część, wstrząsaj. Odstaw w chłodne miejsce do ostygnięcia.
  6. Teraz następuje ostatnia faza uszlachetniania i konserwowania kremu. Aby do niej przystąpić, krem musi być letni lub chłodny. Końcówką do ubijania piany lub dobrym spieniaczem do mleka ubijaj krem kilkanaście sekund, po czym dodawaj – olej z pestek granatu, ubij, koenzym Q 10, ubij, kwas hialuronowy, ubij, konserwant, ubij, wit. E, olejki eteryczne, ubij.
  7. Krem przełóż do czystego pojemnika. Nie trzymaj na świetle, chyba że użyłeś brązowego lub zielonego pojemnika. Jego trwałość wynosi pół roku.

krem nagietkowy

 

Oczywiście możesz zmodyfikować mój krem i zrobić go dla potrzeb swojej cery. Możesz też, jeśli nie masz tylu składników po prostu zmacerować płatki nagietka masłem kokosowym – najpierw rozetrzeć w moździerzu, potem potrzymać chwilę moździerz na garnku z gorącą wodą albo wystawić go na parapet – tam, gdzie będzie ciepło (ochroń bawełną przed światłem). Po tygodniu przefiltruj i tak oto masz produkt doskonały – do leczenia oparzeń, ran i dobry też do jedzenia – jako dodatek do potraw. Możesz też zrobić klarowane masło nagietkowe, przepis tutaj.

Nagietkowy krem do rąk

krem nagietkowy

 

Resztki faz olejowych – nigdy nie wymierzę ich zbyt dokładnie wymieszałam dodatkowo z 15 ml maceratu wodnego z nagietka  (też mi pozostał), dodałam 5 g lanoliny, żeby na pewno się nie rozwarstwił i tak oto mam krem do rąk o pięknym kolorze pomarańczu. Kolor w kremie do twarzy troszkę zszarzał – to efekt emulgatora. Na wszelki wypadek, gdyby ci nie pozostały resztki podaję skład:

10 g nagietkowego maceratu olejowego

10 g masła shea lub kakaowego

5 g lanoliny

10 g wodnego maceratu nagietkowego (sok z nagietka – patrz wyżej)

Do roztopionych tłuszczy wlewaj powoli wodny macerat i miksuj. Obydwie fazy muszą być w tej samej temperaturze.

Z obydwu kremów jestem bardzo zadowolona i z wielką przyjemnością sięgam po moje pomarańczowe doskonałości, czego i tobie życzę. Może niekoniecznie przyjemności płynącej z posiadania tego kremu, ale czegokolwiek, co sprawi ci radość z codziennego korzystania. Pamiętam, gdy kupiłam sobie nowe ściereczki do kuchni, wielką radością było dla mnie patrzenie na nie podczas gotowania albo słoiczki świeżo naładowane ogórkami, książka do czytania leżąca przy łóżku, wysprzątane szuflady. Sami jesteśmy sprawcami naszych radości, tylko nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, jak wielkie znaczenie ma to dla naszego samopoczucia. Ja zawsze je odnajduję w kolorze, zapachu, błysku na szkle. Z tego też powodu zrobiłam jeszcze nagietkowy macerat alkoholowy i olejowy na bazie oleju z pestek winogron. Wyciąg alkoholowy przyda mi się do komponowania lekarstwa na niestrawności wywołane stresem, a olejowy na kolejne warsztaty, na które zapraszam klik.  A poniżej zdjęcie z serii – pomyłki zielarza. Aż dziw, że tę wielką roślinę wzięłam za rosnącą obok malwę. To są nasze ścieżki myślenia, które czasami wiodą nas nie tam, gdzie powinny. Dopiero, gdy wypuściła kulki i rozkwitły na niej kwiaty, zorientowałam się, że to przecież łopian. 😉

 

łopian

Łopian zostawiam, też jest piękny.

łopian

 

 

 

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się na następne. Prześlij go znajomym, możesz też pomyśleć o subskrypcji. Dzięki darmowej prenumeracie będziesz mieć dostęp do aktualności.

24 komentarze

  • Odpowiedz Październik 3, 2017

    Assia

    Dzień dobry 🙂
    Pani Małgosiu,czy posiada Pani wiedzę na temat kremu, który likwidowałby brązowe plamy na rękach zwane wątrobowymi, starczymi. Byłabym wdzięczna za jakąś radę. Pozdrawiam 🙂

    • Odpowiedz Październik 4, 2017

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Plamy takie pojawiają się też od słońca, ręce powinno się smarować filtrem 50. Samej mi się takie pojawiły i są ewidentnie od słońca i zbierania ziół. Niestety nie ma na to sposobu. 🙁

  • Odpowiedz Czerwiec 2, 2017

    Lynx

    Małgosiu, czy lepiej myć płatki nagietka przed ich dalszym wykorzystaniem ? Susze właśnie pierwszą partie ( bez mycia ) i widze małe muszki na płatkach. Po raz pierwszy mam u siebie posadzonego nagietka i dziwie się, że dopiero teraz. Poza jego właściwościami ma przepiękny kolor, który przyciąga wzrok ;).

    • Ja rozrzucam płatki, ale muszek nie miałam, więc to może nie wystarczyć. Proszę spróbować wypłukać płatki, muszki powinny się unieść. Potem lekko wycisnąć płatki. Najlepiej płukać w wodzie przegotowanej lub destylowanej. 🙂 U mnie nagietek będzie dopiero za miesiąc. 🙂

      • Odpowiedz Czerwiec 11, 2017

        Lynx

        Zauważyłam, że robaczki/muszki zostają na papierze, a suche płatki moge przełożyć do torebki. Kupiłam sporo gotowych już do posadzenia nagietków i będe miała dużo surowca ;). Małgosiu, gdzie zaopatrujesz się w lanoline, gliceryne… ? Chciałam zrobić krem ale mam tylko nagietek i masło shea ;). Porównałam kolor moich suszących się płatków nagietka do kupnych…i jak niebo a ziemia. Moje są intesywnie pomarańczowe, a kupne takie wyblakłe. Kupne to całe kwiaty suszone, moje to tylko płatki, które odrywam. Powinnam cały kwiat suszyć ? Pozdrawiam 😉

        • Lanolinę i glicerynę kupisz w sklepie https://herbisklep.com/. Każde zioło własnoręcznie suszone jest dużo ładniejsze niż kupne i to rzeczywiście jest piękne. Nagietek ma swoje właściwości w całych kwiatach, również w liściach. Same płatki suszymy dla piękna. 😉

  • Odpowiedz Styczeń 19, 2017

    Ustinka

    Jestem zachwycona przepisem, dopiero dziś go znalazłam, choć od wczoraj „buszuję” po Pani stronie. Poszukiwałam w internecie jakiejś mikstury, którą mogę zrobić z nagietka, bo nie mogę już patrzeć na dłonie mojego syna – są spierzchnięte, zaczerwienione, suche i zawsze bez rękawiczek! Wczoraj znalazłam przepis na macerat olejowy z nagietka i od wczoraj w słoiczku mi się ten nagietek maceruje w oleju słonecznikowym. Dziś jednak wpadłam na przepis na krem i stwierdziłam ze to jeszcze lepsze. Na pewno dziś będę próbowała go zrobić, choć nie mam moździerza (jeszcze!), nie mam też konserwantu. I tu biję się z myślami, czy najpierw kupić konserwant i dopiero wtedy zająć się robieniem kremu, czy mimo jego braku – działać. Jestem niestety zbyt niecierpliwa, żeby jeszcze czekać na konserwant, bo będę go kupowała przez internet. Najwyżej za jakiś czas zrobię drugi krem :).
    Generalnie bardzo podobają mi się cuda, jakie Pani robi z ziołami, warzywami. Jestem totalnym mieszczuchem i żadnej łąki nie mam pod ręką, żadna również ze mnie kucharka, wiec póki co za kiszenie się nie biorę… Póki co czytam i podziwiam Pani zapał i umiejętności. Może dojrzewam do późniejszego działania… czas pokaże. 🙂
    Póki co dziękuję za przepis na krem 🙂 Pozdrawiam serdecznie

    • Proszę zrobić sobie przepis, który masz na myśli. A za kilka dni zajrzyj na moją stronę, pojawi się przepis na krem do rąk z woskiem, co przyda się w czasie zimy, gdy dłonie pierzchną. Wosk kupisz w sklepie z produktami pszczelimi albo razem z konserwantem w sklepie np – zrób sobie krem. Krem bez konserwantu przechowasz w lodówce – około 2 tygodnie. No i cieszę się bardzo z twojego czytania mojej strony. 🙂 Aha, moździerz jest potrzebny do świezych ziół, do suchego nagietka nie ma takiej potrzeby, wtedy wystarczy macerat nagietkowy.

  • Odpowiedz Sierpień 15, 2016

    Klaudia

    Ponownie zakochuję się w ziołach. Wstyd, że pochodzę ze wsi, a dopiero teraz wiem, jakie skarby tam są. Pamiętam, jak babcia stosowała dziwne mikstury na ciało, czy w czasie choroby. To jest piękne, że są ludzie, którzy nadal to pielęgnują. Poleca Pani może, jakieś książki dla początkujących? Wstyd przyznać, ale więcej wiem, o roślinach azjatyckich niż o tych, z mojego ogródka.

    • Odpowiedz Sierpień 15, 2016

      Małgorzata Kaczmarczyk

      Zawsze przychodzi właściwy czas, dobrze że dla ciebie już nadszedł, nie martw się tym, że późno. Na początek możesz sobie kupić książkę M. E. Senderskiego: Zioła lub A. Ożarowskiego: Rośliny lecznicze (tylko na allegro), może zaprenumeruj sobie kwartalnik Panacea (po 4 zł), rozpoznawaj zioła, które mijasz na drodze i szukaj ich nazw, możesz podsyłać do mnie, to ci pomogę. Szukaj za pomocą mojej strony lub panacea, do czego służą i tak pomalutku świat ziół otworzy się dla ciebie. 🙂 Powodzenia Klaudia. 🙂 Teraz jeszcze kwitnie wrotycz, nawłoć pospolita i meksykańska, tojeść, dziurawiec, marchew dzika – m. in.

  • Odpowiedz Lipiec 28, 2016

    Lutka

    Mój pierwszy krem!!!!!!!!!!!!!!!

    ZROBIŁAM!!!!!!!!!!!!!!

    ale tu nastąpił problem. Zalewając olejem prawie 200ml płatków nagietka, te 30 ml wsiąknęło. Dolałam jeszcze 30 i po tych wszystkich, co piszesz zabiegach ledwo wycisnęłam 40ml. Nie dodałam olejku z granatu, koenzymu, lanoliny i konserwantu – (z prostej przyczyny – bo nie mam, zaczynam dopiero kremową „przygodę” – ale mam nadzieję, że będzie wspaniale działał.

    • Bardzo się cieszę, że wpis cię zmotywował do zrobienia pierwszego kremu. Super. 🙂 Odnośnie zalewania olejem płatków nagietka – najprościej wlewaj tyle oleju, by przykryły płatki, ale jeśli zalewasz suche płatki, to zawsze użyj ich trochę mniej, bo suche mocno wchłaniają olej. Ale to wszystko nieważne, ważne że jest pierwszy krem. Jeśli nie dodałaś konserwantu, to w lodówce powinien do 2 tygodni przetrwać. A może masz jakiś olejek z drzewa herbacianego/pichtowy/eukaliptusowy, macerat garbnikowy? Kilka kropli pomogłoby przetrwać kremowi dłużej. Pozostałe składniki nie są aż tak potrzebne, z czasem kupisz sobie więcej. Najważniejsze są dobre masła twarde i maceraty olejowe, dobry emulgator i kwas hialuronowy. Jeszcze raz gratuluję i dziękuję ci za dobre wieści. 😀

  • Odpowiedz Lipiec 26, 2016

    Dorota

    A co myślisz o nagietku różowopłatkowym? (znalazłam tu np. odmianę Pink Surprise http://sklep-nasiona.pl/nagietek-lekarski-pink-surprise-rozowa-niespodzianka.html) Tylko wtedy chyba ładniejszy kolor by się uzyskało wykorzystując cały koszyczek kwiatowy? 😉

    • Dorota, nie byłabym taka pewna, czy posiada on te same właściwości lecznicze co nagietek lekarski pomarańczowy. Jeszcze gdy królowały tylko nagietki żółte i pomarańczowe to w opisie nagietka można było znaleźć informację, że tylko pomarańczowy nagietek ma związki lecznicze. Może łososiowy dla ozdoby, a pomarańczowy dla zdrowia. 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

    Kasia S.

    Małgosiu czy wiesz że poza płatkami lecznicze są też całe koszyczek kwiatowe i liście. Jeśli komuś tak bardzo nie zależy na pomarańczowym kolorze to myślę że warto zamiast płatków zastosować całe ziele nagietka 😊

    • Tak, jest o tym wzmianka w artykule o opryszczce i nagietku. Tutaj wspominam o płatkach ze względu na pomarańcz. 😉

      • Odpowiedz Lipiec 25, 2016

        Kasia S.

        Kolor cudny, przyznaję ☺ Ja do tej pory mam dylemat czy do mydeł macerować całe ziele czy tylko płatki, no bo jak to innym wytłumaczyć że to zielonkawe, albo co gorsza brązowe mydło to najprawdziwszy nagietek 😉

        • Niestety te piękne kolory maceratów zmieniają się pod wpływem różnych czynników. Zazwyczaj mi to nie przeszkadza, ale teraz właśnie zapragnęłam mieć coś pomarańczowego, nie burego. ;)Ja robiłam mydło nagietkowe i wyszło mi pomarańczowe (może raczej żółte). Dawałam tylko płatki – suszone. Jeśli chcesz mieć piękny kolor mydeł (rozumiem że robisz mydła) to spróbuj z kwiatem malwy czarnej lub ślazu. daje piękny kolor wiśni, ale pod warunkiem, że jest w środowisku zakwaszonym. Nie wiem, jak będzie się zachowywał w mydle. Na mojej stronie jest przepis na mydło nagietkowe, to jedyne, jakie zrobiłam. 😉 Są zdjęcia, to zobaczysz kolor.

          • Lipiec 28, 2016

            Kasia S.

            Małgosiu mydło w początkowej fazie jest wybitnie zasadowe. Malwa czy ślaz niestety z pewnością zmienią kolor na szaro bury, tak samo jak buraczki czy hibiskus. Mi mydła nagietkowe wychodziły do tej pory pomarańczowe, ale większość użytych tłuszczy stanowił macerat z samych płatków nagietka. https://www.facebook.com/kostkamydla/posts/1000727053337113 Obawiam się, że przy maceracie z całego ziela kolor już nie będzie taki ładny. Tobie przy dodaniu suchych płatków kolor i tak wyszedł piękny 🙂 Suszone dodatki do mydła często szarzeją lub brązowieją.

          • Lipiec 28, 2016

            Małgorzata Kaczmarczyk

            Ależ piękne są te twoje mydełka. Kasiu, na pewno używaj samych płatków nagietka – dla koloru. Twoje mydła nagietkowe na FB są przepiękne. Może spróbuj też zrobić mydło pokrzywowe, pokrzywa pięknie oddaje kolor zielony. Jeśli ci potrzeba świeżego surowca, to zapraszam, mieszkasz chyba blisko. Mam mnóstwo mięty, pokrzywy, krwawnika i innych dobrodziejstw. Po 12 sierpnia odezwij się do mnie, chętnie cię podlinkuję na swoim FB. I jeszcze jedna rada wynikająca z robienia mydeł i maści. Kolory wychodzą dużo ładniejsze, gdy obrabiam tę samą grupę kolorystyczną, czyli na przykład – jeśli pomarańcz to dodaję tylko kolor żółty, nie inny. Jeśli zielony, to obracam się tylko w obrębie tego koloru. Nie mieszam ze sobą kolorów, ale to tylko wtedy gdy chodzi mi o kolor, bo gdy robię maść, to ma być lecznicza i koniec, nieważny jest kolor. 🙂 Cały czas zastanawiam się nad tą szarością, a gdyby ją połączyć z bielą – dwuwarstwowo? Na przykład szary kożuszek na górze? A może ten kożuszek dałoby się czymś zakwasić?

  • Odpowiedz Lipiec 24, 2016

    Kamila

    Mam pytanie z innej beczki…;)Co z łopianem? Można coś z tej roślinki ukręcić?

    • Można zrobić macerat olejowy z liści i korzenia łopianu – do leczenia czyraków, łuszczycy, skóry z problemami, do wcierek przy wypadaniu włosów. Sok z korzenia łopianu ma właściwości pobudzające przemianę materii, czyszczące. Preparaty łopianowe hamują stany zapalne w organizmie. To bardzo cenna roślina. Leczniczy jest korzeń i liście, ale liście to myślę, że bardziej na wiosnę.

  • Odpowiedz Lipiec 24, 2016

    dorori

    A jak nazywa się ta wspaniała odmiana nagietka

    • Odmiana karłowa, dokładnej nazwy nie pamiętam, ale te o pełnych kwiatach, to z zeszłego roku pamiętam, że nazywały się Radio i Promyk.

Zostaw odpowiedź